21

418 19 1
                                        

Pov Asher:

Tony był blisko. Jego ramię opierało się o moje, a ja czułem ciepło jego ciała, które zdawało się przebijać przez materiał koca. Na ekranie leciał jakiś film, ale nie potrafiłem się na nim skupić. Obrazy migały przed oczami, dialogi zdawały się być przytłumione. Moje myśli wędrowały gdzieś indziej. 

Pocałunek. 

Nie mogłem przestać o tym myśleć. O tym, jak delikatny, a jednocześnie namiętny był. Jak nasze usta zetknęły się w sposób, który wydawał się tak naturalny, jakbyśmy od dawna na to czekali. A przecież to Tony, Tony, z którym kiedyś się kłóciłem, z którym wpakowałem się w bójkę. Tony, który teraz był moim schronieniem, moją ostoją. 

I ta rozmowa z jego bratem. Słowa, które usłyszałem, utkwiły mi w głowie. Dlaczego tak naprawdę odciął się od rodziny? Co takiego musiało się wydarzyć, że odsunął się od wszystkiego, co kiedyś wydawało się dla niego ważne? Nie znałem odpowiedzi, ale czułem, że była głębsza niż to, co Tony chciał przyznać. 

Patrzyłem na jego twarz, na spokojny wyraz, który teraz przybrała. Zorientowałem się, że musiał zasnąć, bo jego oddech stał się równomierny, a jego głowa spoczywała na mojej klatce piersiowej. Wyglądał tak… niewinnie. Bezbronnie, jakby cała zbroja, którą na co dzień nosił, w końcu opadła. 

Nie myśląc, zrobiłem coś, czego nigdy bym się po sobie nie spodziewał. Pochyliłem się i pocałowałem go w czoło. Było to bardziej odruch niż świadoma decyzja, ale gdy moje usta zetknęły się z jego skórą, poczułem coś dziwnego – spokój. 

Ułożyłem się wygodniej, delikatnie otulając nas oboje kocem. Moje ramiona objęły go trochę mocniej, jakby bały się, że zniknie, gdy tylko go puszczę. Ciepło jego ciała sprawiało, że czułem się bezpieczny, choć to przecież ja miałem znaleźć bezpieczeństwo w nim. 

Zamknąłem oczy, pozwalając, by sen powoli mnie ogarniał. W tamtej chwili wszystko wydawało się dobre. Jakby pierwszy raz od dawna nie było w moim życiu miejsca na ból, strach czy samotność.

Tony i ja zasnęliśmy razem, jakby nic innego na świecie nie miało znaczenia.

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Nie było głośne, ale wystarczyło, żeby wyrwać mnie z niespokojnego snu. Otworzyłem oczy i zorientowałem się, że Tony wciąż leży obok mnie. Był wtulony w koc, jego głowa spoczywała na moim ramieniu. Pukanie powtórzyło się, tym razem mocniejsze. 

Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, drzwi uchyliły się, a w progu stanęła ona – moja matka. 

– Asher, jak się czujesz? – zapytała, wchodząc do środka bez zaproszenia. 

Jej głos był chłodny, jak zawsze, a spojrzenie przeszywające. Stała tam w swojej perfekcyjnej garsonce, z nienagannym makijażem, wyglądając jakby dopiero wyszła z jakiegoś luksusowego spotkania. Wstrzymałem oddech. 

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Słowa utknęły mi w gardle, a moja matka wykorzystała tę chwilę ciszy, by wejść głębiej do pokoju. Wtedy zobaczyła Tony’ego. 

Jej wzrok przesunął się na nas, leżących razem na łóżku. Mogłem poczuć, jak moje serce przyspiesza. Tony ocknął się z lekkim zmarszczeniem na twarzy, najwyraźniej nie do końca jeszcze świadomy, co się dzieje. Kiedy jego oczy spoczęły na mojej matce, zrozumiał. 

– Kurwa – wymamrotał pod nosem, odruchowo prostując się na łóżku. 

Westchnąłem nerwowo, czując, jak moje dłonie zaczynają drżeć. Wstałem powoli, starając się nie patrzeć jej w oczy, bo wiedziałem, co tam zobaczę – ocenę, chłód, coś, co zawsze sprawiało, że czułem się mniejszy niż jestem. 

– Dobrze, mamo – powiedziałem w końcu, choć mój głos był cichy i drżący. 

– Naprawdę? – uniosła brew, spoglądając na mnie, a potem znów na Tony’ego. – To wygląda na *bardzo* dobre samopoczucie. 

Nie mogłem powstrzymać rumieńca, który wypełzł na moje policzki. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Zamiast tego, podszedłem do niej, licząc, że może szybciej zakończy tę wizytę, jeśli okażę minimum zaangażowania. 

– Co chcesz, mamo? – zapytałem, starając się, by mój głos zabrzmiał neutralnie, ale chyba nie wyszło. 

– Pytałam tylko, jak się czujesz. W końcu ostatnio nie było cię w szkole, a Lizzie wspominała coś o twoim złym samopoczuciu. Czy to dlatego? – Jej spojrzenie z powrotem przesunęło się na Tony’ego. 

Zacisnąłem pięści, czując, jak irytacja narasta we mnie z każdą sekundą. 

– Czuję się dobrze – powiedziałem, choć sam nie wierzyłem w swoje słowa. – Naprawdę, nie musisz się martwić. 

– Martwić? – prychnęła cicho, jej głos zabarwiony ironią. – Asher, ja nie martwię się o rzeczy, które są pod kontrolą. Upewnij się, że tak pozostanie. 

Wiedziałem, co chciała powiedzieć. Nie musiała mówić tego wprost. Tony siedział cicho na łóżku, a ja czułem, że patrzy na mnie, jakby próbował zrozumieć, dlaczego stoję przed nią, jakby każda jej uwaga mogła mnie złamać. 

– Oczywiście – odpowiedziałem, chcąc jak najszybciej zakończyć tę rozmowę. 

Moja matka rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę Tony’ego i skierowała się do drzwi. 

– Dobrze, porozmawiamy później – powiedziała chłodno, zanim wyszła z pokoju, zostawiając za sobą tylko echo swojej obecności. 

Kiedy drzwi zamknęły się za nią, pozwoliłem sobie wypuścić nagromadzone w płucach powietrze. Odwróciłem się powoli, patrząc na Tony’ego. 

– Przepraszam – powiedziałem cicho, choć sam nie byłem pewien, za co przepraszałem. Za nią? Za siebie? Za to, że musiał to widzieć? 

Tony tylko pokręcił głową, a na jego twarzy pojawił się delikatny, współczujący uśmiech. 

– Nie masz za co, Ash – powiedział spokojnie, a jego głos był cichym przypomnieniem, że nie jestem w tym sam.

Stałem przez chwilę w miejscu, wpatrując się w zamknięte drzwi, za którymi zniknęła moja matka. Jej obecność zawsze zostawiała po sobie ten sam ślad – ciężki, zimny, duszący. Westchnąłem i spojrzałem na Tony’ego, który siedział na łóżku. W jego spojrzeniu widziałem zrozumienie, może nawet troskę. 

Nie wiedziałem, co zrobić, co powiedzieć. Moje myśli były rozbite, chaotyczne. W końcu odwróciłem się i podszedłem do biurka. W jednej z szuflad trzymałem coś, co zabrałem kilka dni temu – w noc, kiedy Tony i ja byliśmy blisko. Noc, którą przerwał jego kuzyn. 

Wyciągnąłem żyletkę. Delikatnie trzymałem ją między palcami, a mój oddech stał się cięższy. Wtedy, tamtej nocy, zabrałem ją z biurka Tony’ego. Chciałem, żeby nic sobie więcej nie zrobił. Ale teraz... teraz czułem, że powinienem mu ją oddać. 

Odwróciłem się i spojrzałem na niego. Tony patrzył na mnie z zaciekawieniem, ale też z lekkim zaniepokojeniem. Powoli podszedłem do niego i wyciągnąłem dłoń z żyletką. 

– Chyba to należy do ciebie – powiedziałem cicho, próbując się uśmiechnąć, choć mój głos drżał. 

Tony sięgnął po nią, ale w tym momencie żyletka przesunęła się w mojej dłoni, odsłaniając mój nadgarstek. Nie zdążyłem zareagować. Widział. 



Tony Monet / Życie 🚬Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz