26

305 16 8
                                        

Pov Thomas:

Siedziałem na krześle, czując się coraz bardziej jak w potrzasku. Thomas wciąż był niebezpiecznie blisko, a jego ręka na oparciu mojego krzesła działała na mnie jak jakaś pieprzona pułapka. Jego obecność była tak intensywna, że czułem, jak moje ciało z każdą chwilą bardziej napina się z nerwów. Oczywiście, nie miał zamiaru odejść. Przecież był Thomasem, gościem, który uwielbia drwić i bawić się czyimś kosztem. A najgorsze było to, że wiedział dokładnie, jak mnie wytrącić z równowagi.

Przez chwilę patrzyłem na jego twarz, próbując utrzymać kamienny wyraz. Ale cholera, to nie było łatwe. Jego spojrzenie było przenikliwe, usta lekko zaciśnięte, a w jego oczach czaiło się coś, co sprawiało, że czułem się jak cel, który zamierza rozbroić kawałek po kawałku.

– Jesteś chujem, wiesz? – wyrzuciłem z siebie nagle, zanim zdążyłem ugryźć się w język. Ton mojego głosu brzmiał ostro, ale wiedziałem, że moja twarz i tak mnie zdradza. Czułem, jak moje policzki są gorące, pewnie czerwone jak cholerny neon.

Thomas uśmiechnął się leniwie, jakby spodziewał się takiej reakcji. Przysunął się nieco bliżej, jego głos brzmiał spokojnie, ale jednocześnie z jakimś dziwnym wyzwaniem.

– Może jestem, ale to nie zmienia faktu, że ty wyglądasz teraz jak dojrzały pomidor – rzucił, śmiejąc się cicho, a ja miałem ochotę zapaść się pod ziemię.

Próbowałem zignorować jego słowa, choć każdy kolejny komentarz wbijał mi się w głowę jak kolec. Zerkałem w stronę innych uczniów, ale to był błąd. Kilka osób patrzyło na nas z zaciekawieniem. Ich spojrzenia były wręcz namacalne, a ja czułem się jak na jakiejś pieprzonej wystawie. Oczywiście, ich uwaga nie była skierowana na Thomasa – bo on zawsze zachowywał się tak, jakby świat kręcił się wokół niego – tylko na mnie. Jak zwykle.

– Słyszałem, że Tony dzisiaj chory – zagadał Thomas, jakby nic się nie działo. – Ale ma być na twoich urodzinach, prawda? Ciekawe, co by powiedział, gdyby zobaczył, jak się teraz czerwienisz.

Wiedziałem, że to specjalnie. Każde jego słowo było jak pociągnięcie za sznurek marionetki. Moje policzki znowu zapłonęły, a Thomas widząc to, wyraźnie miał z tego niezłą frajdę. W jego oczach pojawił się ten złośliwy błysk, a potem rzucił coś, co kompletnie mnie zamurowało: 

– Chcesz, żebym mi stanął na to, jaki jesteś zarumieniony? Bo co, oglądanie zdjęć, na których jestem w samych bokserkach, ci wystarcza? A może to mnie już nie wystarcza?

Słowa Thomasa uderzyły we mnie jak młot. Przez chwilę myślałem, że źle usłyszałem, ale jego wyraz twarzy mówił jasno, że doskonale wiedział, co powiedział. Mój oddech przyspieszył, a twarz zapłonęła jeszcze bardziej. Byłem pewien, że w tym momencie przypominam buraka. Nie mogłem wydusić ani słowa, aż w końcu wyrzuciłem z siebie:

– Pierdol się.

Oczywiście, to tylko rozbawiło Thomasa. Jego śmiech był cichy, ale wystarczająco wyraźny, by każdy w pobliżu mógł go usłyszeć. Poczułem, jak moje serce wali coraz szybciej.

Próbowałem skupić się na czymś innym, ale spojrzenia uczniów tylko pogarszały sprawę. Widząc ich ciekawskie oczy, zacząłem się wiercić na krześle. Niektórzy wyraźnie szeptali coś między sobą, a ja miałem wrażenie, że moja twarz nigdy już nie wróci do normalnego koloru.

Thomas znowu się nachylił, jego głos brzmiał cicho, ale wciąż miał w sobie ten złośliwy ton.

– Ładnie ci w czerwonym, Asher. Naprawdę – szepnął mi do ucha, a jego oddech był tak blisko mojej skóry, że poczułem dreszcze.

Tony Monet / Życie 🚬Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz