GABRIEL
Poczucie winy jest złym uczuciem. Trzeba go unikać jak samego diabła. Kiedy czujesz się winny, to nienawidzisz nie swoje grzechy, lecz samego siebie.
Czułem jebane poczucie winy za każdym razem gdy przypominałem sobie słowa Lilly .
KAŻDEGO NISZCZYSZ , JESTEŚ CHODZĄCĄ ŚMIERCIĄ
Nie do końca rozumiałem jej . Dlaczego broniła tego frajera skoro on zaczął ? To on mnie pierwszy opluł . A co ja miałem zrobić ? Pozwolić dać sobą pomiatać ? Dać się upokorzyć tak jak kiedyś ?
Siedziałem od parunastu minut przy stoję zastanawiając się nad tam tą popieprzoną sytuacją . Zastanawiałem się czy dobrze zrobiłem . Wiedziałem , że nie mam już najmniejszych szans u Lilly . Musiałem w końcu ją zostawić , dać jej spokój . Musiałem od niej odejść bo uważała mnie za chodzącą śmierć . Krzywdziłem ją . Sprawiałem jej ból . Wywróciłem jej życie do góry nogami . Wiedziałem , że ta decyzja cholernie boli ale nie miałem innego wyjścia . Jeśli się kogoś kocha to trzeba to puścić wolno . Nie można trzymać swojego ukochanego ptaka w klatce . W zamknięciu . Trzeba dać mu wolność na którą tak bardzo zasługuje . To jest właśnie miłość . Ta druga osoba nawet gdy nas boli jej odejście musi rozwijać się gdy przy nas jest to niemożliwe . Człowiek nie może stać w miejscu . Trzeba się rozwijać bo się zgnije .
Po kilku minutach siedzenia przy stole z Blu, poczułem, jak narasta we mnie napięcie — musiałem wyjść na świeże powietrze, przewietrzyć głowę, choćby na chwilę. Wiedziałem, że ten spacer pomoże mi oczyścić myśli i znaleźć jakiś spokój w chaosie, który zapanował w moim życiu.
Gdy wychodziłem z mieszkania, usłyszałem charakterystyczny dźwięk przychodzącego połączenia.
— „Lucas, pierdol się" — wyrwało mi się automatycznie, myśląc, że znów mój kumpel się nawalił i będzie chciał u mnie nocować.
Chwyciłem telefon i nagle zamarłem. Na wyświetlaczu widniał znajomy numer. Mój anioł dzwonił. Bez chwili wahania odebrałem.
— „Gabriel, pomóż mi!" — głos Lilly był przesiąknięty paniką, dyszała ciężko, jakby uciekała przed czymś lub kimś. Serce zabiło mi szybciej.
— „Gdzie jesteś?" — zapytałem natychmiast.
— „Biegnę w stronę twojego domu" — odpowiedziała, a jej głos przepełniony był strachem.
— „Zaraz będę" — powiedziałem stanowczo i rozłączyłem się.
— „Blu, chodź!" — krzyknąłem, zbiegając po schodach. „Szukaj Lilly!" — dałem komendę swojemu psu, który zareagował błyskawicznie, przeskakując przez furtkę i pędząc w stronę dziewczyny.
Nie czekałem ani chwili. Odpaliłem auto i ruszyłem za nimi. Chociaż chwilę wcześniej wypiłem trzy szklanki whisky, teraz nic się dla mnie nie liczyło. Czułem się trzeźwy jak nigdy — przerażający głos Lilly przywrócił mi całą jasność umysłu.
Po przejechaniu zaledwie kilometra zauważyłem sylwetkę dziewczyny — była prawie niewidoczna w słabym świetle latarni, ale wyraźnie widziałem jej przerażenie i desperacką ucieczkę. Kilka kroków za nią biegła postać, która wzbudziła we mnie natychmiastową złość i determinację.
Widziałem, jak Blu minął Lilly i rzucił się na Maxa. Pies szczekał i gryzł bezlitośnie, wyraźnie chroniąc naszego anioła . Nie tylko Lilly czuła zagrożenie od tego skurwiela.
Zatrzymałem samochód około trzech metrów od nich i wysiadłem. Lilly, widząc mnie, przyspieszyła kroku, a ja objąłem ją ramionami.
— „Ratuj mnie, Gabriel" — wyszeptała ledwo słyszalnie, drżąca ze strachu.
Cała była w rozsypce, a ja, choć wściekły, czułem ogromną potrzebę, by ją chronić.
— „Wsiadaj do samochodu" — powiedziałem, prowadząc ją do auta. — „Zaraz wracam" — dodałem, całując ją delikatnie w czoło. Chciałem, żeby poczuła, że nie jest sama, że nic jej już nie grozi.
Zamknąłem drzwi i ruszyłem w stronę Blu i Maxa. Widok psa, który z impetem obezwładniał chłopaka, wywołał u mnie gorzki uśmiech.
Max leżał na ziemi, krzyczał, żeby pies go zostawił, wyzywał go, ale Blu nie miał zamiaru odpuścić. Wiedział, jak walczyć z takim gnojem.
— „Blu, zostaw!" — zawołałem, gdy zbliżyłem się wystarczająco blisko. Pies posłuchał i przystanął obok niego, szczekając wciąż z ostrym zacięciem.
— „Zabierz tego psa! Pogryzł mnie! Zgłoszę to na policję!" — wykrzykiwał Max, próbując wstać, ale chwiał się na nogach.
— „Zabawny jesteś" — odparłem spokojnie, patrząc mu prosto w oczy. Wiedział, że to koniec jego panowania. Chyba nawet wolałby zostać z Blu niż ze mną, gdybym teraz puścił wodze.
Blu potrafiła okazać litość w porównaniu do mnie.
— „Czego chcesz?" — zapytał, powoli się podnosząc.
— „Za to, że doprowadziłeś ją do takiego stanu, to zajebie cię" — wypaliłem bez ogródek.
— „Ta szmata zasługuje na takie traktowanie" — wysyczał przez zęby, nienawiść biła z niego jak z kogoś, kto nie ma już nic do stracenia. — „Kurwy nie traktuję jak księżniczki" — dodał, jakby rzucał najgorszą z obelg.
W tym momencie straciłem resztki kontroli. Podeszłem do niego, chwyciłem za kołnierz jego bluzy i uderzyłem z całej siły pięścią w twarz.
— „Gdyby nie to, że ona siedzi teraz w samochodzie i nas obserwuje, to byłbyś już martwy" — warknąłem, trzymając go kurczowo. — „Ale gwarantuję ci, że spotkamy się jeszcze sam na sam. Wtedy to będziesz błagać o litość."
Wykonałem jeszcze jedno uderzenie w jego twarz, po czym rzuciłem go na ziemię. Słyszałem, jak syczy z bólu, a to tylko rozgrzało mnie jeszcze bardziej.
— „Chodź, Blu" — zawołałem do psa i wróciłem do auta, prowadząc mojego anioła.
Wsiadając, kątem oka spojrzałem na frajera. Ledwo próbował się podnieść, ale na moje złośliwe spojrzenie nawet nie reagował. Nie było mi go szkoda. Bawił mnie jego upadek.
— „Zabierz mnie stąd jak najdalej" — usłyszałem, gdy usiadłem za kierownicą. Odwróciłem wzrok na Lilly. Jej twarz była opuchnięta, zaczerwieniona, a łzy wciąż spływały po policzkach. Cholernie mi jej było żal. Chciałem zabrać cały jej ból.
Nic nie mówiąc, położyłem dłoń na jej ręce. Od razu cofnęła swoją .
— „Jedź, proszę" — powiedziała, patrząc tępo w boczną szybę.
Kiwnąłem głową, odpaliłem silnik i ruszyłem w drogę, zostawiając za sobą koszmar, który w końcu dobiegł końca — przynajmniej na teraz.
Po piętnastu minutach byliśmy już na miejscu .
Jechaliśmy w ciszy .
Nikt się nie odezwał .
Każdy z nas był pogrążony w swoich własnych myślach .
Co jakiś czas spoglądałem na Lilly . Od momentu ruszenia ani razu nie zmieniła swojej pozycji. Nadal była wpatrzona w boczną szybę .
Przyłapałem się na tym , że przez całe te piętnaście minut ani razu nie pomyślałem o niczym innym niż o niej . Zawładnęła całkowicie moim umysłem . Była w mojej głowie . A ja nie chciałem żeby z niej wychodziła .
-„Jesteśmy na miejscu „ powiedziałem z lekką chrypką w głosie . Spojrzałem na Lilly . Nie patrzała już przez szybę . Głowę miała opuszczoną i skubała skórki od paznokci .
Nie wiedziałem jak mam się zachować jak Lilly po pięciu minutach się nie odezwała . Chciałem okazać jej wsparcie . Chciałem żeby poczuła się bezpiecznie w moim towarzystwie. Chciałem ją zapewnić że przy niej jestem.
Nie chciałem wyjść na nachalnego dlatego cierpliwie czekałem aż sama pokieruje nas dalej . Byłem w stanie się do niej dostosować .
Chciałaby zostać w aucie , zostałbym .
Chciałaby się przejść , poszedłbym z nią .
Chce iść sama , pójdzie w towarzystwie Blu .
Oczywiście mojej osoby nie musi chcieć , ale Blu musi . Nawet jak mnie przy niej nie ma to zadbam o jej bezpieczeństwo.
Po kolejnych długich siedemnastu minutach Lilly na mnie spojrzała . Tak , liczyłem je .
Oczy miała czerwone od płaczu a wzrok zamglony . Była niewyrazista , czułem się tak jak by obok siedziała jej dusza a nie ona cała .
Nie miałem do niej o to żalu . Widziałem , że bardzo źle znosi sytuację która się wydarzyła . Nie wiedziałem dokładnie co się stało ale wiedziałem że mój anioł przez to cierpi i jest to wystarczający powód żeby ten skurwiel za to zapłacił . I zapłaci .
-„ Pójdziemy się przejść ?" Zapytała patrząc prosto w moje oczy .
-„ Tak Aniele „
Zabrałem Lilly do mojego miejsca .
Do mojego prywatnego raju na ziemi .
Do miejsca które nie istnieje na mapach , do którego żadne drogi nie prowadzą . To mój własny zakątek świata który jest cichy , wolny i nieskażony złem które przesiąknęło inne miejsca .
Każdy dzień tutaj płynie bez pośpiechu , bez presji .
Tutaj nie ma hałasu , tłumów , obowiązków .
To moje miejsce na ziemi które nie jest miejscem . Jest uczuciem , uczuciem które głośno krzyczy , że jestem tam , gdzie naprawdę chce być . Gdzie nikogo nie muszę udawać . Mogę być tutaj taki jaki chce , mogę byc sobą , nie muszę zakładać tutaj masek .
Moje serce tutaj oddycha swobodnie .
Milczę tutaj .
Jestem tutaj wysłuchany .
Jestem tutaj zrozumiany .
To moje własne "tu i teraz", do którego chcę zawsze wracać.
Tu, gdzie niebo spotyka się z ciszą, a księżyc rozlewa złoto na wodzie – czas przestaje istnieć.
Dwie majestatyczne skały, jak strażnicy tajemnicy, skrywają najcichszy zakątek świata.
To miejsce, gdzie można usłyszeć własne myśli, a każdy oddech wypełnia się spokojem.
Plaża, która nocą zamienia się w scenę światła i cienia.
Miasto na horyzoncie tętni życiem, ale tu – przy brzegu – rządzi harmonia.
Delikatne fale muskają piasek, gwiazdy zaglądają do wody, a powietrze pachnie solą i wolnością.
To raj, gdzie cywilizacja spotyka naturę, a każda chwila jest jak kadru z najpiękniejszego filmu.
Marzenia nie śpią – ta plaża jest ich domem.
Tutaj nie potrzebujesz niczego więcej.
CZYTASZ
I found an angel
Storie d'amoreCzy anioł może uratować demona ? A może demon uratuje anioła ? Lily prowadziła zwykłe życie , studia , praca , studia i tak wkoło. Aż do momentu aż pojawił się on . On pomógł jej wyrwać się z rąk szatana . A może to właśnie on stworzy z jej życi...
