- Dobra, Lou... - usłyszałem głos Harry'ego. - Gotowy na podejście drugie?
Popatrzyłem na niego i zmrużyłem oczy. Czy on do końca życia będzie mi wypominał tę chwilę słabości, kiedy zasnąłem na trawie? Będzie się ze mnie nabijał? Zaczynało być to denerwujące.
- Tak, Harold. Możemy wybrać się na spacer. I nie. Tym razem nie zasnę. - ubiegłem go, kiedy tylko otworzył usta by coś powiedzieć.
- Jestem pewien, że dzisiaj nie zaśniesz. - zaśmiał się, na co wywróciłem oczami. - Będziemy mieli ciekawsze rzeczy do robienia w nocy.
- Jeśli mamy iść, to chodźmy. - mruknąłem i wyminąłem bruneta.
Wyszedłem z naszej sypialni i zatrzymałem przed budynkiem. Długo nie musiałem czekać na swojego męża. Od razu ruszył za mną, słyszałem jego kroki za sobą. Objął mnie od tyłu długimi ramionami i pocałował w głowę. Po chwili ustami zszedł na dół i zassał skórę na mojej szyi.
- Hazz... Mieliśmy wybrać się na spacer. Jeszcze chwila, a zawrócę z powrotem do naszej sypialni. Z tobą, rzecz jasna.
- Na wszystko przyjdzie czas, kochanie. - szepnął mi do ucha, a ja zadrżałem.
Wypuścił mnie z objęć i splótł nasze dłonie razem. Obeszliśmy budynek i zaczęliśmy zmierzać w przeciwną stronę od naszego celu. Spojrzałem zdziwiony na chłopaka, lecz ten jedynie się do mnie uśmiechnął. Zdawał się dobrze wiedzieć, gdzie mnie prowadzi. Nie odzywałem się i nie zadawałem pytań. Chyba był z tego powodu zadowolony. Zatrzymaliśmy się dopiero po dziesięciu minutach. Przed nami znajdował się prostokątny, podłużny budynek. Ze środka dobiegały dziwne odgłosy.
- Philipe zaproponował nam dziś przejażdżkę, co ty na to? Umiesz jeździć konno? - posłał mi delikatny uśmiech.
Spojrzałem na niego jak na wariata. Chciał abym zginął? Skąd taki zwariowany pomysł? Na pewno mu się znudziłem i wynalazł to wspaniałe rozwiązanie na pozbycie się mnie. Upadek z rozpędzonego zwierzęcia nie wzbudziłby podejrzeń. Uznaliby to za jakiś nieszczęśliwy wypadek, zdarza się, prawda?
- To żart? - popatrzyłem na niego z nadzieją.
- To tylko sugestia, jeśli nie masz ochoty, to rozumiem. - powiedział spokojnie. - Moglibyśmy się przejechać zamiast spacerować. Ale nie naciskam.
Chwilę się zastanowiłem. Kiedyś miałem kilka lekcji jazdy konnej. Oczywiście to wszystko sprawka moich sióstr. Musiałem z nimi chodzić do stadniny, gdzie jeździły na kucykach. Zawsze przez dwie godziny siedziałem na ławce przy płocie i niesamowicie się nudziłem. To było męczące. Kiedyś ktoś zaproponował mi przejażdżkę. Pod namowami sióstr w końcu się ugiąłem i zgodziłem. Nie było to nic przyjemnego. Już pierwszego dnia obiłem sobie dość czułe miejsce. Później było już tylko lepiej. Spodobało mi się to i przyznam, że dalej kontynuowałbym naukę, gdyby nie ojciec. Już wtedy zapowiedział mi gdzie trafię po skończeniu szkoły. Nie miałem co marzyć o studiach. Trafiłem do wojska. To właśnie to miejsce mnie kształciło. I możliwe, że zamieniłbym się w własnego ojca, gdyby nie właściciel nieziemsko pięknych zielonych oczu.
- Lou? - usłyszałem ponownie i dopiero teraz spojrzałem na Harry'ego.
Bacznie mi się przyglądał. Próbował odgadnąć moje myśli. Dość często to robił i zwykle znał mnie lepiej niż ja sam. Uśmiechnąłem się delikatnie i skinąłem głową.
- Nie ma problemu. - zapewniłem. - Kiedyś jeździłem, ale to było dawno. Jeśli zginę, zabiję cię. - obiecałem.
- Ale jak mógłbyś to zrobić, skoro byłbyś martwy? - zapytał rozbawiony.
CZYTASZ
Yes, sir! ~Larry ✔
Fanfiction#1 w ff || - Baczność, Styles! - warknął niebieskooki. - Pewna część ciała już mi stoi na baczność, sir! - odparł chłopak, a na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech zadowolenia. - Pieprz się, Styles. - dodał, lekko się czerwieniąc. Spojrzał na...