- Podasz mi ser? - pyta Natasha smarując bułkę masłem.
Siedzimy we dwie przy stole w kuchni i przygotowujemy zapas prowiantu. Co prawda w Księdze Czarów (dalej nie mogę się przyzwyczaić i brzmi to okropnie!) jest zaklęcie umożliwiające wyczarowanie jedzenia, jednak gdy je przetestowaliśmy, książka obdarzyła nas czerstwym chlebem. Dlatego lepiej nie ryzykować.
- Ej, laski! - z salonu daje się słyszeć głos Austina. - Nie lubię kanapek z serem. A tak poza tym, macie gdzieś jeszcze jakiś scyzoryk? Wiecie, ja mój S Z W A J C A R S K I już zabrałem, ale drugi może się przydać...
Nie mam pojęcia gdzie w tym domu znajduje się scyzoryk, o ile w ogóle się znajduje.
- Myślę, że weźmiemy nóż - macham w stronę chłopaka przedmiotem, który trzymam w dłoni. - Jak skończymy robić kanapki z S E R E M, specjalnie dla ciebie.
- Ostrożnie z ostrymi przedmiotami - prycha, widocznie dając sobie spokój ze składnikami kanapek.
Pracujemy w ciszy. W tle słychać tykanie zegara, które po części nas mobilizuje, a po części uspokaja, gdyż zostało jeszcze sporo czasu. Tak, czterdzieści minut powinno starczyć. Skupiam się na robieniu kanapek. Po przygotowaniu ( Spoglądam na stosik obok mnie. Eh, nie chce mi się liczyć.) powiedzmy dużej ilości naszego specjału to już swojego rodzaju rutyna. Biorę bułkę, przekrajam na pół, smaruję masłem i układam plasterek szynki i sera. Zamykam kanapkę, owijam papierem śniadaniowym. I kolejna - bułka, przekrajam, masło, szynka, ser, papier.
- Dwadzieścia siedem - zauważa moja współpracowniczka, gdy odkładam kanapkę na stosik. - Niezły wynik w dziesięć minut.
- Skoro każdy zje dziennie cztery do pięciu kanapek, to mamy zapas na dwa dni - uśmiecha się głupkowato Austin. - A potem zostaje czerstwy chleb.
Zamorduję go kiedyś.
- Czy ty zawsze musisz wszystko psuć? - spoglądam na niego z wyrzutem.
- Ty lepiej nie gadaj tylko rób kanapki, bo nie wiem jak wy, ale jeszcze bardziej od sera nienawidzę czerstwego chleba - kolejna głupia uwaga i kolejny głupkowaty uśmiech. - Idę poszukać czegoś, co może się przydać. A wy tam pracujcie sobie, dziewczynki.
Poważnie zastanawiam się nad użyciem noża w celu innym niż robienie kanapek. Nie, Rosemary, nie rób tego. Nie chcesz spędzić całego życia za kratkami. Ugh, będzie ciężko.
•••
- Wiecie, gdzie w tym domu jest apteczka? - a było tak pięknie.
Robiłyśmy kanapki w ciszy (nie licząc nucenia Natashy) dobre dwadzieścia minut. Ten palant zdążył nawet skoczyć do sklepu, żeby wykupić wszystkie bułki, większość masła i prawie całą szynkę. Sera oczywiście nie kupił, chociaż go o to prosiłam. Muszę przyznać, że smarowanie bułek masłem i przekładanie szynką i serem jest naprawdę relaksujące.
- Poszukaj w kuchni, tu cię jeszcze nie było - prycham pogardliwie. - I weź coś na mózg, przyda ci się.
Chłopak mruczy pod nosem coś, co do złudzenia brzmi jak "pierdol się". Wzajemnie.
- Myślę, że starczy - odkładam na stosik kolejną kanapkę i teatralnie przecieram czoło ręką.
- A ja myślę, że należałoby to przeliczyć - Natasha uśmiecha się szeroko i zaczyna przekładać kanapki, zapewne tym samym je liczyć.
Boli mnie ręka. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że od smarowania bułek masłem na mojej dłoni odcisnął się kształt rączki noża. Auć. No ale czego się nie robi dla cioci (która widziałam na oczy ze sto lat temu). Przecież to też moja rodzina! Ach, ten sarkazm.
CZYTASZ
Quatron
FantasíaNiejasny list, bilety na nieistniejący autobus, nieaktualna książka telefoniczna i nazwisko - to wszystko, co ciotka Dorothy zostawiła przed swoim nagłym i niewyjaśnionym wyjazdem. Rosemary wraz ze swoją nieco pokręconą sąsiadką i półgłówkiem ze...
