31

216 16 5
                                        

Ruszyłem w trasę, nie zastanawiając się zbytnio, dokąd właściwie jadę. Najdalszy sklep, najdalsza stacja, byle tylko dać sobie czas na ogarnięcie myśli. Wiatr chłostał mi twarz, a ryk silnika zagłuszał wszystko inne. Tego właśnie potrzebowałem - przestrzeni i hałasu, żeby choć na chwilę przestać myśleć o Asherze i tej całej pierdolonej sytuacji.

Po jakimś czasie wjechałem na stację benzynową. Zgasiłem motor, zszedłem z niego, odrzucając kask na bok, i ruszyłem w stronę sklepu. W głowie miałem jedno: kupić fajki, zapalić, a potem zastanowić się, co dalej.

Gdy wszedłem do środka, uderzyło mnie ciepło i charakterystyczny zapach taniego jedzenia. Sklep był pusty, poza mną i kimś na zapleczu. Ruszyłem w stronę półek z papierosami, przeglądając wzrokiem różne marki, gdy nagle usłyszałem głos.

Śpiewał. Jakiś chłopak. Melodia była obca, ale głos... Kurwa, był świetny. Miał w sobie coś, co od razu przykuło moją uwagę - lekką piskliwość, ale jednocześnie coś mocniejszego, co dodawało charakteru. Zatrzymałem się na moment, przysłuchując się.

Po chwili zza rogu zaplecza wyszedł chłopak. Rude włosy, piegi, lekko niepewny krok. Był niższy ode mnie, co od razu zauważyłem. Wyglądał młodo, może nawet młodziej ode mnie, ale miał coś w sobie - tę naturalną urokliwość, która sprawiła, że przez chwilę zapomniałem, po co tu w ogóle jestem.

Zauważył mnie. Widać było, że czuje się nieswojo. Zmarszczył lekko brwi, jakby zastanawiał się, czy nie przerwałem mu czegoś ważnego. A ja? Stałem tam jak idiota, wpatrując się w niego. Nawet nie podałem papierosów, które wybrałem.

- Proszę? - jego głos był jeszcze ładniejszy, gdy mówił. Kurwa, co ja robię? Opamiętałem się, podniosłem fajki z półki i położyłem je na ladzie.

- Przepraszam, zamyśliłem się - mruknąłem, patrząc na niego, gdy zaczął kasować. Był szybki, profesjonalny, ale zauważyłem, że co jakiś czas zerka na mnie z ukosa, jakby próbował ocenić, kim jestem i dlaczego się na niego gapię.

Zapłaciłem kartą, odebrałem resztę i... zamiast wyjść, powiedziałem coś, co chyba zaskoczyło nas obu. - Chujowa pogoda, nie uważasz? -

Chłopak podniósł na mnie wzrok. Na moment wydawał się zbity z tropu, ale potem na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech - No... raczej - odpowiedział, zerkając za okno - Ale cóż, Pensylwania. Tutaj zawsze jest chujowa -

Parsknąłem. Nie mogłem się nie zgodzić. - Nie jesteś stąd, co? - zapytałem, opierając się o ladę.

- Nie - odpowiedział, odstawiając terminal na bok - Dopiero co się tu przeprowadziłem. Szukam szkoły i... no, pracy -

- Szkoły? To w ogóle legalne, żebyś tu pracował? - Zaśmiałem się, wskazując na niego ruchem głowy - Wyglądasz, jakbyś ledwo wyszedł z gimnazjum -

- Bardzo śmieszne - powiedział z przekąsem, ale widać było, że się nie obraził - Mam szesnaście lat. Po prostu dobrze się trzymam -

- Jasne - rzuciłem z uśmiechem. Chłopak był bezczelny, ale w zabawny sposób. Podobało mi się to.

Zapanowała chwila ciszy, podczas której wymienialiśmy spojrzenia. On wydawał się trochę zdenerwowany, ale nie w złym sensie. Ja? Nie wiedziałem, dlaczego nadal tu stoję. Może chciałem zapomnieć o Asherze. Może chciałem się po prostu z kimś pośmiać.

- Wiesz - zacząłem, wskazując na niego ręką - Masz niezły głos. Ta piosenka, którą śpiewałeś... co to było? -

Chłopak zarumienił się lekko - Och, to nic wielkiego. Po prostu coś, co wpadło mi do głowy. Lubię śpiewać, ale nie jestem w tym jakiś wyjątkowy -

Tony Monet / Życie 🚬Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz