Gdy stanąłem przed głównymi drzwiami rezydencji lekko się zawahałem ale już po chwili sięgnąłem ręką po klamkę i je otworzyłem, wszedłem do środku o dziwo nikogo nie było, wiedziałem że Will pojechał coś załatwić więc byłem sam, moje rodzeństwo zapewne jest jeszcze w szkole świadczy o tym że jest cicho, aż za cicho.
Zernołem w stronę salonu ale była pusta, żadnej żywej duszy, zacząłem się martwić, ale juz po chili usłyszałem dźwięk skrzypienia schodów w takich momentach chciałbym zniknąć.
- Wytłumaczysz mi to? - Powiedział lodowato Vincent, który zszedł już i czekał na wyjaśnienia z mojej strony, stałem do niego plecami bo bałem się obrócić - Spójrz na mnie - Dalej stałem jak słup i nawet o milimetr się nie ruszyłem.
Nagle poczułem dłoń na moim ramieniu i od razu się odwróciłem bo wiedziałem że jestem na przegranej pozycji.
- Tak? - Niby wypowiedziałem to spokojnie ale w głosie można było wyczuć strach.
- Tak? - powtórzył moją odpowiedzieć - Tony...zawiodłeś mnie...myślałem, że mogę na ciebie liczyć...a ty zamiast być dojrzały zachowałeś się jak...gówniarz - i te słowa zniszczyły mnie doszczętnie zawsze gadał o tym jaki ja jestem nieodpowiedzialny albo egoistyczny...nigdy nie powiedział że go zawiodłem.
- Ja...przep - Chciałem go przeprosić ale on zamiast mnie wysłuchać on mnie uderzył...poczułem metaliczny smak w ustach a moja głowa odleciała na bok czułem że z mojego nosa zaczyna lecieć krew ale to mnie na razie nie interesowało, zdałem sobie sprawę że mój własny brat mnie spoliczkował, użył przemocy...według własnej rodziny...a to on zawsze powtarzał...że rodzina jest najważniejsza.
Spojrzałem na niego z uśmiechem...zachowywałem się jak psychopata, ale...może i to ja go zawiodłem...ale on mnie tak samo, według niego rozmowa jest rozwiązaniem kłutni, lecz okazało się że to jednak przemoc...
- słynny Vincent Monet katuje brata...- zaśmiałem się - Tego się nie spodziewałem - prychnąłem i szybkim krokiem poszedłem w stronę mojego pokoju.
Wręcz wbiegłem do niego i zamknąłem drzwi na klucz, aby nikt tu nie wszedł, wparowałem do łazienki i w jakimś stopniu chciałem sobie coś zrobić, chciałem poczuć ból fizyczny, chciałem przestać czuć.
Otworzyłem szafkę I wyjąłem z niej tęperówkę i ją odkręciłem a do dłoni wziołem małe srebrzyste ostrze, nic nie myśląc podwinąłem rękaw bluzy i pociągnołem mocnym ruchem ręki I zrobiłem kilka kresek od razu mój wzrok skierował się w stronę czerwonych plam na bluzie jak i na całym przedramieniu, chwyciłem za papier toaletowy i położyłem go aby zatamować krew, której było coraz więcej, gdy trochę się uspokoiło oderwałem kawałek białego materiału i zacząłem obserwować cięcia, które były proste i ładne, niektóre przypominały figury geometryczne, po krótkim czasie mojej obserwacji, szukałem bandaży aby opatrzec rękę dokładniej, znalazłem wodę utlenioną i ochlapałem rękę, piekło jak cholera ale nie syknęłem ani razu, założyłem znalezione bandarze i ogarniałem całą łazienkę, która była w krwi.
Zmęczyłem się, ale nie chciałem aby ktoś to zobaczył, a szczególnie najstarszy brat bo chyba by mnie oddał do okna życia wraz z ojcem, właśnie ojciec, ciekawe czy już wie o tym że znowu się biłem z jakimś chujem, zapewne nie, najważniejsza rzecz w jego życiu nazywa się Haille i ma miano zasranej królewny.
Jakby to nie tak że nie obchodzę go, chyba.
Czasami zastanawiam się dlaczego to ja, dlaczego to ja musze być w tej rodzinę takim...gówniarzem...I nieudacznikiem.
Leżałem w łóżku i patrzyłem w sufit a w ręku odkręcałem żyletke, wiem że to dziwne ale lubiłem patrzeć na krew, albo ognień, od razu sięgnąłem bo paczkę papierosów i wyjąłem jednego i go zapaliłem, a potem drugiego, aż skączyło się na czternastu, chciało mi się żygać, było mi w chuj niedobrze, położyłem się wygodniej i przykryłem się kołdrą, tak bardzo pierwszy raz od kilku lat chciałbym żeby ktoś był obok mnie, ale nie rodzina, osobą która by...by była na zawsze, wiem że to niewykonane bo wszyscy, oprócz Ethana lecą na hajs a nie na uczucia, których w sumie nie mam, ale bym się nauczył ich dla kogoś.
Ale ciężko znaleźć tego "kogoś"
Zasnołem w rozmyśleniach o moim przyszłym życiu i o jutrze nie chciało mi się iść do tej jebanej budy [czytaj: szkoły]
~~~~~~~
Nagle usłyszałem darcie jakieś japy za oknem a bardziej na balkonie czyimś, dokładniej to shane'a, wstałem z wygodnego materaca i podszedłem do szklanych drzwi otworzyłem je i wyszedłem na dwór w samych spodniach co było bardzo złym pomysłem bo od razu zrobiło mi się zimno, ale chciałem aby ten idiota przestał się wydzierać.
- Zamkniesz się?! - Krzyknąłem w stronę bliźniaka, który gapił się na telefon.
- Co?..a..Tony nie uwierzysz - Powiedział z szczęściem w głosie a ja nie wiedziałem czy mam się bać czy cieszyć.
- No dawaj? - Mruknąłem I przeszedł mnie dreszcz od chłodnej pogody.
Brat podszedł do mnie i pokazał ekran telefonu a na nim widniały wiadomości, z jakich można by wywnioskować, że znalazł sobie jakąś dziewczynę.
- ...Super? - Co ja miałem powiedzieć? Raczej to nie moja sprawa czy on się z kimś umawia czy nie.
- Stary to więcej niż super...ona jest zajebista...na początku myślałem że będziesz zły - Oznajmił z odedchnięciem a na mojej twarzy malowały się zmieszanie i niezrozumienie ponieważ nie wiedziałem dlaczego miałbym być na niego zły, skoro nic nie zrobił, no oprócz wystawienia mnie wczoraj przed szkołą, shane po chwili mojego milczenia lekko się speszył - no bo wiesz...to ona...ta dziewczyna co mówiłeś że ci się podoba -
Zamurowało mnie dopiero teraz sobie przypomniałem o nieznajomej koleżance mojej siostry...Gdy byłem na lekcjach pisałem do niego I opowiadałem jaka ona jest fajna...a gdy Powiedziałem mu że może do niej napisze on napisał wiadomość "napisz do niej jutro" co postanowiłem zrobić a to był błąd...bo to on perfidnie ukradł mi dziewczynę, do której chciałem zarywać.
- Specjalnie mnie powstrzymałeś by ją zająć? Jesteś aż takim chujem? - Mówiłem nie zważając na to jakie słowa dobieram bo serio tą laska mi się spodobała...I nie chciałem aby była z kimś innym...a szczególnie z moim bratem.
Shane zaczął coś mówić, ale go nie słuchałem tylko wziąłem jakąś pierwszą lepszą koszulkę i narzuciłem ją na siebie i schowałem telefon do tylnej kieszeni spodni, wyszedłem z domu szybciej, niż się spodziewałem, przy okazji zabrałem kluczyki od motoru.
W garażu odpaliłem już mój pojazd i wyjechałem z rezydencji, kierowałem się szybszymi ścieżkami, którymi jechali bardziej ludzie nie zważający na prawo i na ograniczenia prędkości, jechałem jakieś 200 km/h nagle poczułem jakieś uderzenie i silny ból w okolicach brzucha a przed oczami zastała ciemność, słyszałem jakiś krzyk, ale nie wiedziałem do kogo należy, potem odpłynąłem.
-----------
Jakby ja ludzie staram się by to było ciekawe ale ja wiem ze ja nigdy początków książki nie umiem pisać wiec w rozwinięciu będzie ciekawiej.
CZYTASZ
Tony Monet / Życie 🚬
Novela JuvenilTo opowieść o Tonym Monecie czego się spodziewaliście? MEGAAAA CRINGEEE wattpad popierdoli mi rozdziały więc są nie po kolei, patrzcie na kolejności bo nagle sie okaże że jakiś rozdział jest happy a potem nagle gwałty i totalnie vibe innej histori...
