LILLY
Gdy zobaczyłam obitą twarz Maxa zrobiło mi się słabo . Nie rozumiałam jak Gabriel mógł posunąć się do takiego czynu . Owszem Max przesadził z opluciem go ale czy to oznacza że trzeba odrazu kogoś pobić ?
Przecież przemoc nie zawsze jest właściwą odpowiedzią. Zranienie kogoś to tak naprawdę ranienie siebie .
Zrozumiem naprawdę wiele ale tego nie mogę zrozumieć , widziałam w oczach Gabriela satysfakcję jak bił Maxa . Dlaczego rozlew krwi daje mu tak wiele satysfakcji?
Przemoc jest ostatnią ucieczką ludzi. W przemocy nie ma życia . To ona z każdym kolejnym zadanym ciosem przybliża nas do śmierci . Wszelka przemoc jest skutkiem tego , że ludzie oszukują samych siebie , wierzą , że ich ból pochodzi od innych i dlatego ci ludzie zasługują na karę .
Przecież największą siłą jest bycie miłym dla innych , nawet kiedy inni nie są mili dla ciebie .
-„ Odejdź „ krzyknęłam w stronę Gabriela . Nie mogłam już na niego patrzeć . Po tym co zrobił obrzydzał mnie jego widok . „ Nie słyszysz ? Odejdź stąd !" Powiedziałam gdy zauważyłam że chłopak stał nadal w miejscu . Jednak po moim ostatnim zdaniu Gabriel odszedł .
-„Pokaż się." – powiedziałam zimno, łapiąc Maksa za policzki. Jego twarz była czerwona, nie od wstydu, lecz od krwi. Miał zmasakrowaną nos – rozciętą brew, podbite oko, posiniaczoną szczękę. Krwawe ślady na jego skórze wyglądały jak wojenne rany, świadectwo koszmaru, który przeżył.
-„Trzeba cię opatrzeć." – dodałam, wstając gwałtownie i łapiąc go za ręce, by pomóc mu wstać.
Otworzyłam drzwi do domu i ciągnęłam go za sobą do środka. Max ledwo trzymał się na nogach, każdy krok był dla niego bolesny, ale wolał mnie nie obciążać.
-„Poczekaj tutaj." – powiedziałam, kierując się do łazienki. – „Idę po apteczkę."
Drzwi zamknęły się za mną cicho, a ja zaczęłam gorączkowo przeszukiwać szuflady. Kątem oka zauważyłam, że moje ręce są całe we krwi. Nagle świat się zawalił. Zrobiło mi się słabo, zawroty głowy szarpały mnie niczym huragan. Usiadłam na podłodze, łapiąc oddech, próbując uspokoić drżące ciało.
Przez chwilę krew spływająca po moich palcach przypominała mi o tym cholernym wydarzeniu, którego nie mogłam wymazać z pamięci. Nie mogłam pozwolić sobie na słabość. Musiałam się ogarnąć.
Po dwóch minutach otrząsnęłam się, wzięłam apteczkę i wróciłam do salonu. Max siedział bez ruchu, jakby każdy oddech kosztował go ogromny wysiłek.
-„Jak się czujesz?" – zapytałam cicho, siadając obok niego.
-„Bywało lepiej." – mruknął, a jego głos był zbyt ochrypły, by brzmiał normalnie.
-„Przecież przeze mnie cierpisz..." – powiedziałam, patrząc mu w oczy. – „Nie powinno tak to wyglądać."
-„To nie twoja wina, Lilly." – chwycił moją dłoń w swoje, a dotyk wywołał we mnie mieszane uczucia. Chciałam ją cofnąć, ale jego uścisk był zbyt silny.
-„To nie twoja wina, że masz byłego debila."
Zamarłam. Jego słowa były jak cios prosto w serce.
-„Co? Nie!" – wybuchłam. – „Gabriel to nie mój były!"
Wyrwałam rękę gwałtownie i wstałam, próbując zdystansować się od tej toksycznej bliskości.
-„Nieważne, kim dla ciebie jest." – powiedział Max, podnosząc się powoli. – „Ważne, że jesteś już bezpieczna."
Patrzył na mnie z taką intensywnością, że poczułam się osaczona.
-„W końcu jesteś moja." – dodał, krok po kroku zbliżając się do mnie. – „Możemy być razem."
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Mój umysł wariował, serce biło jak szalone, a ciało przeraźliwie napięte.
-„O czym ty mówisz, Max?" – zapytałam, próbując ukryć strach w głosie.
-„Uratowałem cię od niego." – jego ręce ścisnęły moje, jakby chciał mnie unieruchomić. – „To oznacza, że jesteś moja, nie jego."
Chciałam się wyrwać, lecz Max objął mnie nagle całusem. Był zdecydowany, nachalny.
-„Max, do cholery, przestań! Puść mnie!" – krzyczałam, ale on zignorował mój protest.
Ściskał mnie mocniej, zaciskał ramiona tak, że czułam, jak mięśnie krzyczą z bólu.
-„Złotko, w końcu będziemy szczęśliwi." – szeptał, chociaż jego słowa brzmiały jak rozkaz.
Próbowałam się wyrwać, ale zapach jego perfum był przytłaczający, jak trucizna.
-„Nie, Max. Nie będziemy szczęśliwi razem!" – szarpałam się, czując, jak granice mojego ciała ustępują pod jego naciskiem.
-„Kocham cię, złotko!" – wrzasnął, jego twarz wykrzywiona była szaleństwem. – „I ty też mnie kochasz!"
Nie mogłam uwierzyć, że człowiek, którego znałam, stał się kimś takim.
-„Nie kocham cię! Puść mnie!" – krzyczałam z całych sił, ale on nagle chwycił mnie jedną ręką za gardło i przycisnął do zimnej ściany.
Poczułam, jak powoli odbiera mi tlen, jak ciemność zalewa krawędzie mojego wzroku.
-„Masz mnie, kurwa, kochać!" – warknął. – „Ja cię kocham, a ty mnie, złotko, rozumiesz?!"
Nie miałam siły, żeby walczyć. Strach paraliżował mnie do samego rdzenia.
-„Jesteś tylko moja!" – wycedził przez zaciśnięte zęby, ściskając gardło jeszcze mocniej. – „Nie bój się mnie, złotko..."
Jego ton był przerażający, nienawistny, a jednocześnie dziwnie błagalny. Z każdą sekundą moje życie wisiło na włosku.
-„Proszę, puść mnie." – szeptałam przez łzy.
Ale on nie odpuszczał. Zaciskał uścisk tak mocno, że czułam, jak gaśnie we mnie życie.
-„Nigdy cię nie opuszczę." – powiedział. – „W końcu cię zdobyłem. Po tylu latach. Tylko ja i ty. Na zawsze."
Ciemność zaczęła mnie pochłaniać, a ja wiedziałam, że jeśli teraz nie znajdę w sobie siły, to wszystko skończy się tragicznie.
Nie mogę oddychać."
To nie tylko fizyczne. To wszystko naraz.
Paniczny sygnał w każdej komórce ciała.
Strach, który nie krzyczy – bo nie ma już powietrza, by krzyczeć.
Czuję, jak świat się zwęża, jak gdyby wszystko kurczyło się do jednej myśli:
„Czy to już?"
W głowie chaos – obrazy, wspomnienia, słowa, które nigdy nie zostały wypowiedziane.
Ciało walczy, ale umysł zaczyna się oddzielać.
Z każdą sekundą coraz bardziej obco czuję się we własnej skórze.
Ale też – gdzieś tam, głęboko – jest gniew.
Iskra, która nie zgasła.
Chcę wrócić. Chcę żyć.
Chcę, żeby to się skończyło, ale nie ja. Nie tak.
Zebrałam w sobie całą siłę, choć każda komórka ciała krzyczała o ulgę i ucieczkę. Ręka drżała, ale chwyciłam najbliższą rzecz z szafki — pozytywkę, stary, metalowy instrument pełen sprężyn i kanciastej pokrywy. Z całej siły cisnęłam nią w stronę Maxa, który jeszcze przez chwilę miał obłąkany, dziki wzrok.
Uderzenie było gwałtowne i nieprzewidziane — dźwięk trzasku rozległ się echem w pokoju, a chłopak natychmiast zachwiał się i upadł na zimną podłogę, ledwie łapiąc oddech. Nie czekając ani sekundy dłużej, serce waliło mi jak oszalałe, zerwałam się z miejsca i wybiegłam w stronę drzwi, chwytając po drodze telefon z kanapy.
Za sobą usłyszałam jego ryk: — „Ty suko!" — gniew i rozpacz mieszały się w tym okrzyku, jakby wszystko w nim pękało na kawałki. Wiedziałam, że to nie koniec, że musi się to skończyć natychmiast.
Automatycznie wybrałam ten jeden, jedyny numer — zapisany z emotką psa, symbolem lojalności i ochrony. Mój zbawiciel , mój anioł stróż, ten, który nigdy mnie nie zostawił, nawet wtedy, gdy cały świat się ode mnie odwrócił. Palce ściskały telefon tak mocno, że zaczęły boleć, a ja modliłam się, by zdążył odebrać, by przybiegł na czas.
Sygnał dzwonka rozbrzmiewał w moich uszach jak muzyka nadziei, a w głowie powtarzałam — „Proszę, pomóż mi... teraz". W tym momencie wiedziałam jedno: muszę przetrwać, muszę wyjść z tego piekła żywa. Nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich, którzy wierzą, że potrafię być silna.
Telefon zadzwonił po raz kolejny, i wtedy usłyszałam jego głos — spokojny, pewny, gotowy do działania
CZYTASZ
I found an angel
RomantikCzy anioł może uratować demona ? A może demon uratuje anioła ? Lily prowadziła zwykłe życie , studia , praca , studia i tak wkoło. Aż do momentu aż pojawił się on . On pomógł jej wyrwać się z rąk szatana . A może to właśnie on stworzy z jej życi...
