Buffalo w Iowa to niewielka miejscowość, w której wychowywał się Seth. Jadąc samochodem do domu jego mamy, mijaliśmy ogromne pola kukurydzy. Dean zawsze nabijał się z Setha i twierdził, że osoba pochodząca z Iowa jest w 50% kukurydzą. Gdy zatrzymaliśmy się pod jego rodzinnym domem, serce zabiło mi szybciej.
– Denerwujesz się? – zagadnął mnie Seth.
– Pierwszy raz będę tutaj jako twoja dziewczyna, więc tak, denerwuję się jak cholera.
– Moja mama zawsze cię lubiła, nie martw się – odparł i pogłaskał mnie po policzku. Gdy wysiedliśmy z auta, wyciągnęłam z tylnego siedzenia koszyk ze słodyczami i kwiatami, które kupiłam dla rodziny Rollinsa. Nie zdążyliśmy nawet zadzwonić do drzwi, bo ojczym Setha od razu nam otworzył.
– No cześć dzieciaki, fajnie was widzieć – mężczyzna uściskał nas serdecznie, więc troszkę się uspokoiłam.
– Proszę, taki mały prezent – odparłam wręczając mu podarunki.
– Dziękuję Ali.
– Jak podróż? – z kuchni wyszła mama Setha, wycierając talerz kuchenną ściereczką.
– W porządku mamo – odparł Rollins i pocałował rodzicielkę w czubek głowy.
Po obiedzie siedzieliśmy przy stole popijając kawę i rozmawiając.
– Synku... Masz może przy sobie zdjęcie USG? – zapytała, a mój dobry humor nagle zniknął.
– Tak, jasne – odparł i z torby wyciągnął teczkę – tu masz wszystko.
– Wciąż nie wierzę, że będę babcią – westchnęła, wpatrując się z rozczuleniem w czarno-białą fotografię. Nerwowo upiłam łyk kawy. Aby uniknąć wzroku Setha i jego ojczyma, wpatrywałam się w swoje paznokcie.
– A ja nie wierzę, że będę ojcem.
– Będziesz dobrym ojcem – odparłam szybko i w tym momencie jego mama wbiła we mnie zakłopotane spojrzenie.
– Alice, pomożesz mi? Mam jeszcze ciasto w kuchni.
– Oczywiście – odparłam i ruszyłam za nią. Gdy znalazłyśmy się w kuchni, kobieta wbiła we mnie swój przenikliwy wzrok. Miała takie same oczy jak Seth.
– Ali...
– Tak?
– Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła?
– Nie, dlaczego? – odparłam siląc się na uśmiech.
– Bardzo cię lubię. Jesteś dobrym człowiekiem, a Sabine... Zawsze była dla mnie nieco podejrzana. To, że cieszę się, że zostanę babcią, nie oznacza, że nie cieszę się z was. Mam nadzieję, że pewnego dnia będę mogła się cieszyć z waszego wspólnego dziecka.
– Też mam taką nadzieję – odparłam krótko, jednak starając się zachować przyjemny ton. W tej samej chwili w kuchni pojawił się Seth, ratując mnie z niezręcznej sytuacji.
– Pójdziemy na spacer kochanie?
– Jasne.
Szliśmy pustymi ulicami Buffalo. Godzinę wcześniej padał deszcz, więc powietrze było rześkie i chłodne. Niebo mieniło się wieloma barwami – od tajemniczego granatu, przez róż, aż po miodową żółć. Słońce praktycznie schowało się za horyzontem, a lekkie podmuchy wiatru kołysały liśćmi drzew. Szliśmy tak, wsłuchując się w odgłosy dochodzące z mijanych domów, szczekające psy czy przejeżdżające gdzieś w oddali samochodów. Dłoń Setha zacisnęła się na mojej, więc zwróciłam wzrok w jego stronę, przerywając moje rozmyślania. Wpatrywał się we mnie pięknymi, brązowymi oczami.
– Kocham cię – powiedziałam przerywając milczenie.
– Ja ciebie też Alice. Nad życie.
– Dlaczego tak drżysz?
– Boję się – westchnął wpatrując się gdzieś w przestrzeń – a co, jeśli sobie nie poradzę?
– Seth... Damy radę razem. Zawsze
– Nie wierzę, że w kilka tygodni moje życie tak się zmieniło...
– Ja też... Kto wie co by było, gdybyś nie przyszedł wtedy do mnie z tą chorą propozycją.
– Nic nie mów – odparł, chowając twarz w dłoniach – strasznie mi za to wstyd.
– To już nie ważne. Teraz jesteś innym człowiekiem... A teraz wracajmy do domu, bo zaczyna się robić zimno.
###
Wiem, rozdział krótki i w sumie takie pitu pitu. Mam do Was jednak prośbe.
Jeżeli czytasz, zostaw jakiś komentarz, a jeżeli się podoba to może nawet gwiazdkę. To dla mnie na prawdę ważne, bo chciałabym wiedzieć ile osób czyta Dirty Deeds.
YOU ARE READING
Dirty Deeds
Hayran KurguWWE, największa liga sportowo - rozrywkowa powitała w głównym roasterze Alice Ambrose, siostrę znanego wrestlera. Dziewczyna za cel postawiła sobie udowodnienie, że dywizja kobiet potrafi być na prawdę silna. Czy powracający po kontuzji Seth Rollins...
