Tak jak spragnionym beduinom na pustyni zbawienie przyniesie oaza albo chociaż studzienka, umierającego na febrę uratuje chinina, a ukąszonemu przez węża pomoże antidotum na jad, tak zagubionym w magicznej krainie nastolatkom pomoże rzeka. Właśnie taka, jak ta, nad której brzegiem stoimy. Jej nurt jest spokojny, prze co koryto rozległe, a woda mętna, co nie zmienia faktu, że nadal intensywnie niebieska.
Co dalej? Będziemy iść pod prąd, aż dojdziemy do jakiejś osady, bo przecież MUSIMY trafić chociaż na niewielką wieś.
- August... - z mojego gardła wyrywa się przeciągły jęk. - Zróbmy sobie przerwę.
- Naprawdę, Rosemary, wyszliśmy jakieś półtorej godziny temu, a ty już marudzisz? - wzdycha chłopak patrząc się na mnie z wyrzutem.
Marudziłam pięć minut po wymarszu, ale dobra.
- AŻ półtorej godziny temu! - zauważam podniesionym głosem.
Czuję, jak w moim ciele zaczyna zbierać się złość spowodowana egoizmem i brakiem wyrozumiałości ze strony Austina.
Dupek.
- Nie każdy był jakimś pieprzonym harcerzem, nie każdy ma taką kondycję jak ty! Półtorej godziny przedzierania się przez trawę to wystarczająco, by zorganizować postój! - krzyczę w stronę chłopaka.
- Przedzierania się przez trawę do kotek, Rosie. - Austin prycha lekceważąco.
- Tylko nie Rosie - odgryzam się i siadam na trawie. - I lepiej posadź ten swój przemądrzały tyłek na ziemi, bo ja przez najbliższe piętnaście minut się stąd nie ruszam.
W powietrzu daje się wyczuć ciężką atmosferę kłótni.
- Austin, myślę, że to dobry pomysł - wtrąca cicho Natasha i siada na trawie obok mnie.
Wygrałam. Chłopak siada z rezygnacją na ziemi.
Uświadamiam sobie, że chce mi się pić. No tak, przecież temperatura ciągle rośnie. Jest maksymalnie dwadzieścia parę stopni, ale nie ma jeszcze południa, więc wszystko się może zmienić.
- Wyczarujesz mi wodę? - zwracam się do blondynki, która jak zawsze przegląda Księgę.
- Co? - Natasha podnosi nieobecny wzrok znad liter. - A, tak, jasne... Najpierw sobie nalej.
Po tym krótkim oświadczeniu dziewczyna wraca do lektury. Nie mając wyboru, podchodzę do Augusta, który siedzi kawałek dalej.
- Ehhh... Austin, mogę kubek? - pytam się nieco onieśmielona kłótnią, która miała miejsce może minutę temu.
Chłopak bez słowa podaje mi metalowe naczynie. Widocznie postanowił mieć focha. Cóż innego mi pozostaje, jak czekać, aż mu przejdzie? Otóż jest jeszcze jedna opcja i zamierzam ją wybrać - odwzajemnić focha.
Dziecinne? I to jak! A jakie przyjemne i skuteczne... Tak, to zdecydowanie jest najlepsze wyjście.
Foch oficjalnie czas zacząć.
Podchodzę do grząskiego brzegu rzeki i napełniam metalowy kubek. Szturcham Natashę, żeby na moment zaprzestała czytania i rzuciła zaklęcie na zamuloną wodę.
Po chwili rozkoszuję się chłodnym płynem, który skutecznie orzeźwia i nawadnia mój zmęczony organizm.
Bosko.
Gdy kubek jest pusty, odkładam go na bok i kładę się na trawie. Niebo jest bezchmurne, ani jednego obłoczka, dlatego muszę przymrużyć oczy, żeby ograniczyć dopływ natrętnego światła.
CZYTASZ
Quatron
FantasyNiejasny list, bilety na nieistniejący autobus, nieaktualna książka telefoniczna i nazwisko - to wszystko, co ciotka Dorothy zostawiła przed swoim nagłym i niewyjaśnionym wyjazdem. Rosemary wraz ze swoją nieco pokręconą sąsiadką i półgłówkiem ze...
