|2958 słów|
Nie mam pojęcia w czym utkwić swoje myśli, które pędzą na łeb, na szyję w wielu kierunkach. Główny strumień ciągle gnał w stronę Jungkooka, lecz te poboczne, pozornie mniej znaczące, również nie dawały mi spokoju. Ta noc była niezapomniana. Widząc minę, jaką miał chłopak, gdy wrócił do domu, jakoś nie mogłem go zostawić.
Znaczy widząc minę... Nie miałem okularów w tamtej chwili, ale atmosfera, jaką stworzył wokół siebie, jakoś nie dała mi spokoju. Dopiero po zbliżeniu się do niego mogłem zauważyć, że nie był w najlepszym stanie. Nie tyle co fizycznym, a psychicznym. Coś go zniszczyło, a ja czułem, że muszę jakoś złożyć go do kupy. Oczywiście udało mi się go złożyć, ale w dość nietypowy sposób.
Sądzę, że robienie prania nie powinno popychać myśli w tę stronę, ale jakoś tak poszło to samo z siebie. Jaka czeka mnie przyszłość? Jeśli jestem tylko pocieszeniem dla tego sponiewieranego przez życie chłopaka? Nie, nie. Blask w jego oczach wydawał się całkowicie prawdziwy. Nie mógłbym pomylić tego z czymkolwiek innym, ale przecież... Hyunki był dokładnie taki sam. Widziałem ten blask, a później spadła na mnie fala nieszczęść tak gorzkich, że moje życie przestało mieć jakikolwiek sens.
Próbowałem powstrzymać te obrazy, które przedstawiały ani trochę szczęśliwy przebieg mojej przyszłości. Nie. Naszej wspólnej przyszłości. Później, kiedy przekładałem mokre ubrania do elektrycznej suszarki, przyczepiłem się do zrodzonej z nicości nadziei, że jeśli odnajdę jego ojca, jakoś zabłysnę w jego oczach i dzięki temu nawet nie pomyśli o tym, żeby ze mnie zrezygnować. Pokażę, że jestem całkiem przydatny.
•••
Po powrocie z piwnicznej pralni, Jungkook spał skulony w sobie na krawędzi łóżka, tuląc do siebie róg kołdry. Wyglądał tak niewinnie, że miałem ochotę uderzyć sam siebie za głupie rozważania. Poczłapałem do jego łóżka, lecz gdy zdejmowałem już okulary, przypomniało mi się, że w tym pokoju mieszka ktoś jeszcze. Wyprostowałem się niespiesznie i spojrzałem na królika, który podgryzał pręty krat, wyraźnie domagając się swojego dziennego przydziału jedzenia. Podszedłem więc do szafki, gdzie kryły się zapasy karmy, które sam uzupełniłem. Jungkook pewnie nawet tego nie zauważył. Ciągle z głową w chmurach ledwo pamiętał o zajęciu się samym sobą, a co dopiero królikiem.
Nabrałem dość konkretną garść suchych płatków i nasypałem do miski przez drzwiczki zrobione w górnej części metalowej konstrukcji. Po chwili przypatrywania się zwierzęciu, które dziko pochłaniało jedzenie, wróciłem do łóżka. Zdjąłem okulary i położyłem je na szafce tuż obok lampy, by po chwili wśliznąć się pod pościel, a o nią musiałem chwilę walczyć, by wydostać ją ze stalowego uścisku chłopaka. Cmoknął i mlasnął parę razy, nim zasnął z powrotem. Okryłem go i sam wtuliłem się w jego bok i również zasnąć.
Rankiem obudził mnie budzik. Zaspanym spojrzeniem omiotłem pomieszczenie w poszukiwaniu źródła hałasu. Zwlokłem się leniwie z łóżka i odnalazłem telefon. Po ucieszeniu go, przeciągnąłem się, wyprężając pięść i unosząc ręce do góry. Gdy otrząsnąłem się z chwilowego zaćmienia, powłócząc za sobą nogami, dotarłem do szafki po swoje okulary, by móc spojrzeć na śpiącego Jungkooka. Oddychał miarowo w niezmiennej pozycji. Leżał na plecach z wyciągniętymi ponad głowę rękoma. Głowę miał przechyloną na bok, a usta nieco rozchylone. Z ich kącika spływała strużka śliny. Niewinny zbrodniarz zamknięty w krainie snów wyglądał przynajmniej rozkosznie. Aż serce zatrzepotało w mojej piersi na ten widok. Aż żal mi było go budzić. Ale jednak ktoś musiał pójść do szkoły, dokończyć artykuł do gazetki, a potem pójść na siłownię.
- Jungkookie - zawołałem przyciszonym głosem. Nadal stałem tuż obok łóżka. Miałem nadzieję, że to wystarczy, ale pomyliłem się. Musiałem wdrapać się na kolanach na twardy materac i poklepać bruneta po policzku. - Jungkookie, wstawaj.
CZYTASZ
|| Dead Inside | jjk + pjm ||
Fanfiction~Życie zaskakujące bywa, prawda? Wszystko może okazać się zupełnie Inne, niż z możliwych wersji każda. Zła matka, niezacny brat namiesza pewnie. Każdy z osobna cierpi bardziej lub mniej, A oprawcą jest zawsze okrutny ten Człowiek, co przecież dla os...
