Thirteen

6.5K 449 15
                                    

Harry pov.

Kurwa, kurwa, kurwa.

Wbiegłem do dużego budynku zwanego szpitalem, którego tak bardzo nienawidzę. Po dowiedzeniu się od recepcjonistki gdzie znajduję się sala, skierowałem się do windy na którą skazane mi było czekać. Zacząłem nerwowo naciskać na świecący się na niebiesko guzik, ale nic nie pomagało.

– Kurwa szybciej! – wydarłem się uderzając w niego pięścią. Poczułem wzrok innych ludzi na swoich plecach, lecz nie za bardzo mnie to zainteresowało. W końcu przede mną rozsunęły się masywne drzwi, więc wszedłem do środka i czekałem aż dojedzie na odpowiednie piętro, co niesamowicie mi się dłużyło.
Wyszedłem z windy, a na przeciwko mnie od razu dostrzegłem jej rodziców. Skierowałem się szybkim krokiem w ich stronę, a kiedy na mnie spojrzeli dostrzegłem w ich oczach sam smutek.

– Co z nią? – zapytałem przeskakując wzrokiem raz na ojca, a chwilę potem na matkę.

– Nieprzytomna. – westchnął mężczyzna. Wzdychnąłem i podszedłem do szyby, przeczesując swoje włosy ręką. Spojrzałem na nią. Na dziewczynę leżącą po drugiej stronie okna, na białym łóżku z zamkniętymi oczami za którymi kryły się piękne, tajemnicze tęczówki. Brunetka przypięta do przeróżnych kabli, nieprzytomna.

– Co się stało? – skierowałem pytanie do mężczyzny stojącego obok mnie, który wpatrywał się w córkę.

– Zjadła orzechy. – westchnął, a ja zmarszczyłem brwi. – Ma na nie uczulenie. – przymknął oczy kładąc dłoń na czole, po czym usiadł na niewygodnym, zielonym krześle i schował twarz w dłoniach. Ponownie skierowałem wzrok na dziewczynę. Dlaczego zjadła orzechy, mając na nie uczulenie? Kurwa. To przeze mnie. To moja wina. Dałem jej tą jebaną babeczkę z orzechami w środku, przez co na pewno ich nie widziała. Złapałem się za włosy we frustracji, lekko za nie ciągnąc. Chciałem ją chronić, a tymczasem przeze mnie trafiła do szpitala. Wszystko psuje. Naprawdę nie potrafię zrobić nawet tak prostych rzeczy dobrze?

– Kurwa. – mruknąłem do siebie. Usiadłem na krześle i ciągle ciągnąc za końcówki swoich włosów w mojej głowie była tylko jedna myśl.

To przeze mnie. To przeze mnie. To przeze mnie.

Jenny pov.

Uchyliłam ociążale swoje powieki, od razu szybko nimi mrugając czując ostre, jasne światło. W końcu udało mi się przyzwyczaić do otoczenia i otworzyłam całkowicie oczy.

– Obudziła się. – słyszałam ciągle jakieś głosy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym się znajdowałam. Białe ściany, jedno okno, dużo kabli i ludzie. Biegali, pytali mnie o różne rzeczy, przyglądali się.

– Jenny. – usłyszałam głos mojej matki. Odszukałam ją wzrokiem, aż na nią natrafiłam. Smutne, zapłakane oczy wpatrywały się we mnie. Usiadła przy mnie patrzac na moją twarz.

– Nie chciałam ich zjeść, mamo. – mruknęłam zachrypniętym głosem. – Nie wiedziałam, że tam są.

– Gdzie? – zmarszczyła brwi, przypatrując mi się z wyczekiwaniem.

– W babeczkach. – mruknęłam, czując ból głowy, który z każdym słowem się narastał.

– Odpocznij kochanie. – powiedziała i wyszła, w końcu zostawiając mnie samą. Samą ze swoimi myślami. Nie będę winić Harrego za to, co zrobił. Nie wiedział, że mam alergie. Uniosłam się na łokciach i usiadłam ociążale, opierając się o zagłówek łóżka. Sięgnęłam po szklankę wody, która stała na półce i wzięłam łyka cieczy, która od razu zwilżyła moje zpierzchnięte usta. Spojrzałam na drzwi, które znowu się otworzyły. Moje oczy rozszerzyły się do rozmiaru monety, a ze szklanki wylałam trochę wody na bluzkę. Skarciłam się w myślach i starłam szmatką mokry materiał.

– Co ty tu robisz? – zapytałam patrząc na niego, gdy ten robił to samo. Tępo mi się przyglądał jakby mnie nigdy nie widział. Zbliżył się powoli do mojego łóżka i niepewnie usiadł na nim, odwracają głowę przed siebie tak, że widziałam tylko jego profil. Schował twarz w dłoniach, przecierając ją jakby ze zmęczenia.

– Przepraszam. – szepnął ściskając z frustracji swój nos. Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej, uważając na przeróżne, podpięte kable.

– Nie musisz.

– Słucham? – posłał mi zdezorientowane spojrzenie. – To przeze mnie tu leżysz, mogło być nawet gorzej. – warknął. Unikałam jego lodowatego wzroku bawiąc się rąbkiem pościeli. Nawet w takiej sytuacji potrafi być taki oziębły.

– Nie wiedziałeś. – pokręciłam głową. Usłyszałam jedynie westchnięcie z jego strony. Mimo jego charakteru wiedziałam, że czuję się winny. Wydaję mi się, że nie zrobiłby mi tego, nawet jeżeli nie darzę go żadną sympatią. Tak mi się wydaje...

– Jak się czujesz? – zapytał zerkając na mnie.

– Normalnie. – wzruszyłam ramionami. Po tym nastała niezręczna cisza. Żaden z nas nie wiedział co powiedzieć, czy się w ogóle odezwać. Jakbyśmy się bali powiedzieć cokolwiek, że to będzie nieodpowiednie lub po prostu głupie. Brunet w szarej koszulce siedział bokiem na przeciwko mnie, tępo wpatrując się w jakiś punkt przed sobą, a ja po prostu się mu przyglądałam. Sama nie wiem dlaczego, ale każdy detal jego ciała mnie teraz zachwycał. Ten najmniejszy jak prawie niewidocznie pognieciona koszulka lub bardziej widoczny, czyli zmęczenie na twarzy. Jestem tylko ciekawa czym może się tak zamartwiać lub stresować. Nagle moje rozmyślanie nad przystojnym brunetem przerwało otwieranie drzwi.

– Dzień dobry, Pani Brown. – odezwał się w średnim wieku mężczyzna w białym kitlu, podchodząc do mnie. – Jak się pani czuje? – zaczął przykładać zimny stetoskop lelarski do mojej skóry. Czułam palące spojrzenie Harrego, lecz bałam się odwrócić.

– Dobrze. – odchrząknęłam. Doktor pokiwał głową i zaczął mi przepisywać różne witaminy, po czym zaraz poszedł po wypis. Przez ten czas spięłam swoje włosy w kucyka, pod bacznym wzrokiem bruneta. Po niecałych dziesięciu minutach wyszłam ze szpitala, od razu biorąc do ust głębokie powietrze, czując ulgę, że w końcu uwolniłam się od tego nieprzyjemnego, szpitalnego zapachu.
Spojrzałam na moich rodziców, którzy się uśmiechali w moją stronę.

– Podwieźć cię Harry? – zapytał mój tata.

– Nie trzeba, jestem autem. – odpowiedział zerkając w stronę samochodu. Mój ojciec pokiwał głową na zrozumienie i spojrzał na mnie. – Mógłbym gdzieś zabrać Jenn? – wtrącił się, gdy tata chciał się odezwać. Zmarszczyłam brwi patrząc na niego.

– Jeżeli tylko chcę, tylko ją później przyprowadź. – uśmiechnął się odpowiadając, a Harry oddał ten miły gest. Nie czekając na moją odpowiedź pożegnał się z moimi rodzicami i poprowadził mnie do swojego samochodu.

– Harry, co ty znowu wyprawiasz. – jęknęłam zapinając pasy, gdy ten odpalał silnik.

– Chcę ci to wynagrodzić. – zaczął, na co spojrzałam na niego zmieszana. – Dzisiaj zrobimy tylko i wyłącznie jak ty chcesz. – powiedział, a ja rozszerzyłam szeroko oczy.

– Żartujesz. – wyszczerzyłam się zdziwiona, nie mogąc w to uwierzyć.

– Wybieraj, bo się rozmyślę. – mruknął z lekkim uśmiechem.

Obssesion / H.SOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz