Pov Charile:
. – .
Z każdą sekundą jazdy czułem, jak moje ciało napina się coraz bardziej. Trzymałem się Tony'ego kurczowo, jakbym bał się, że jeśli nie złapię go wystarczająco mocno, to spadnę z motoru i rozwalę się na asfalcie. Byłem zestresowany, bo nigdy wcześniej nie jechałem na motorze. A on jechał szybko, jakby chciał pokonać całą drogę w jednym wdechu. Mój oddech przyspieszał, a serce biło mi szybciej, niż powinno. Starałem się trzymać swoje nerwy w ryzach, ale każda wstrząsająca część jazdy sprawiała, że w mojej głowie krążyły tylko czarne myśli.
– Spokojnie, Charlie – powiedział Tony, odwracając się lekko w moją stronę na jednym z czerwonych świateł. – Nie zrzucę cię, obiecuję.
Te słowa, choć uspokajające, nie pomogły. I tak trzymałem się go kurczowo, jakby to miało mnie uratować. Dłonie zaciskałem na jego ramionach, czując, jak moje palce wpijają się w materiał jego koszulki. Próbowałem oddychać głęboko, ale dźwięk silnika sprawiał, że miałem wrażenie, jakbym za chwilę wylądował w jakimś rowie. Nie wiedziałem, czy to strach, czy adrenalina, która mnie ogarniała. W każdym razie na pewno było to silniejsze niż jakiekolwiek inne uczucie, jakie kiedykolwiek miałem.
W końcu po kilku minutach dojechaliśmy do celu. Wjechaliśmy przez ogromną bramę, która otworzyła się przed nami jak w jakimś filmie. Moje oczy rozszerzyły się, a serce zabiło mocniej. Za bramą rozciągała się rezydencja, która wyglądała jak pałac. Wysoka, biała fasada, z elementami złotego i czarnego, dosłownie błyszczała w słońcu. To miejsce było olbrzymie. Niczym nie przypominało żadnego domu, o jakim kiedykolwiek marzyłem. Wszystko wydawało się takie... obce. Za tymi wszystkimi autami, garażami, wysokimi murami, czułem się jak mrówka, której ktoś dał nieziemską moc.
Tony zaparkował motor w jednym z ogromnych garaży, który był pełen luksusowych aut. Każdy samochód błyszczał jak nowy. Zsuwając się z motoru, poczułem się, jakbym wkraczał do innego świata. Zamarłem na moment, gdy spojrzałem na auta. Każde z nich było drogie, błyszczące, każde z nich mogło stanowić więcej niż wszystkie moje dotychczasowe rzeczy. Spojrzałem na Tony'ego, który z grymasem na twarzy po prostu uśmiechnął się, widząc moje zdziwienie.
– To... twój dom? – zapytałem, nie mogąc oderwać wzroku od tych samochodów.
Tony tylko skinął głową i rzucił jedno słowo: "Chodź". Zruszyłem ramionami, choć miałem wrażenie, że od teraz to nie był mój świat. Wszedłem za nim do środka, a po drodze rozglądałem się, próbując jakoś ogarnąć to miejsce. Wnętrze domu było ogromne. Wysokie sufity, marmurowe podłogi, drogocenne ozdoby, których nie potrafiłem nawet rozpoznać. Każdy kąt zdawał się być zaprojektowany na miarę jakiejś królewskiej rezydencji. Wtedy zrozumiałem, że to nie był zwykły dom. To było coś zupełnie innego. To była posiadłość, której nie da się porównać z niczym, co znałem.
– Gdzie mnie zaprowadzisz? – zapytałem, patrząc na Tony'ego, który szedł obok mnie, prowadząc mnie do schodów.
– Na górę – odpowiedział krótko. – Mam dla ciebie pokój. Później porozmawiamy o tym, co się stało.
Po chwili skręciliśmy na schody, ale zanim dotarliśmy do jego pokoju, zatrzymał nas lodowaty głos, który mógłby zamrozić wodę w kranie. Przystanąłem na moment, czując się jak w pułapce.
– Nowy kolega? – zapytał mężczyzna stojący na schodach. Jego wzrok przeszył mnie na wylot.
Tony wyglądał na wyraźnie spiętego. Jego ciało napięło się, jakby nie chciał spotkać tej osoby. Jego oczy zmrużyły się, a głos, gdy odpowiedział, zabrzmiał inaczej niż wcześniej.
– Vincent – powiedział krótko. – To Charlie. Mój... znajomy.
– Nigdy go nie widziałem – odpowiedział Vincent, przyglądając mi się uważnie. – Zawsze wyciągasz nowych znajomych, co, Tony?
Czułem, jak moje serce zaczyna bić szybciej, a Tony stał obok, lekko zasłaniając mnie. Napięcie między nimi było wyraźne, a ja poczułem się, jakbym nie powinien tam być. Musiałem zrozumieć, kim był ten mężczyzna, ale nie wiedziałem, czy to odpowiedni moment.
– Jest tu tylko na chwilę – dodał Tony, zerkając na mnie, jakby próbował przekonać Vincenta, że nie ma sensu robić z tego większej sprawy.
Po kilku chwilach ciszy Vincent uniósł brwi, jakby sprawdzając, czy to, co mówi Tony, ma sens. Bez słowa odwrócił się, pozostawiając nas z niewygodną ciszą.
– Chodź – powiedział Tony, ciągnąc mnie dalej. – Tam będzie lepiej.
Wkrótce dotarliśmy do jego pokoju. Był ogromny, ale w odróżnieniu od reszty domu, wydawał się... bardziej ludzki. Meble były proste, ale eleganckie. Ściany zdobiły plakaty, a na biurku leżały różne rzeczy – szkicowniki, farby, ołówki. Czułem, że to trochę ja, trochę Tony. Mój pokój nigdy nie wyglądałby jak ten – pełen lśniących przedmiotów i drogocennych bibelotów, ale ten był miejscem, w którym można było odpocząć. W końcu powiedział:
– Usiądź – powiedział, wskazując na łóżko.
Usiadłem na materacu, który był niesamowicie miękki. Wydawało się, że każda część tego pokoju była zaprojektowana, żebyś poczuł się tu jak w raju. Mimo wszystko, miałem wrażenie, że to wszystko nie pasuje do mnie. To wszystko było za dużo.
Tony zaczął chodzić w kółko po pokoju. Widziałem, że coś go męczyło. Długo milczał, nie wiedząc, od czego zacząć rozmowę. W końcu, po chwili niepewności, spojrzał na mnie.
– Chciałem, żebyś poczuł się tu jak w domu, Charlie – powiedział, jego głos był spokojniejszy niż wcześniej. – Daję ci trochę czasu, żebyś się oswoił.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Tylko przytaknąłem, chociaż czułem się zagubiony w tym wszystkim. Czułem, jak coś w moim wnętrzu zaczyna się łamać. Nie wiedziałem, czy potrafię poradzić sobie z tym, co działo się wokół mnie, ale wiedziałem jedno – Tony był jedyną osobą, która próbowała mi pomóc. Może rzeczywiście mogłem zacząć wszystko od nowa.
~~~~~~~
krótki rozdział bo mam jutro w chuj sprawdzianów
CZYTASZ
Tony Monet / Życie 🚬
Teen FictionTo opowieść o Tonym Monecie czego się spodziewaliście? MEGAAAA CRINGEEE wattpad popierdoli mi rozdziały więc są nie po kolei, patrzcie na kolejności bo nagle sie okaże że jakiś rozdział jest happy a potem nagle gwałty i totalnie vibe innej histori...
