I FOUND AN ANGEL #32

60 1 0
                                        

GABRIEL

Stoję od pół godziny pod jej domem. Czy to można nazwać prześladowaniem ?
Wspólnie z Lilly podjęliśmy decyzję że wróci do swojego domu . Szczerze to ona bardziej tą decyzję podjęła. Dla mnie mogła u mnie zostać całą wieczność. Przynajmniej byłbym pewny że jest bezpieczna . I nie musiałbym parę razy dziennie stać pod jej domem . W końcu nadejdzie ten czas że jej sąsiedzi zadzwonią na policję i mnie zgłoszą .
Jedno w tym wszystkim mnie pociesza , obiecała że będzie dawać znaki życia .

Stoję nadal. Minęła już chyba czterdziesta minuta. Nie ma światła w kuchni, a to znaczy, że jeszcze nie wstała albo po prostu siedzi po ciemku. Czasem myślę, że robi to specjalnie , żeby mnie nie kusiło zadzwonić.
Lilly ma w sobie coś... z milczenia. Z tego ciężkiego milczenia, które mówi więcej niż słowa. Gdy wychodziła z mojego samochodu gdy ją odwiozłem , to nie spojrzała za siebie. Miała wtedy twarz jak z kamienia. Ale ręka drżała, kiedy zamykała za sobą drzwi. Widziałem to. Nie powiedziałem nic.
Daję jej przestrzeń. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę. Ale prawda jest taka, że jestem tu, bo potrzebuję wiedzieć, że ona nadal istnieje. Że tam, za ścianą, nadal oddycha.

Nagle usłyszałem dźwięk przychodzącej wiadomości .

„ Żyje . Nie wychodzę . Dziś śpię "

To wiadomość od mojego anioła .
Nie zdziwiła mnie treść wiadomości , wczoraj tak samo napisała . Cieszyłem się że chociaż tyle pisze . To musi mi wystarczyć. Bo obiecała. A Lilly nie rzuca słów na wiatr. Tylko że te jej obietnice są czasem tak ciche, że można je przeoczyć.

Już po raz trzeci Za mną przejeżdża samochód. Wolno. Pewnie sąsiad. Może już mnie rozpoznają. Może nawet mają jakąś grupę na WhatsAppie, gdzie krąży moje zdjęcie z podpisem: 'ten facet znowu tu stoi'.

Trudno.

Wolę być tym dziwnym spod bramy niż gościem, który kiedyś usłyszy, że coś się z nią stało, i go przy tym nie było. Tego bym nie przeżył .
Nagle dostałem znów wiadomość . Z nadzieją popatrzyłem w telefon z nadzieją że to znów Lilly . Myliłem się . Tym razem to Lucas , pyta się o której będę .

-„ Obowiązki wzywają . Do później Aniele „  powiedziałem wpatrując się w jej dom po czym odjechałem .


                                       ***

-„ Jakim kurwa cudem straciliśmy trzecią dostawę w tym miesiącu ?!" Zapytałem Zaca i Lucasa .
-„ Portugalia znalazła innych dostawców a Niemcy i Hiszpania urwali całkowicie kontakt z nami „ rzekł Lucas
-„ Jaki jest tego powód ?" Zapytałem
-„ Powiedzieli tylko , że kończą z nami i tyle „ odpowiedział Lucas .
Usiadłem wkurwiony na fotel . Nie rozumiałem dlaczego moi klienci rezygnują z współpracy z nami . Zawsze dostarczałem im towar na czas . Zawsze za tą samą cenę . Nie wiem co było tego przyczyną .
Nagle usłyszałem dzwonek telefonu .
Spojrzałem z ukosa na Lucasa .
-„ Norwegia dzwoni „ rzekł patrząc na telefon .
-„ Odbierz „ rozkazałem .
Lucas bez wahania odebrał telefon i zaczął mówić po norwesku.
Ta rozmowa nie trwała długo . Niecałą minutę .
Po rozłączeniu się blondyn rzucił telefon na biurko .
-„Norwegia odpada „ powiedział wkurwionym głosem .
Słysząc jego słowa myślałem że zapłonę . Co się kurwa dzieje z nimi ?!
-„Czyli została Francja , Belgia , Czechy , Grecja , Malta i Włochy „ rzucił Zac .
-„ Zajebiście , z dziesięciu zostało sześć." Powiedział Lucas .
Przesunąłem dłonią po twarzy. Skóra piekła. Miałem ochotę czymś rzucić. Ale wiedziałem, że jak coś teraz rozwalę, to i tak niczego nie naprawię.

– Sprawdź mi Belgię – rzuciłem do Zaca. – I nie przez maile. Ktoś z naszych tam jeszcze siedzi?
Zac skinął głową.
– Noah i Léo. Mają kontakt z magazynem w Antwerpii.
– To niech zadzwonią dzisiaj. Osobiście. Jak nie odbiorą – lecą tam. Dziś. Jutro. Kurwa, nawet pieszo jak trzeba.
Lucas siedział nieruchomo, ale widziałem, że coś mu chodzi po głowie.
– Mów – warknąłem.
– To nie przypadek – powiedział cicho. – To jest skoordynowane.
Zac odwrócił się do niego.
– Co masz na myśli?
Lucas spojrzał na mnie.
– Ktoś nas odcina. Po kolei. Systematycznie. I nie chodzi o to, że im się przestaliśmy opłacać. Ktoś daje im lepsze warunki. Albo grozi.
Zac prychnął.
– Myślisz, że ktoś wchodzi nam na teren?
– Nie myślę. Jestem prawie pewien – odparł Lucas. – Nikt nie zrywa współpracy z takim ładunkiem lojalności z dnia na dzień, jeśli nie musi.
Zac spojrzał na mnie, czekając na reakcję.
Siedziałem przez chwilę w ciszy. W środku wrzało.
– Chcę nazwiska. Nie domysły. Kto może mieć taką siłę? Kto nas śledzi? Kto chce nasze szlaki?
– Sprawdzimy. Damy ci listę do końca tygodnia – odpowiedział Lucas.
– Nie do końca tygodnia – powiedziałem powoli. – Do jutra.
Wstałem i podszedłem do okna. Z biura roztaczał się widok na port, gdzie jeszcze niedawno nasze kontenery stały jak żołnierze w szeregu.
Teraz wyglądało to jak cmentarz. Puste miejsca. Cisza.
– Jak padnie Francja albo Czechy – powiedziałem – kończymy. I wtedy się nie pierdolimy w maile i rozmowy. Zrobimy to po staremu.
Zac się uśmiechnął krzywo.
– W końcu.
Lucas tylko westchnął i wyjął telefon. Zac zrobił to samo.

I found an angel Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz