Pov Asher:
Zaparkowałem na miejscu Tonego, bo, szczerze mówiąc, nie miałem innego wyjścia. Wszystkie inne miejsca były zajęte, a on i tak dzisiaj nie przyszedł. Wyszedłem z auta i już po chwili poczułem na sobie spojrzenia. Kilka osób stało w grupkach i szeptało coś między sobą, spoglądając w moim kierunku. Nienawidziłem tego. To uczucie, że ludzie gadają o mnie za plecami, zawsze działało mi na nerwy. Odetchnąłem głęboko, starając się to ignorować, i ruszyłem w stronę budynku szkoły.
W środku wcale nie było lepiej. Kilka znajomych twarzy zerknęło na mnie, jakbym zrobił coś skandalicznego. Czy naprawdę aż tak wielką sensacją było to, że zaparkowałem na czyimś miejscu? A może chodziło o coś innego? Może coś, o czym nie wiedziałem? Te myśli wwiercały mi się w głowę, a mój humor z każdą chwilą był coraz gorszy.
Pod salą lekcyjną wyciągnąłem telefon. Potrzebowałem się czymś zająć, czymkolwiek. Otworzyłem Instagram, przeglądając bezmyślnie zdjęcia, gdy nagle poczułem, jak ktoś wyrywa mi telefon z ręki.
- Hej! - wyrwało mi się, gdy spojrzałem na sprawcę.
Przede mną stał Thomas. Ten cholerny Thomas. Był wyższy ode mnie, uśmiechnięty, z tym swoim łobuzerskim wyrazem twarzy, jakby właśnie znalazł sobie nową zabawkę.
- Oddaj - warknąłem, wyciągając rękę.
Thomas tylko uniósł telefon wyżej, patrząc na mnie z rozbawieniem. Nie wyglądał, jakby zamierzał mi go oddać. Wiedziałem, że to będzie klasyczna gra w kotka i myszkę: ja próbuję go dosięgnąć, on trzyma telefon poza moim zasięgiem.
- Serio? - burknąłem, próbując sięgnąć wyżej.
Nie mogłem się powstrzymać od przypomnienia sobie o ostatniej nocy, waliłem sobie kiedy przeglądałem jego zdjęcia na Instagramie. Cholera, jakie to było żenujące. A teraz stał przede mną, prawdziwy, i wyglądał jeszcze lepiej niż na tych zdjęciach. Moje policzki zaczęły piec, ale nie mogłem się teraz poddać.
Skoczyłem wyżej, próbując wyrwać mu telefon, ale los postanowił mi dowalić jeszcze bardziej. Moje sznurówki były rozsznurowane, co oczywiście zauważyłem za późno. Potknąłem się o własne nogi i poleciałem prosto na niego.
Lądowanie było bardziej miękkie, niż się spodziewałem, głównie dlatego, że wylądowałem na jego klatce piersiowej. Otworzyłem oczy i zobaczyłem, jak Thomas leży na podłodze, patrząc na mnie z tym cholernym łobuzerskim uśmiechem. Jego oczy błyszczały z rozbawienia.
- Dobrze się bawisz? - rzucił z kpiną w głosie.
Nie odpowiedziałem, bo poczułem, jak spojrzenia innych uczniów przeszywają mnie na wskroś. Szepty wokół były coraz głośniejsze, a moja twarz paliła się ze wstydu.
Ocknąłem się, szybko podniosłem, wyrwałem mu telefon z ręki i ruszyłem w stronę łazienek. W moich uszach dźwięczały śmiechy i komentarze, które tylko pogarszały mój humor. W głowie miałem jedno: Świetnie, teraz wszyscy będą gadać.
Dotarłem do łazienki, oparłem się o umywalkę i spojrzałem w lustro. Moja twarz była czerwona, a w oczach widziałem coś pomiędzy złością a żenadą. Oparłem czoło o zimną szybę lustra, starając się uspokoić oddech.
Myśli krążyły mi chaotycznie po głowie. Dlaczego on zawsze musi się wpierdalać w moje życie? Próbowałem to sobie jakoś racjonalnie wytłumaczyć, ale nie potrafiłem. Zamiast tego w głowie widziałem jego uśmieszek, ten łobuzerski błysk w oczach i... cholera, czy naprawdę mi się to podobało? Pokręciłem głową, odganiając tę myśl.
Jedno było pewne - ten dzień zaczął się fatalnie, a czułem, że to dopiero początek.
...
Siedziałem na samym końcu stołówki, z głową w dłoniach, próbując jakoś ogarnąć myśli, które nie chciały się uspokoić. Tego dnia było tak cholernie dziwnie, że miałem ochotę po prostu wyjść stąd i nie wracać na żadną lekcję. Okej, nie tylko chodziło o lekcje. Chodziło o to, że miałem siedzieć w tej samej ławce co Thomas i Tony, co było absolutnie nie do zniesienia. A nie, to nie było tylko kwestia siedzenia w jednej ławce. To było coś więcej. Myślałem, że skoro dzisiaj na pewno coś zepsuję, to przynajmniej mogę się jakoś od tego wszystkiego odciąć.
A teraz - jakby ktoś wiedział, co mi chodzi po głowie - zobaczyłem Thomasa. Zaczął zmierzać w moją stronę, a ja od razu poczułem, że tego dnia na pewno się nie skończy dobrze. Czułem, jak w brzuchu pojawia się takie nieprzyjemne uczucie, coś pomiędzy nudnościami a lękiem. Mimo wszystko starałem się nie okazać po sobie, że coś mnie martwi. W końcu co on może chcieć?
Thomas zatrzymał się obok mnie, tak blisko, że poczułem zapach jego perfum. Jego głos był spokojny, ale w środku czułem, że to nie tylko o rozmowę chodzi. Oczywiście, jak to Thomas - zawsze miał jakąś grę w głowie.
- Chciałem pogadać - zaczął, a ja zauważyłem, że patrzy na mnie tym swoim dziwnym, przenikliwym wzrokiem.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, ale kiwnąłem głową, bo i tak nie miałem siły na to, żeby odmówić. Usiadł obok mnie, a ja czułem się dziwnie. Zdecydowanie zbyt blisko. Chciałem jakoś przestać się martwić o to, co może się stać, ale było ciężko. Thomas zaczął coś mówić, ale moja uwaga była zupełnie gdzie indziej. Patrzyłem na jego rękę, która była na oparciu krzesła, blisko mojej twarzy. Za bardzo mnie to rozpraszało, bo nie mogłem przestać jej oglądać. Jego palce - dobrze znane, ale wciąż jakieś tajemnicze - zaczęły przesuwać się na oparciu, jakby nieświadomie szukały kontaktu. Właściwie nie słuchałem tego, co mówił, bo przez ten czas tylko wlepiałem wzrok w jego rękę, a potem przenosiłem go na jego twarz. Nie miałem pojęcia, dlaczego nie mogłem się skoncentrować. A może nie chciałem?
Po chwili przerwał, zauważając moje zainteresowanie.
- Chcesz jeszcze popatrzyć, czy wystarczą ci te na Insta? - rzucił z lekkim rozbawieniem, ale z nutą czegoś bardziej złośliwego w głosie.
Zamurowało mnie. Moje serce zaczęło bić szybciej, a czułem, jak twarz robi się gorąca. Zrozumiałem, że zdaje sobie sprawę z tego, że oglądałem jego zdjęcia. Cholera, przecież to było dla mnie strasznie żenujące. Wiedziałem, że Thomas miał rację, bo patrzyłem na niego zbyt długo. Czułem, jak rumienię się, a cała moja twarz płonie. To był jeden z tych momentów, których się nie zapomina.
Thomas jednak nie dał mi się ukryć. Zbliżył się jeszcze bardziej, a jego usta prawie dotknęły mojego ucha, kiedy szepnął:
- Ładnie ci w czerwonym. - Jego oddech na mojej skórze wywołał u mnie dreszcze, a ja nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
Czułem, jak moje serce bije szybciej, jakby miało wyskoczyć z klatki piersiowej. Nie potrafiłem tego ogarnąć. W tej chwili wszystko, o czym mogłem myśleć, to to, jak blisko siedział, jak jego ciało niemal mnie przyciągało. A to, że tak bezceremonialnie zwrócił uwagę na moje czerwone policzki, tylko pogłębiało moją niezdolność do reakcji. Wiedziałem, że to wszystko było jak cholernie trudna gra, której nie potrafiłem zrozumieć, ale nie mogłem przestać o tym myśleć.
Moje myśli były kompletnie rozbite. Co do cholery miałem zrobić?
CZYTASZ
Tony Monet / Życie 🚬
Teen FictionTo opowieść o Tonym Monecie czego się spodziewaliście? MEGAAAA CRINGEEE wattpad popierdoli mi rozdziały więc są nie po kolei, patrzcie na kolejności bo nagle sie okaże że jakiś rozdział jest happy a potem nagle gwałty i totalnie vibe innej histori...
