Rozdział 21

33 2 7
                                        

TOM

Celly i Xerien. Xerien to brat Vicione. Wiele mi o nim opowiadała. Vici wczoraj przyleciała do Nowego Jorku z czego jestem niezwykle zadowolony.

W końcu gramy w grę bez uczuć, moja słodka cynamonko.

Już dawno cię rozgryzłem, skarbie.

🌼

– Vici!

Kobieta odwraca się i biegnie w moją stronę z szerokim uśmiechem. Przytula mnie mocno, jednak nie oddaje ucisku. Znowu czuję ten dotyk. Kurwa, kurwa, kurwa. Moje mięśnie się spinają, a ja mam ochotę skoczyć z jebanego wieżowca. Ja pierdole.

Odsuwam się od niej w końcu, a ona mi się uważnie przygląda. Nie lubię zbytnio, gdy to robi. Wtedy jej oczy widzą niemal wszystko.

– Jak dobrze cię widzieć, Tom. Nie sądziłam, że się spotkamy. –  powiedziała z szerokim uśmiechem i zaczęła poprawiać swoją szminkę. Dopiero teraz zwróciłem na nią uwagę. Miała odcień czerwieni. Cholernej czerwieni. Kurwa.

– Ciebie również, Vicione.

– Jakiś małomówny jesteś. Coś się stało?

Kręcę głową, wyciągając papierosa i zapalniczkę. Odkąd poznałem Celly, to rzadko mi się zdarzało zapalić. Teraz odczuwałem kurewsko ochotę.

– Okej, rozumiem. Jutro wracam do Francji, nie chciałbyś może skoczyć ze mną na kolację? –  pyta, a ja mam ochotę się uśmiechnąć. Przepraszam Vicione, ale delikatnie mówiąc cię wykorzystam, złotko.

– Oczywiście. Ktoś prócz nas będzie?

– Oh, mój brat i jego przyjaciółka. Chyba Celina się nazywała.

– Celly.

Kurwa. Tom, jesteś pierdolonym zjebem.

– Znasz ją? - pyta natychmiast, jakby się, kurwa, paliło.

– Na tyle dobrze, by zapamiętać jej imię, Vici.

Uśmiecham się kącikiem ust, a ona ponownie wraca do swojej formy. Uśmiecha się, a potem podłapując żart, wybucha śmiechem.

– Ach, no tak. – uspokaja oddech, a potem zerka na mnie. – Do zobaczenia dziś wieczorem, Tom.

– Do zobaczenia, Vicione.

Biedna dziewczyna.

🌼

Ubieram czarny, dopasowany garnitur i psikam się perfumami, które strasznie uwielbiała Celly. Mam nadzieję, że nadal jej się podobają.

Wsiadam w samochód, nadal czując tu Celly. Cholera, wszędzie była ta kobieta. Czułem ją wszędzie. Jej kwiatowe perfumy. Jej waniliowy żel do mycia. Kurwa.

Wysiadam i szybkim krokiem wchodzę do restauracji. Odszukuje wzrokiem trójkę osób, które cicho rozmawiają. Przyglądam się Celly. Wygląda cudownie, jak zawsze zresztą. Obok niej siedzi Xerien, który jest ubrany w koszule dopasowaną do koloru jej sukienki. Biały kolor do niej pasował. Vicione zaś była ubrana w piękną, błyszczącą sukienkę, która dla niektórych była marzeniem i uważali je za dzieło sztuki, a ja uważałem, se była zbyt balowata i nie powinna jej zakładać do restauracji. Ale nie byłem jej mężem, by mówić jej, co ma robić, a czego nie. Uwielbiałem bardziej sukienki Celly. Miały kwiatki, kropki i wiele innych wzorków i kolorów, a sukienki Vici były niemal takie same.

Ciao Amore· |18+|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz