Rozdział 7

534 41 2
                                        

|2977 słów|

Zrozumienie tego, co tu się wydarzyło, było ponad mnie. Patrzyłem na skręta, nie wiedząc, jak się zachować. Spoglądałem na chłopaka stojącego nade mną. Unosił zachęcająco brwi. Wzbudzał we mnie najprawdziwszy z prawdziwych strach, który kłębił się tuż pod żołądkiem. Chcąc wykonać jego polecenie, ostrożnie ścisnąłem wargami miękki koniec i wciągnąłem powietrze. Dym momentalnie zaczął drażnić moje drogi oddechowe, a skutkowało to kaszlem.

- Zabawny jesteś. - Zaśmiał się, lecz ponownie podsunął mi blanta do ust, a ja powtórzyłem czynność i znów zakrztusiłem się drapiącym dymem. - No nic, trzeba to ogarnąć.

Przygasił żar o deskę pomostu i schował skręta do kieszeni swojego kombinezonu. Natychmiastowo poczułem się jakby... Jakby całe napięcie mnie opuściło. Świat spowolnił, a barwy i zapachy się wyostrzyły. Nie potrafię dokładnie opisać tego uczucia, które mi towarzyszyło. Gdy Aidan z trudem podnosił ciało Hyunkiego, żeby schować je do walizki, zdawało się, że była ona śmiesznie mała, a jednak odpowiednio poskładane zwłoki zmieściły się. W mojej głowie powstał chaos, który wydawał się układać w logiczną całość. Zabiłem człowieka i odczuwałem apatię. Zupełnie jak ten z... Nie miałem pojęcia z czego, ale zastanawiałem się, czy moje oczy również były takie puste jak te należące do bohatera tamtego... Czegoś.

Nie byłem pewien, skąd chłopak wziął wybielacz i szczotkę do pastowania butów, ale nie to było w tej chwili ważne. Dlaczego słyszałem, jak każdy z twardych włosków ocierał się o drewniane podłoże? O zapachu wybielacza wolałem nie wspominać. Miałem wrażenie, że woń powoli unosiła się w moją stronę, niczym dym papierosowy i wbijała się w mój biedny nos.

Znałem te efekty uboczne. Dostałem marihuanę.

- Dlaczego to robisz? - zapytałem nagle. Mój głos wydawał się taki ospały, że ledwo co go poznałem.

- Zależy, co masz na myśli - odparł i równie beztrosko otarł sobie czoło wierzchem dłoni.

- Dlaczego to sprzątasz? Skąd tu się wziąłeś i... dlaczego mnie oszukałeś dziś po południu?

- Och, to proste. Chciałem zobaczyć, czy się nadajesz. Hyunki to bydlak. Zdecydowanie zasługiwał na śmierć - mówił, próbując doszorować małą plamkę pomiędzy deskami. - Przygotowałem się do sprzątania, bo były szanse na to, że go zabijesz. Nie spodziewałem się jednak, że będzie to takie spektakularne.

W tej chwili padało na niego całkiem inne światło i nie byłem pewien, czy dosłownie, czy tylko w przenośni, ale widziałem go w innej odsłonie. W zasadzie nadal był do granicy spokojny, ale nie przejmował się tym, że w jego walizce spoczywało czyjeś ciało, a właśnie w tej chwili zmywał z desek jego krew.

- Dlaczego się nie bronił? - zadałem kolejne pytanie.

- Bo mnie widział. Według naszego planu miałem zrobić ci kilka zdjęć, jak go bijesz, żeby i ciebie, cytuję, "udupić", a później cię odciągnąć. No cóż, nawet nie wiem, czy zdążył zrozumieć, że nie zamierzałem mu pomóc. - Westchnął głęboko. - Biedne, głupie dziecko. A mógł przestać być zwykłym skurwielem i zająć się matką-ćpunką.

Zamrugałem kilkakrotnie. Wciąż nie mogłem uwierzyć w to, co słyszałem, jak i w to, że w ogóle nie reagowałem. Jego matka była ćpunką? Dlatego wyżywał się na innych? Teraz przez to umarł... Umarł... Czułem niemoc, chociaż mogłem się poruszać. Potrafiłem zacisnąć dłonie w pięści, poruszyć nogami...

- A jeśli ktoś dowie się o tym, co zrobiłem? Co, jeśli ty komuś o tym powiesz? - odezwałem się, gdy zacząłem mieć wrażenie, że cisza powoli mnie zgniatała. Była naprawdę ciężka.

|| Dead Inside | jjk + pjm ||Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz