Rozdział 34

302 19 46
                                        

Sloane

Obudziły mnie jakieś głosy. Jeden wydawał się znajomy, a drugi... tego nie mogłam skojarzyć. Czaszka pulsowała tępym bólem, dreszcze przebiegały mi po kręgosłupie oraz ramionach. Krew sączyła się ze skroni, w niektórych miejscach już zaschła. Ręce miałam skrępowane grubym sznurem, przytwierdzone do krzesła. Nie mogłam krzyczeć przez kawałek szorstkiego materiału w ustach. W pobliżu nikogo nie widziałam, a jednak wzrok jeszcze mi się całkiem nie wyostrzył. Nadal znajdowałam się w swoim mieszkaniu.

Gdzie jesteś, Anton? Czemu tak długo?

To były pytania jednej strony mojej osobowości. Tej samolubnej. Natomiast altruistyczna część, mówiła coś zupełnie innego.

Zostań tam gdzie jesteś. Nie wracaj do mieszkania. Błagam, po prostu trzymaj się jak najdalej.

Anton i tak nie mógł usłyszeć moich myśli, a to tylko kwestia czasu kiedy znowu się tutaj pojawi, a przez to... On także ucierpi. Ja tego nie zniosę.

- To nie tak miało być, kurwa!- usłyszałam głośne warknięcie. Mężczyzna.- Po cholerę ją atakowałaś?! Ty dostaniesz swojego kochasia w jednym kawałku, już niedługo, a Sloane ucierpiała. Skrzywdziłaś ją!

- Uspokój się, bo przez ciebie oszaleję! Spanikowałam, okej? A co jeśli zaczęłaby krzyczeć? Ba! Na pewno by to zrobiła.

- No i?- wysyczał mężczyzna. Głos, który na pewno już gdzieś słyszałam.- Na tym piętrze nie ma nikogo więcej. Byłem w tym mieszkaniu bardzo dużo razy, wiem czym poruszyć, żeby dostać się bezszelestnie. Jakoś cię tu wprowadziłem, żebyś mogła pobawić się w swoje groźby!

- Ostrzegam. Jeśli Anton się tutaj nie zjawi, i nie pójdzie ze mną bez sprzeciwu, to nici z naszej umowy. A ja przestrzelę tej kurwie łeb.

- Licz się ze słowami, pieprzona ćpunko.

Wtedy ich zobaczyłam w zasięgu mojego wzroku. Nieco przymrużyłam oczy, więc z ich pozycji, nadal mogłam wyglądać na nieprzytomną. A kiedy zwiesiłam głowę, wbiłam wzrok w podłogę, to coś rzuciło mi się w oczy. Drogie buty ze skóry ekologicznej, które poznałabym wszędzie. Nieco przykrótkie spodnie, dzięki którym miałam doskonały widok na wytatuowany mechanizm zegara na kostce. A tylko jedna osoba którą znałam, miała taki tatuaż, a do tego prowadziła się w drogich, markowych ciuchach. Teraz wreszcie dopasowała twarz do głosu.

Alex.

Poderwałam gwałtownie głowę. Wtedy zaczęło dziać się najgorsze. Chrzęst zamka, otwieranie drzwi frontowych. To musiał być Anton. A Alex i jakąś dziewczyna, której nigdy wcześniej nie widziałam, przywarli plecami do ściany. Teraz tylko ja ich widziałam. A kiedy Anton się pojawi, kompletnie go zaskoczą. Mają broń. To cholerny koniec.
Kiedy miałam go w polu widzenia, a nasze spojrzenia się zetknęły, zamarł. Zaczęłam się miotać, starałam się krzyczeć przez szmatę, która skutecznie tłumiła dźwięki wydobywające się z moich ust. Można było zrozumieć jedynie bełkot. A chciałam coś mu przekazać.

Uciekaj. Nie oglądaj się za siebie. Wiej, do cholery!

Ale już za późno. Wszedł do salonu, a lufa pistoletu została przytknięta do skroni chłopaka. Alex ciężko oddychał. Anton uniósł dłonie, cały czas patrzył na mnie.

- Na co ty czekasz, Rachel?! Zwiąż go, póki się nie opiera.

- Rachel?- wyszeptał Anton, a jego spojrzenie prześlizgnęło się na dziewczynę. Zmrużył groźnie powieki.- Ty suko!

Wtedy Alex uderzył Antona w nos. Z pięści. Jego głowa odskoczyła, Anton się zatoczył i złapał za bolące miejsce. Zobaczyłam krew. Krzyknęłam, ale to nadal był jedynie bełkot.

Save yourselfOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz