#7 Drugie dno

195 25 7
                                        

Tunel zdaje się ciągnąć w nieskończoność. Skała stanowiąca ściany jest wilgotna, nie wspominając już, że niezliczona ilość nierówności uwiera, gniecie i kłuje mnie przy każdym ruchu.

Przeklęta jaskinia.

Austin czołga się przede mną, wtykając mi w nos swoje zabłocone i śmierdzące buty.

Wdech, wydech. Wdech, wydech...

Powtarzam w myślach jak mantrę. Staram się przekonać samą siebie, że w tunelu JEST powietrze i że się nie uduszę. Najgorsze jest to, że pan Jagoda zasłania mi cały widok i nie mam pojęcia, co jest przed nami i kiedy wreszcie ten głupi tunel się skończy. Mam nadzieję, że jak najszybciej.

Coś kapie mi na nos. Spoglądam do góry - sklepienie zdobią malutkie kropelki. Przypominając malutkie kryształki, ściekają powoli po skale, by w najniższym miejscu spaść mi prosto na nos. Obserwuję z uwagą krople, śledząc wzrokiem szlaczki, które tworzą na skale.

Nagle ziemia załamuje się podemną. Twarde podłoże, po którym przed chwilą się przemieszczałam, znika. Przez chwilę, która zdaje się być wieczością, widzę w powietrzu.
A potem zaczynam lecieć w dół. Gwałtownie spadam w pustkę. Ale czy na pewno? Po niecałej sekundzie ląduje na ziemi. No, prawie...  Ląduje na czymś twardym. W momencie upadku owo nietypowe podłoże zapada się z charakterystycznym brzęknięciem. Podnoszę się na łokciach.

Monety?

Leżę na stercie złotych monet. Tuż obok, to znaczy na ziemi, stoi uśmiechnięty Austin. Znajdujemy się w jaskini, ogromnej jaskini. Sufit jest na wysokości jakichś siedmiu metrów. Pod ścianą, pod którą znajduje się "mój" stos monet, znajduje się kilka innych pryzm złożonych z różnych drogocennych błyskotek. Jaskinia ma kształt litery L, tak przynajmniej sądzę, bo nie widzę wyjścia, które prawdopodobnie jest za zakrętem (świadczy o tym wielka plama światła na podłodze, jeśli można to tak nazwać). Jest duża, wręcz ogromna, jak na jaskinię. Ma powierzchnię równa połowie mojej sali gimnastycznej, która jest dość spora.

Uśmiecham się szeroko do chłopaka i zjeżdżam z góry monet jak ze zjeżdżalni. Muszę przyznać - niezła zabawa. Już chce rzucić w stronę Austina jakąś kąśliwą uwagę, gdy do moich nozdrzy dociera zapach dymu. Powoli odwracam głowę w tamtym kierunku i wydaję cichy pisk.

- Natasha! - rzucam się dzieczynie na szyję.

- Hejka. Wy żyjecie? - pyta się z powagą, jakby zaskoczona, że nas widzi. - Martwiłam się o was.

Ona się martwiła?

Wygląda nienagannie. Ubrana jest tak samo, jak przed ulewą. Jej długie, blond włosy opadają na ramiona i plecy, aż to pasa. Blada, alabastrowa skóra zdaje się być sucha i pozbawiona uszkodzeń mechanicznych. No i przede wszystkim - dziewczyna jest czysta.

- Jak ty to...? - pytam się zataczając ręką niedbałe koło. - Jesteś... Nieuszkodzona. Sucha, czysta...

- Zaklęcie tarcza - Natasha uśmiecha się jeszcze szerzej wskazując głową na księgę, która leży obok plecaka, przy niewielkim ognisku w kącie jaskini, które dopiero teraz zauważyłam. - Austin też nie wygląda źle...

Obie wybuchamy śmiechem.

- A jakbym był transwestytą? - udaje obruszonego.

QuatronOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz