Rozdział 43

240 26 16
                                        

Witajcie! W końcu napisałam kolejny rozdział. Gdybym nie miała dzisiaj paru rzeczy do zrobienia, nie napisałbym się kawy, a w rezultacie rozdział zobaczylibyście w niedzielę.

Powiem wam tak: Jeszcze dwa rozdziały. Cholercia, ale akcja się szykuje.

A poza tym w tym rozdziale pierwszy raz od 42 rozdziałów współczułam Nayeon. Nie mogłam w to uwierzyć, przez co wczoraj mojej Werce trułam o tym, że to niemożliwe i w ogóle. (Byłam trochę pijana, więc to może dlatego xD)

W każdym bądź razie chcę wam jeszcze powiedzieć, że projekt napisania spin-offów aka bonusów został zatwierdzony przez współautorkę opowiadania. Cieszę się z tego powodu bardzo. 

Tymczasem Enjoy moje Wisienki na Torcie Bezowym!

~•~•~•~•~•~•~•~



Nigdy w życiu nie byłem tak przerażony jak w tamtej chwili. Nie potrafiłem ułożyć swoich wspomnień od momentu, kiedy Jungkook zaczął odpowiadać swoim głosom. Wiedziałem, że mama wpadła do pokoju, chcąc dowiedzieć się o zachodzącej właśnie sytuacji. Wiedziałem też, że sama wystraszyła się nie na żarty. Junghyun musiał wyprowadzić ją z pokoju, zaś ja zostałem razem z Seokjinem; że Jungkook zapalił schowanego skręta; że wyrzuciłem go przez okno; że ciągle coś do niego mówiłem i że on też odpowiadał gwałtownie oraz wulgarnie, bynajmniej nie na moje pytania; że siłą odciągnęliśmy go od okna; że przyjechał jakiś mężczyzna i wstrzyknął coś w ramię Jungkooka; że głaskałem go po ramieniu, praktycznie zalany łzami, błagając, żeby zszedł z parapetu, kiedy nagle wstał... Nie wiedziałem jak ułożyć to w spójną całość. 

Równie dobrze mogłem wyjść spanikowany z pokoju, kiedy detektyw z, jak się okazało, psychoterapeutą przenosi chłopaka do naszego łóżka, ale nie potrafiłem odstąpić go na krok. Wiedza o swojej bezsilności była dołująca, ale nic nie mogłem na to poradzić. Zdołałem połknąć jedynie dwie tabletki na uspokojenie. Choć przyćmiły trochę moją witalność, byłem w stanie utrzymać ciężkie powieki i czuwać nad Jungkookiem. Wtedy zniknęły wszystkie inne problemy. Liczył się tylko... Mój brat. To głupie określenie, ale gdy widziałem go w tym stanie, który wywołał jego tata z detektywem, nie mogłem uwierzyć, że było z nim aż tak źle. Wciąż pamiętałem go jako wrednego i upartego nastolatka. Pal licho moją przeszłość. Jego zbyt kolorowa nie była. Wszystkie barwy w tej chwili straciły wszelki blask i poszarzały niebezpiecznie. 

- Jimin, idź porozmawiać z Nayeon - poprosił Junghyun zmęczonym głosem, masując skroń z przymrużonymi oczyma. - Seokjin zajmie się dzieciakami, a ja tu zostanę z Woobinem. Poczekamy, aż się obudzi.

- Ale - chciałem się jakoś przeciwstawić, nawet usiadłem, co było błędem, ponieważ zaraz zakręciło mi się w sennej głowie, jednak zostało to stłumione w zarodku przez ojca Jungkooka.

- Nayeon tego potrzebuje. Jungkook jest bezpieczny - próbował mnie przekonać. - Nie stanie mu się żadna krzywda.

- Obiecujesz?

- Obiecuję. - Położył dłoń na sercu, jakby chciał pokazać, że nie próbował mnie okłamać. 

Uwierzyłem mu, dlatego zszedłem z łóżka, aby chwiejnym krokiem przejść odległość dzielącą mnie od drzwi. Dopiero gdy chwyciłem klamkę, rzuciłem ostatnie spojrzenie w stronę Jungkooka, chcąc upewnić się, że nie zaszła żadna zmiana.

Wiedziałem gdzie znaleźć mamę, kiedy znajdowała się w szczytowym stresie. Bez namysłu skierowałem się prosto do jej sypialni, którą często odwiedzałem, mając osiem, czy więcej lat. Nie próbowałem wtargnąć na jej terytorium bezceremonialnie. Nim otworzyłem drzwi, zastukałem tak, jak zwykle to robiłem i nie czekając na żadną odpowiedź, wszedłem do środka.

|| Dead Inside | jjk + pjm ||Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz