VII

78 23 4
                                        


- Nie rozumiem. - spochmurniał po krótkim sprawozdaniu. - Wcześniej nie miałaś zamiaru wracać do domu, bo nie chciałaś widzieć się z mamą. Teraz mówisz mi o tym, jak bardzo byłaś szczęśliwa, kiedy znalazłaś się daleko od rodziców. Wspomniałaś też, że byłaś zamknięta w pokoju. O co chodzi? Znęcają się nad tobą?

Odsunęłam się mimowolnie.

- Nie.. Znaczy... Niezupełnie.

- A jak jest zupełnie?

Jego źrenice wpatrzone były we mnie wnikliwie. Zrozumiałam, że przy nich żadne najmniejsze kłamstwo nie umknie.

Westchnęłam.

- Za dużo ode mnie oczekują. Nie potrafię sprostać ich wymaganiom względem mnie. Narzucają mi nadmierny perfekcjonizm w każdej dziedzinie życia, wszelkich czynnościach, jakie wykonuję. To mnie przerasta. Właśnie dlatego tak świetnie się czuję poza czyimś nadzorem, z daleka od ludzi, wśród których pod naciskiem rodziców wypracowałam względy i mylne pozory cholernie nieskazitelnej jednostki.

Zdałam sobie sprawę, że powiedziałam za wiele. Zawstydziłam się i zdenerwowałam na siebie i swoją bezpośredniość.

Dominik cały czas przyglądał mi się z powagą i kiwał głową. Jeszcze nikt, z kim rozmawiałam aż tak nie zainteresował się tym, co do niego mówię.

I nie oceniał.

- Rozmawiałaś z nimi o tym? Próbowaliście kwestionować?

- Sprzeciwiać się im? Chyba mnie nie zrozumiałeś. - odsunęłam stół, aby się podnieść.

- Rozumiem lepiej niż myślisz. - podniósł rękę pospiesznie, abym nie odchodziła. Coś w jego głosie sprawiło że przystanęłam mimowolnie.

- Mylisz się, n i k t mnie nie rozumie.

- Bo nie szukasz pomocy u właściwych osób.

- Słuchaj dzięki za pomoc, ale nie potrzebuję psychologa. - potknęłam się o stół.

Złapał mnie nad łokciem i delikatnie przyciągnął. Usiadłam ostrożnie i nabrałam głęboko powietrza, aby się uspokoić.

- W porządku. - jego ciepły, ochrypły głos nieco mnie ukoił. - Rozumiem, że nieczęsto rozmawiasz na osobiste tematy, ale pozwól sobie mi zaufać.

- Dlaczego mam to zrobić?

- Bo ,,zawsze zjawiam się niezauważalnie i wybawiam cię z tarapatów". - spojrzał z ukosa i uśmiechnął się zgrywnie.

Nie mogłam powstrzymać uśmiechu.

- Wygrałeś.

- Zatem zamieniam się w słuch. Dlaczego córka znanego adwokata nie postawi votum separatum?

- To nie jest takie proste. - odłożyłam kubek na stół. Straciłam apetyt.

- W czym problem?

- Kiedy tylko próbuję powiedzieć rodzicom o moim odmiennym zdaniu, nie chcą mnie słuchać. Muszę się im podporządkować i tyle. Właściwie rzadko kiedy mam w ogóle okazję z nimi rozmawiać. Cały czas są czymś zajęci i unikają mnie. - mówiłam patrząc w podłogę. - Czasami czuję się w domu jak taki wyrzutek, który ma się sam sobą zająć i nie przeszkadzać, a najlepiej non stop się uczyć.

- Rozumiem.

Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Odpłynęliśmy we własnych myślach i wpatrywaliśmy się w jedno miejsce. Znów wypełnił mnie dyskomfort i przekonanie, że nie powinnam mówić o takich rzeczach.

Mleko na papierzeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz