Witajcie! Długo zabierałam się za pisanie, ale w końcu to zrobiłam. Przysięgam, że wypiłam dziś wieczorem dwie kawy, żeby napisać ten rozdział, a teraz kofeina już mnie opuściła, przez co cholernie chce mi się spać. Trudne życie leniwej autorki. Obiecuję, że następny rozdział będzie jeszcze przed piątkiem, bo muszę w końcu spiąć poślady i szybciej zmierzać do końca opowiadania :"D
Enjoy moje Batony!
~•~•~•~•~•~•~•~
Sądziłem, że dyrektor nie będzie w ten sposób nastawiony do tej sprawy, skoro często bywał z nauczycielem Seo. Myślałem, że i nad nim Aidan miał kontrolę, a tymczasem się pomyliłem.
- No tak, bo dziennikarze to natrętne mendy. - Soyeon nie wytrzymała. - Staraliśmy się budować klub pisarski tak, żeby nikt nie patrzył na nas krzywo, a tymczasem one chodzą i perfidnie wypytują. Aidan widział, jak one się zachowują.
- Aidan w tej chwili ma najmniej do gadania - odgryzła się Sunmi, krzyżując ręce na piersi.
- Takie mają zadanie. - Dyrektor był wytrwały w tej potyczce. Jego wyraz twarzy ani na moment się nie zmienił. Tymczasem Jungkook stał się bardzo nieobecny. Nie wiedziałem co mogłem zrobić w tej sytuacji. Nie mogłem go zabrać i uciec. - Poza tym - kontynuował - skoro mają odpowiedni dokument i wystarczającą ilość członków, mogą funkcjonować jak każdy inny klub. Do widzenia, moi drodzy. Muszę spisać raport dla ministerstwa.
Po tych słowach po prostu wszedł do swojego gabinetu i zamknął z trzaśnięciem swoje drzwi.
- No i przegraliście - powiedziała rozradowana Sunmi z tak nieszczerym uśmiechem, że poczułem odruch wymiotny.
Właśnie w tym momencie Jungkook dygnął.
- Idziemy do domu - oświadczyłem, chwytając go za rękę.
- Jeszcze nie mogę - odpowiedział odrobinę nieobecny.
Spojrzałem po twarzach wściekłych dziewczyn, które klęły na przewodniczącą nowego klubu dziennikarskiego oraz na naszą opiekunkę. Odcięły się od całego świata. Nie miałem co się wtrącać, więc pociągnąłem za sobą Jungkooka.
- Jak to jeszcze nie możesz? - zapytałem, kiedy oddaliliśmy się na bezpieczną odległość.
- Aidan kazał pozbyć się szofera.
- Nie można tego pominąć? - Podjąłem się próby ominięcia rozkazu usunięcia człowieka, którego znałem sporą część swojego życia.
- To musi być dziś. - Wyglądało na to, że powoli wracał do siebie. - Wolę mieć cię żywego.
Rozglądałem się, podążając pustym korytarzem w stronę klatki schodowej. Nikt nie mógł usłyszeć naszej rozmowy, dlatego ściszyłem głos, poprawiając przy tym okulary.
- Znam go od dziecka...
- Ja też - wtrącił - ale co z tego? Aidan kazał.
- I jak niby to zrobisz?
- Zadzwonisz do niego, jak porozmawiam z Aidanem.
- Kiedy to wymyśliłeś, co? Nie możemy mu zapłacić, żeby uciekł gdzieś daleko poza zasięg tego cholernego amerykana?
Czułem jak życie tego człowieka uciekało między moimi palcami. Przecież od nas zależało jego być albo nie być. Zacząłem drżeć, a chęć zwymiotowania była silniejsza, niż wcześniej.
- Wymyśliłem przed chwilą. Poza tym może w razie czego skojarzyć miejsce, prawda? Sam odwoził nas do domu. - Spojrzał na mnie wymownie. - Żaden z nas nie wyglądał najlepiej.
CZYTASZ
|| Dead Inside | jjk + pjm ||
Fanfiction~Życie zaskakujące bywa, prawda? Wszystko może okazać się zupełnie Inne, niż z możliwych wersji każda. Zła matka, niezacny brat namiesza pewnie. Każdy z osobna cierpi bardziej lub mniej, A oprawcą jest zawsze okrutny ten Człowiek, co przecież dla os...
