21

462 22 1
                                        

Obudził mnie mój telefon. Zdziwiło mnie to, że Karolina dzwoniła do mnie o tak później porze. Szybko odebrałam telefon.

- Co się stało?

- Magda słuchaj, nie jestem pewna ale chyba widzę Igora.

- Co? Gdzie? - wstałam z łóżka i zaczęłam iść w stronę Adriana.

- Na obrzeżach Warszawy, stoi na jakimś budynku.

- Wyślij mi swoją lokalizację, szybko - Rozłączyłam się.

- Adrian wstawaj - szturchnęłam chłopaka - kurwa dalej.

- Co jest?

- Igor... Jest na jakimś budynku na jakimś zadupiu. Karolina dzwoniła do mnie że go widziała. Ubieraj się i szybko, nie ma czasu.

Wciągnęliśmy na siebie jakieś losowe cichy i szybko wybiegliśmy z mieszkania. Wsiedliśmy do auta, gdzie włączyłam nawigacje.

- Możesz trochę szybciej jechać?

- Staram się.

Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Było totalnie ciemno i zimno. Był to jakiś opuszczony budynek, nie mam pojęcia co robił tutaj Igor a tymbardziej co robiła tutaj Karolina.

Wybiegliśmy z auta i od razu podbiegliśmy do dziewczyny.

Chłopak rzeczywiście stał na dachu, a bardziej przy jego krawędzi. Nie było oprócz nas żadnej żywej duszy.

- Igor! - krzyknął do niego Adrian.

Brunet spojrzał w dół.

- Co wy tu robicie?!

- Odejdź od tej krawędzi, proszę Cię! - tym razem to ja krzyknęłam załamującym się głosem.

- Niby po co?! Tak będzie lepiej dla każdego! Tylko zatrówam wam życie!

- Co ty gadasz Igor!? Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie! Zejdź na dół!

Chłopak się nie cofał.

- Adrian ja wchodzę do niego - odwróciłam głowę w stronę chłopaka, który stał obok mnie.

- Magda nie wiem czy to dobry pomysł.

- Masz lepszy?

- Pójdę z tobą.

Znaleźliśmy drabinę, która prowadziła na samą górę. Moja kondycja nie istniała, lecz nawet nie zmęczyłam się wchodząc tam.

- Stary, dalej! Chodź do nas!

- Dajcie spokój - prychnął, prawie płacząc - Będzie wam lepiej beze mnie, nie będziecie musieli się wiecznie martwić.

- Igi, nie możesz tego zrobić. Kocham Cię kurwa, rozumiesz?! Co ja bez Ciebie zrobię?! - zaczęłam do niego podchodzić - Błagam, chodź do mnie.

Stawiałam coraz większe i pewniejsze kroki. W końcu nawet nie wiem jak chwyciłam chłopaka za rękę, po czym pociągnęłam z całych sił do siebie. Upadliśmy na zimny beton.

- Boże Madzia - wtulił się w moją szyję  - Tak bardzo przepraszam... przepraszam serio - zaczął nawet nie płakać po prostu ryczeć.

- Już dobrze - próbowałam za wszelką cenę opanować swoje emocje - Wszystko jest okej.

Adrian podbiegł do nas, od razu nas obejmując. Siedzieliśmy tak w trójkę przez jakieś 10 minut.

- Jesteś cały mokry, zmarznięty i zaziębiony - stwierdziłam - Wrócimy do domu?

Skinął tylko głową. Oprócz tego wszystkiego był pijany. W chuj pijany. Schodząc, asekurowaliśmy go, aby nie spadł. Wpakowaliśmy go do auta, na tylnie siedzenia. Usiadłam obok niego.
Karolina z Adrianem usiedli z przodu.

Bugajczyk opadł na siedzenia, a jego głowa wylądowała na moich kolanach, mało co kontaktował.

- Jedźmy - poleciłam.

- Madzia, nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham - ledwo wyszeptał.

- Ja Ciebie też Igor - pogłaskałam go po policzku.

Nikt z nas się nie odzywał podczas drogi. Zatrzymaliśmy się pod moim blokiem i wspólnie pomogliśmy Igorowi wejść na nasze piętro. Położyliśmy go do łóżka, okrywając go szczelnie kołdrą i wyszliśmy do salonu, zamykając drzwi.

- Dzięki Karolina - westchnęłam, siadając na kanapie.

- Nie ma sprawy.

- Ale co ty tam robiłaś? - zapytał podejrzliwe Adi.

- Czy to istotne? Najważniejsze, że z waszym chłoptasiem nic się nie stało.

- To nie jest żaden nasz chłoptaś i stało się.

- Próbował się zabić... Już drugi raz.

- Wyślecie go do szpitala?

- Nie, nigdzie go nie wyślemy. Po prostu...

- Dobra Karolina, odwiozę Cię do domu. Dziękujemy za pomoc, ale...

- To nie moja sprawa, jasne, rozumiem. Sama wrócę - wstała jakby obrażona i wyszła.

Wstałam za nią i zakluczyłam drzwi, po czym wróciłam.

- Nie zamkniemy go w żadnym pierdolonym szpitalu - powiedział twardo.

- Potrzebuje leków i jakiegoś dobrego psychologa, ale na pewno nie w psychiatryku. Znam parę dobrych lekarzy, ale to nie jest tanie.

- Pieniądze teraz nie są najważniejsze, tylko Igor. Ze wszystkim pomogę, mam odłożone trochę kasy. Przede wszystkim musi przestać ćpać.

- Wiem - mruknęłam.

- Masz coś tutaj?

- Nie mam pojęcia.

Za namową chłopaka, zaczęliśmy przeszukiwać mieszkanie. Wszystko co znaleźliśmy od razu leciało z wodą w kiblu. Zostawiliśmy jedną torebkę, aby zrobić to na jego oczach, gdy już się obudzi.

- To chyba możemy zostawić? - wzięłam w rękę torebkę z marihuaną.

- Tak, wiesz co? Weź skręć dwa - polecił.

Po chwili staliśmy na zimnym balkonie.

- Zacznie wydawać swoje płyty, zacznie robić muzykę na serio, będzie dobrze - zaczęłam się przekonywać.

- Co by się nie działo to Igor, Igor Bugajczyk, jest silny i da radę. Jesteś jedną z najlepszych osób jakie kiedykolwiek pojawiły się w jego życiu. Oddał Ci całe swoje serce.

- Ja oddałam swoje jemu - wzięłam głęboki wdech - Trzeba zadzwonić do jego mamy i do chłopaków.

Stwierdziłyśmy że ja zajmę się jego mamą, a on chłopakami.
Zadzwoniłam do kobiety i powiedziałam jej wszystko. Postanowiła po południu do nas przyjechać.

- Położę się z nim - stwierdziłam, szykując Adrianowi kanapę.


Cała Ty ~ Igor "ReTo" Bugajczyk *ZAKOŃCZONA 1/2*Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz