Fourty one

3.7K 351 86
                                    

Otworzyłam ociążale oczy, od razu natrafiając na sufit. Nie spałam. Kolejna noc, kolejne godziny spędzone na rozmyślaniu i płaczu. Dalej nie mogę przyjąć do wiadomości tego, co się stało. Dalej nie mogę uwierzyć, że jego już nie ma.

Westchnęłam i z wielkim trudem wydostałam się spod ciepłej i ostatnio ukochanej kołdry, po czym poszłam od razu do łazienki. Wolałam nawet nie zerkać na lustro. Nie chciałam zobaczyć swojej osoby w takim stanie. Przez ostatnie dni nie jadłam prawie w ogóle, ciągle ryczałam, a o prysznicu nie wspomnę, dlatego boję się siebie zobaczyć.

Przetarłam policzek, gdzie popłynęła łza i weszłam do kabiny, pod strumień gorącej wody. Nie chciałam znowu płakać w poduszkę, mimo, że pragnęłam tam wrócić i to właśnie robić. Uznałam, że to jest bez sensu. Bo co mi to da? Tylko opuchnięte, przekrwione oczy i jeszcze większy żal i smutek. Żal i smutek do samej siebie, czy do Bena?

Ben mnie zostawił, bez pożegnania, bez niczego. Nie powiedział, gdy pytałam czy wszystko u niego w porządku, a w dodatku się pokłóciliśmy. Boli mnie to, że nie chciał mi powiedzieć. Mi, swojej najlepszej przyjaciółce. Nie chciał pomocy, odtrącał ją.

Za to ja, czemu zareagowałam tak późno? Gdybym zauważyła co dzieję się z moim najlepszym przyjacielem, wiem, że wszystko by się poukładało, a Ben by żył. Jestem tego pewna, ponieważ nie odpuściłabym. Nie dałabym mu umrzeć, nie dałabym mu się dalej niszczyć. Jednak dostrzegłam to po fakcie, jak się marnował. I to jest najgorsze. Że mu nie pomogłam. To cholerne poczucie winy, to boli. Tak bardzo boli..

Umyłam dokładnie swoje ciało jak i włosy, wychodząc po chwili spod prysznica i wycierając się ręcznikiem. Ubrałam koronkową, brązową bieliznę, a włosy wysuszyłam i weszłam z powrotem do pokoju, podchodząc do szafy. Założyłam ciemne boyfriendy, a na górę czarną, zwykłą bluzkę z długim rękawem. Nie pomalowałam się, nie zależy mi abym wyglądała pięknie. Nie obchodzi mnie już to. Zeszłam powoli na dół i weszłam do kuchni, gdzie przy stole siedzieli moim rodzice. Widząc mnie, od razu znieruchomieli i tępo się we mnie wpatrywali. Wiem, że się martwią. Wiem, że nie chcą abym cierpiała, abym dalej się użalała, ale co mogę zrobić? Straciłam swojego najlepszego przyjaciela. Mojego Bena.

Nalałam sobie kawy i usiadłam na przeciwko nich, biorąc pierwszego łyka gorzkiego, gorącego trunku.

– Nie musisz tego robić, kochanie. – powiedziała cicho moja mama, twardo wpatrując się w stół. Wiem, że nie muszę, ale chcę. Chcę zacząć wszystko od nowa. Chcę się pozbierać, a wiem, że Ben też by chciał bym szła do przodu.

– Wiem mamo, ale to już postanowione. – westchnęłam. – Muszę to zrobić.

– Wiem, że przechodzisz trudny okres, ale..

– Przestań. – powiedziałam cicho. Nie chciałam, aby znowu zaczynała mnie przekonywać. Ja już postanowiłam i nikt nie odwróci mojej decyzji. – Wyjeżdżam i nie chcę, abyście to utrudniali. – przymknęłam oczy, by znowu się nie rozpłakać. Tak bardzo próbuję się powstrzymać. Nie chcę znowu znaleźć się w łóżku i siedzieć tam przez kolejne godziny, czy nawet dni. To boli, to bardzo boli, lecz próbuję.

– Skarbie, my zawsze będziemy za tobą. – odezwał się mój tata, odkładając gazetę i przenosząc wzrok na mnie. – Ale chcesz wszystko zostawić?

– Chcę zacząć od nowa. – westchnęłam wstając od stołu. – I proszę was, zaakceptujcie to. – spojrzałam i na tatę i na mamę, której widok mnie ukłuł. Nie chciałam, aby płakała. Nie chcę żeby myślała, że mnie przez to traci, że mnie nie zobaczy. Wciągnęłam głęboko powietrze i podeszłam do niej, przytulając się do jej pleców. – Mamo, będę was odwiedzać, zresztą wy przecież też możecie. – wtuliłam się w zagłębienie jej szyi. Tak ładnie pachnie. Nigdy zapach jej perfum się nie zmienia. Zawsze ma te same, swoje ulubione. – Nie znikam, po prostu wyjeżdżam. – gładziła delikatnie dłonią moje ramię. Kocham ją, jak i mojego tatę. Nie mogłabym sobie wyobrazić lepszych rodziców. Zawsze mogę na nich liczyć, bez względu na wszystko.

Obssesion / H.SOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz