Goście zaczynają powoli częstować się przekąskami i popijają szampana, którego podają cały czas krążący kelnerzy. Korzystając z okazji, że John gawędzi z jedną ze swoich ciotek, podchodzę do Mary, upijając trochę napoju niskoprocentowego.
– Harry nie przyszła. – Mary mówi od razu, gdy stanę obok niej. Przyjaciółka chyba czyta mi w myślach, ponieważ chciałam porozmawiać z nią o tym samym. – John stara się udawać, że się tym nie przejmuje, ale to go strasznie zraniło. Widziałam to w jego oczach.
– Wesele się dopiero zaczęło. – Kładę przyjaciółce dłoń na ramieniu i uśmiecham się pocieszająco. – Jest dla niej i dla Clary zostawione miejsce, w razie gdyby się pojawiły. Powiedziała, że postara się być, trzeba w nią wierzyć. A major Sholto?
– Też jeszcze się nie pojawił. – Sarkam i dopijam szampana do końca. Niech ludzie myślą co chcą, ale po prostu tego potrzebowałam.
– Dwie osoby, na którym mu najbardziej zależało. – Odkładam kieliszek na tacę przechodzącego obok kelnera, zakładam ręce na piersiach i zerkam w stronę Johna. – Nawet my mu tego nie wynagrodzimy naszą obecnością.
– Lizzie przestań. – Przenoszę wzrok na przyjaciółkę. – Najważniejsze dla niego osoby są tutaj razem z nim i to się liczy. – Uśmiecham się do niej szeroko, wiedząc, że Watson zrobił najlepszą rzecz w życiu żeniąc się z nią.
– O czym tak gawędzicie drogie panie? – Nagle pomiędzy nami pojawia się John z subtelnym uśmiechem na twarzy. Obejmuje nas w talii i patrzy to na mnie to na swoją żonę.
– Obgadujemy cię. – mówię żartobliwym tonem i kładę mu dłoń na ramieniu. Puszczam oczko do Mary, na co John kręci głową z niedowierzaniem. – Miałyśmy do wyboru jeszcze Sherlocka, ale on by to usłyszał z drugiego końca sali.
– W sumie racja. – Nagle John prostuje się, a jego mimika się zmienia. – O wow. Przyszedł.
Wraz z Mary wymieniamy się spojrzeniami, a następnie kierujemy wzrok w tę samą stronę co Watson. Przez drzwi od strony ogrodu wchodzi mężczyzna w mundurze. Długo mi nie zajmuje zrozumienie kim on jest. John rusza w jego stronę z subtelnym uśmiechem na twarzy.
– A jednak się pojawił – mówię z szerokim uśmiechem, przyglądając się przyjacielowi. Może stara się tego aż nadto nie okazywać, ale widać, że jest bardzo szczęśliwy.
– Więc to on. – Zerkam na Holmesa, który staje obok mnie, splatając swoje dłonie za plecami. – Major Sholto. – Wypowiedział te dwa słowa takim tonem, jakby był zazdrosny. Chcociaż gdyby to była prawda, to wcale bym się nie zdziwiła. – Rzadko o nim wspomina jak na przyjaciela.
– Mnie ciągle o nim mówi. – Rzucam Mary wymowne spojrzenie. Przyjaciółka unosi tylko brwi i bierze łyk wina, a następnie robi dziwną minę. – Sama wybrałam to wino. Ohyda.
Marszczę brwi i spoglądam to na pannę młodą to na alkohol w kieliszku. Niemożliwe, aby wino się zepsuło, jeżeli dopiero dzisiaj zostało otwarte. Chyba że...
– Pokaż. – Nie zważając na nic zabieram przyjaciółce kieliszek i upijam trochę białego wina. Jest cholernie dobre, więc wniosek jest prosty. – Mary, czy ty...
– Na pewno mówił o nim? – Sherlock przerywa mi, a następnie kładzie swoją dłoń na mojej talii. Ściska ją trochę mocniej, jakby chciał dać mi znać, żebym zatrzymała to pytanie na później. – Nigdy o nim nie mówi.
– Jest odludkiem, od kiedy... Nie sądziłam, że się pojawi. – Przytakuję łagodnie, przypominając sobie dzień planowania wesela. Jasno dała nam do zrozumienia, że według niej nie ma sensu pozostawiać dla niego miejsca. – Najmniej towarzyszki znajomy Johna.
CZYTASZ
Let's Play Again • Sherlock Holmes
FanfictionPo śmierci Moriarty'ego i Holmesa wszystko się zmieniło, a może raczej wróciło do normy? Londyn zaczął być nadwyraz normalny, a przestępczość ograniczyła się do drobnych kradzieży bądź bójek w barach. Mieszkańcy żyli tak, jakby nic się nie stało. Je...