27

313 14 9
                                        

Pov Thomas:

Patrzyłem na niego i ledwo powstrzymywałem śmiech. Naprawdę wierzył, że cokolwiek, co robię, ma jakieś głębsze znaczenie. Że może się o niego martwię. Naiwny dzieciak. Asher wyglądał tak bezbronnie, skulony obok mnie, jego głowa wciąż opierała się o moje ramię. Może w innej sytuacji poczułbym jakiekolwiek wyrzuty sumienia, ale teraz? Teraz to była tylko gra. 

Nigdy nie miałem do czynienia z chłopakami w taki sposób. Flirty, romanse, to nigdy nie było coś, czym bym się przejmował. Ale Asher? Był inny. Zbyt uroczy, zbyt łatwy do manipulacji, by to wszystko zignorować. Prawdę mówiąc, sam nie wiedziałem, co chcę osiągnąć. Chciałem go rozkochać, a może po prostu przekonać się, czy jestem w stanie. 

– Jesteś łatwy do złamania – mruknąłem cicho, bardziej do siebie niż do niego. 

Zima zbliżała się wielkimi krokami, a na dworze szybko robiło się ciemno. Spojrzałem na niego jeszcze raz, a potem podjąłem decyzję. Nie mogłem zostawić go tu samego, zbyt zimno i zbyt ryzykownie. Westchnąłem, podnosząc się i próbując delikatnie go obudzić. 

– Ash, wstawaj. Zabieram cię do domu – powiedziałem. 

Nic. Nawet nie drgnął. 

– Okej, to sam to załatwię – dodałem z lekkim rozbawieniem, widząc, jak wyglądał: niewinnie, bezbronnie, niemal uroczo. 

Wziąłem kluczyki od jego auta i zacząłem go podnosić. Naprawdę wyglądał, jakbym niósł pannę młodą. Nawet przez moment to mnie rozbawiło. 

Gdy wsadziłem go do auta, jeszcze raz spojrzałem na jego twarz. Spokojna, miękkie rysy. Jak ktoś taki mógł być w centrum tego wszystkiego? Jak ktoś taki mógł być moją nową rozrywką? Ale nie miałem zamiaru się wycofać. 

Jechałem w stronę rezydencji Monetów, starając się unikać spojrzeń ludzi. Tony mógł być chory, ale jeśli ktoś nas zauważy, będzie problem. Zaparkowałem auto i cicho wprowadziłem go do środka. 

Kiedy niosłem go po schodach do mojego pokoju, było coś dziwnie... intymnego w tej chwili. W końcu dotarłem do pokoju, kładąc go delikatnie na łóżku. Usiadłem obok i przez chwilę po prostu patrzyłem na niego. 

– Ciekawi mnie, co kryjesz – mruknąłem cicho, bardziej do siebie niż do niego. 

Postanowiłem zdjąć mu buty, żeby było mu wygodniej. Gdy podwinęła się jego skarpetka, coś przykuło moją uwagę. Blizny. Delikatne linie przecinały jego skórę, a ja, jak idiota, od razu połączyłem fakty. Cięcia. 

Przejechałem palcem po jednej z blizn, niemal mechanicznie. Było ich więcej, niż chciałem zobaczyć. Nigdy nie myślałem, że ktoś taki jak Asher mógłby robić coś takiego. Był zbyt... czysty. Zbyt niewinny, przynajmniej na pierwszy rzut oka. 

– Co ci się stało, Ash? – wymamrotałem cicho. 

Nie odpowiedział, oczywiście. Jego oddech był równy, a twarz spokojna. Ale wewnętrznie poczułem coś dziwnego. Może to nie była gra? Może coś w nim sprawiało, że naprawdę chciałem go... chronić? 

Szybko odsunąłem tę myśl. Nie mogłem sobie pozwolić na takie sentymenty. 

Przesunąłem się, zostawiając miejsce na łóżku obok niego, i położyłem się. Poczułem ciepło jego ciała tuż obok i przez chwilę pomyślałem, jak to dziwnie... naturalne. 

Asher spał spokojnie, a ja nie mogłem powstrzymać myśli. Z jednej strony był naiwny i łatwy do manipulacji. Z drugiej... miał w sobie coś, co przyciągało. Coś, czego nie potrafiłem zignorować, choć bardzo chciałem. 

– Co ja z tobą zrobię, Ash? – powiedziałem cicho, bardziej do siebie niż do niego. 

Przez chwilę patrzyłem na jego twarz. Na delikatne rysy, na niewielki uśmiech, który czasem pojawiał się podczas snu. To było zbyt urocze. 

Zamknąłem oczy, pozwalając sobie na chwilę spokoju. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale delikatnie objąłem go ramieniem. Było coś kojącego w tej bliskości, coś, czego nie potrafiłem wyjaśnić. 

– To tylko zabawa – przypomniałem sobie w myślach. Ale czy na pewno?

...

Pov Asher:

Obudziłem się z lekkim zawrotem głowy. Czułem, że ktoś mnie obejmuje, a jego ręka opierała się na moim brzuchu. Nie wiedziałem, co się dzieje, ale serce zaczęło mi bić szybciej. Na początku myślałem, że to sen, ale ciepło, które czułem przy swoim ciele, było zbyt rzeczywiste. Byłem zdezorientowany. Przypomniałem sobie wczorajszy dzień – wszystko, co wydarzyło się nad rzeczką, jak spędziliśmy tam czas, i jak skończyliśmy w tym... pokoju. Pokoju Thomasa. 

Spojrzałem na niego. Leżał obok mnie, wtulony w moje ciało, a jego oddech był spokojny. Jego twarz wyglądała tak... niewinnie. To dziwne, bo wczoraj nie sprawiał wrażenia, że cokolwiek miałby w sobie, co można nazwać niewinnością. Co do diabła robiłem w jego pokoju? Ale widok za oknem, ogromne, eleganckie wnętrze, i wszystkie detale – wszystko wskazywało na to, że to jego miejsce. Jego pokój. 

Z każdą sekundą, jak tak leżałem tam z nim, czułem się coraz bardziej... niekomfortowo. A jednocześnie nie mogłem pozbyć się dziwnego uczucia gorąca, które narastało w moim ciele. Dotyk Thomasa. Byłem tak blisko niego, że każdy jego ruch, każda zmiana w jego oddechu, sprawiała, że miałem problem z oddychaniem. 

Poczułem, jak jego powieki lekko się unoszą, a on zaczyna się budzić. Spojrzał na mnie przez zmrużone oczy, jakby nie wiedział, co się dzieje. Jego spojrzenie było rozbiegane, ale szybko się zorientował. I wtedy... wtedy wtulił się jeszcze mocniej w moje ciało. 

Serce mi przyspieszyło, a cała twarz zapłonęła. Było gorąco, za gorąco. Czułem, jak jego oddech staje się wyraźniejszy, jak blisko mnie jest. Chciałem wstać, wyjść, ale nie mogłem. Nie potrafiłem się ruszyć. I chyba… nie chciałem się ruszać. 

– Co ty do cholery robisz? – wymamrotałem, próbując ukryć, jak bardzo byłem zakłopotany. 

– A co ty? – odpowiedział z delikatnym uśmiechem, wciąż nie otwierając oczu. – Wiesz, co się wydarzyło. Więc po co to udajesz? 

Moje serce waliło w piersi, a cała twarz była cała czerwona. Wiedziałem, że w tej chwili wyglądam, jakbym nie miał bladego pojęcia, co robić. 

– Nie wiem... – odpowiedziałem cicho. – Naprawdę nie wiem. 

Thomas otworzył oczy i spojrzał na mnie uważnie. Znowu poczułem, jak jego ręka delikatnie przesuwa się po moim brzuchu, jakby sprawdzając, czy nie odejdę. 

– Chyba się boisz, co? – powiedział, patrząc na mnie z taką pewnością, jakby znał wszystkie moje myśli. – Ale wiesz, że to nie musi być aż tak straszne, prawda? 

Wiedziałem, że nie powinienem tego wszystkiego analizować, ale nie mogłem się powstrzymać. To, jak się czułem w jego obecności, było nie do zniesienia. Co on ze mną robił? A raczej, co ja robiłem z sobą? 

Chciałem wstać. Naprawdę chciałem. Ale zanim zdążyłem się poruszyć, usłyszałem jak drzwi w pokoju otwierają się z cichym skrzypieniem. Wstrzymałem oddech i spojrzałem w stronę drzwi, otworzyły się nagle. W progu stanął... 

~~~
Łobodobo Polsat <3

Szczerze nie podoba mi się ten rozdział ale nie chce mi się myśleć więc macie to coś <33

Tony Monet / Życie 🚬Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz