|2918 słów|
Drżałem ze zmęczenia w jego ramionach. Na moich ustach ciągle gościł uśmiech będący efektem spełnienia. Bolały mnie paznokcie, ale to nic, bo Jungkook pewnie czuł ból na plecach, o który swoją drogą sam go przyprawiłem. Chłopak odchrząknął, opierając czoło na moim obojczyku, by chwilę później położyć się obok mnie. To był jeden z tych momentów, kiedy cisza żadnemu z nas nie przeszkadzała, aczkolwiek nawet ona nie była tak idealna, jak by się zdawało, bo królik ciągle domagał się opuszczenia klatki poprzez natarczywe gryzienie cienkich prętów.
W końcu zebrałem się w sobie, by sięgnąć do szuflady po paczkę papierosów. Właściwie nie wiem kiedy powróciłem do niszczenia sobie w ten sposób zdrowia, ale naprawdę lubiłem palić razem z Jungkookiem. To było swego rodzaju zwieńczenie całego aktu. Właśnie wtedy cisza przestawała istnieć.
Wyciągnąłem z paczki dwa papierosy, później zapalniczkę. Żeby nie przedłużać, zapaliłem końcówkę tego pierwszego, po czym podałem go brunetowi, a następnie zapaliłem tego drugiego. Przyjemne drapanie najpierw w gardle, a później w płucach odrobinę przedłużyło stan błogości. Aż zakręciło mi się w głowie.
- Martwisz się? - zapytał Jungkook zupełnie bez kontekstu. Odwróciłem głowę, by na niego spojrzeć. Nawet nie zauważyłem kiedy zdążył się odwrócić do mnie bokiem i podnieść na łokciu. W wolnej ręce między palcem wskazującym a środkowym umiejscowiony był papieros, który z każdym wciągnięciem dymu do płuc, rozjaśniał jego twarz odrobinę. Wyglądał na bardzo zmęczonego, jednak rozrzucone w nieładzie włosy nadawały pikanterii całokształtowi jego osoby.
- Tak - odpowiedziałem, kiedy opuściło mnie zauroczenie, a dotarł do mnie sens jego pytania. - Od kilku dni jest inaczej, niż dotychczas.
- Myślisz, że Nayeon przestanie się na ciebie wściekać? - Zaciągnął się leniwie i z równym lenistwem wypuścił z ust kłąb dymu.
- Nie wiem. Nigdy aż tak bardzo jej nie podpadłem. - Westchnąłem, lecz po chwili przypomniałem sobie o dzierżawionym papierosie, z którego oczywiście skorzystałem. Robocza popielniczka z nakrętki od słoika leżała na parapecie, więc popiół musiałem strzepywać na rękę, zupełnie jak Jungkook. - Ale mam nadzieję, że szybko się pozbiera. Mimo wszystko to nadal moja mama.
- No tak, przecież wiem. Mój tata był zadowolony z jej reakcji. Rozmawiałem z nim wczoraj przez telefon - powiedział spokojnie. - Chociaż mnie to nie satysfakcjonowało tak, jak sądziłem, że będzie.
- Co masz przez to na myśli? - spytałem ze zdziwieniem. Uważałem, że to, co zrobił naprawdę go cieszyło.
- Wygrana nad Nayeon ginie gdzieś w gównianym morzu moich czynów. - Zamilkł na chwilę, ale wiedziałem, że lepiej będzie, jak dam mu chwilę, żeby mógł dokończyć swoje przemyślenie. - Na nodze mam już cztery blizny z oparzeń, z czego ostatnią jeszcze świeżą.
- Co one tak naprawdę oznaczają? - wymsknęło mi się.
- Jak ci powiem, pewnie będę musiał cię zabić - powiedział śmiertelnie poważnie, co uznałem za grę aktorską. Uśmiechnąłem się.
- Bolą cię plecy? - Zmieniłem temat.
- Tylko trochę, ale to dobry ból. Przynajmniej wtorkowy dzień będę mógł sobie umilić wspomnieniem nocnych igraszek. - Uśmiechnął się rozbrajająco.
W takich chwilach nie miałem żadnych obaw, ani wątpliwości. Byłem czysty jak łza. Zawsze pierwsze promienie słońca otwierały moją osobistą Puszkę Pandory.
•••
W trakcie lekcji nigdy nie lubiłem rozmawiać. Jakoś zawsze wolałem się skupić na lekcji, ponieważ wiedziałem, że kolejne mierne oceny mnie nie usatysfakcjonują, jak mamę. Poza tym Jungkook zawsze miał mi za złe, że pomimo moich słabych stopni, to jego prawie że idealne wyniki były niedoceniane. Może teraz o tym mnie mówił, bo zwyczajnie zatarła się dzieląca nas granica, ale ja cały czas o tym pamiętałem. Mimo tego wszystkiego zdecydowanie przeszkadzała mi cisza panująca między mną, a Soyeon. Oddaliliśmy się od siebie. Byłem świadom, że to ja do tego doprowadziłem, ale przecież jako moja przyjaciółka powinna dać mi czas na przystosowanie się do niecodziennej sytuacji, prawda.
CZYTASZ
|| Dead Inside | jjk + pjm ||
Fanfiction~Życie zaskakujące bywa, prawda? Wszystko może okazać się zupełnie Inne, niż z możliwych wersji każda. Zła matka, niezacny brat namiesza pewnie. Każdy z osobna cierpi bardziej lub mniej, A oprawcą jest zawsze okrutny ten Człowiek, co przecież dla os...
