37

196 10 2
                                        


Will.    [kto się spowiedzal że to on?]

Stał na środku schodów, patrząc na nas z wyrazem twarzy, który był mieszanką rozbawienia i... czegoś, czego nie potrafiłem odczytać. 

– Cokolwiek robicie, róbcie to w pokoju – powiedział spokojnie, jakby to, co zobaczył, było najzwyklejszą rzeczą na świecie. 

Asher był czerwony jak burak, wciąż oparty o ścianę, podczas gdy ja próbowałem zachować pozory spokoju. 

– Jasne, Will – powiedziałem z przesadnym spokojem, łapiąc Ashera za ramię. 

Pociągnąłem go za sobą w kierunku mojego pokoju, wiedząc, że tym razem naprawdę przekroczyliśmy granicę. Ale jednocześnie... nie mogłem się powstrzymać.

Zaprowadziłem Ashera do swojego pokoju, choć wcale nie musiałem tego robić. Mógł zostać na schodach, mógł wrócić na kanapę, mógł wyjść z tej rezydencji, jeśli by chciał. Ale nie wyszedł. Poszedł za mną, mimo że wiedział, że to, co się działo na tych schodach, nie powinno było mieć miejsca. A może właśnie dlatego poszedł? 

Kiedy weszliśmy do pokoju, Asher zamknął za sobą drzwi. Ten prosty gest był dla mnie jak zielone światło – wyraźny znak, że mogłem przestać się hamować. Stał tam, z tą swoją niepewnością wymalowaną na twarzy, i patrzył na mnie, jakby czekał na to, co zrobię. 

Nie zamierzałem go zawieść. 

Zbliżyłem się do niego powoli, aż stanęliśmy tak blisko, że nasze oddechy się mieszały. Jedną rękę uniosłem do jego twarzy i delikatnie położyłem na jego policzku. Jego skóra była ciepła pod moimi opuszkami, a ja powoli zacząłem przesuwać palcami, ledwie go dotykając. 

– Spokojnie – powiedziałem cicho, choć wiedziałem, że wcale nie chcę, żeby był spokojny. 

Jego oddech był nierówny, jakby próbował się uspokoić, ale nie mógł. Jego oczy błyszczały, a usta lekko się rozchyliły, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie znalazł słów. 

Nie odzywałem się, a on też milczał. W pokoju panowała cisza, przerywana tylko naszymi oddechami. Wciąż delikatnie dotykałem jego policzka, przesuwając palcami wzdłuż linii jego szczęki, aż w końcu usłyszałem ten dźwięk – cichy, ale wystarczająco wyraźny. 

Pomruk zadowolenia. 

Zamrugałem, próbując powstrzymać uśmiech, ale nie mogłem. Wiedziałem, że Asher tego nie chciał, ale jego ciało zdradzało wszystko. Zawsze tak było – próbował się kontrolować, próbował udawać, że to wszystko go nie rusza, ale prawda była inna. 

Druga ręka powędrowała na jego szyję, gdzie delikatnie zacząłem przesuwać opuszkami palców, kreśląc niewielkie kółka na jego skórze. Koszulka, którą miał na sobie, była za duża i odsłaniała kawałek jego obojczyka. Uśmiechnąłem się, widząc, jak znowu mruknął – cicho, niemal nieświadomie. 

– Jak będziesz tak jęczeć, to Will się zorientuje, że nie jesteś moim kolegą – rzuciłem żartobliwie, a mój głos był niższy, bardziej prowokacyjny. 

Asher od razu się spiął. Widok, jak jego ramiona sztywnieją, a oczy momentalnie szerzej się otwierają, był niemal zabawny. Ale to, co zrobił potem, było jeszcze lepsze – odrzucił moje ręce, odsunął się gwałtownie, jakbym go poparzył, i skierował się w stronę mojego łóżka. 

– Nie przesadzaj, Asher – rzuciłem za nim, ale on już usiadł na brzegu łóżka, odwracając się plecami do mnie. 

Nie mogłem się powstrzymać. 

– Jeśli chcesz uprawiać seks, to polecam inne łóżko. To jest zbyt twarde – dodałem z uśmiechem, celowo podsycając jego zażenowanie. 

Zobaczyłem, jak jego ramiona lekko drgnęły, a szyja zarumieniła się w sposób, który zawsze mnie bawił. Miał tę swoją nieudolną, ale uroczą manierę reagowania na moje prowokacje. Zamiast się odwrócić i powiedzieć coś kąśliwego, położył się na łóżku, odwrócony do mnie plecami. 

– Jesteś niemożliwy – mruknął, a jego głos był pełen frustracji. 

– To komplement? – zapytałem, podchodząc bliżej. 

Usiadłem obok niego na łóżku, a potem powoli położyłem się, starając się, żeby nie czuł się jeszcze bardziej skrępowany. Leżał tam, odwrócony ode mnie, próbując udawać, że nie istnieje. Ale ja wiedziałem, że jego myśli są teraz w zupełnie innym miejscu. 

– Naprawdę, Asher, powinieneś się trochę rozluźnić – powiedziałem z udawanym spokojem, patrząc na jego plecy. 

Leżał tam nieruchomo, ale widziałem, jak jego oddech jest zbyt szybki, zbyt płytki. Wyciągnąłem rękę i delikatnie dotknąłem jego ramienia, a potem przesunąłem palcami wzdłuż jego pleców. 

– Przestań – powiedział cicho, ale jego głos nie brzmiał przekonująco. 

Nie przestałem.

~~~~

krótki rozdział ale myślę że fajny

[wgl to jest mój ulubiony rozdział)

I TAK KOLEJNY ROZDZIAL O CHARILM I TONYM [ja po prostu wolę Thomasa i asha no cóż)










Tony Monet / Życie 🚬Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz