25. No tak... Idealny wizerunek...

2.9K 195 4
                                    

POV Camila

Było idealnie. W ręce trzymałam kwiaty od cudownej kobiety, do której się właśnie przytulałam, popijałam kawą, którą również mi kupiła. Słońce świeciło jasno, co jest rzadko spotykane w listopadzie. Wszystko to otaczała aura spokoju i szczęścia.

Kiedy rozmyślałam o Lauren, ta nagle pociągnęła mnie w lewo. Zeszłyśmy ze ścieżki na trawę, przez drzewa, a potem na kolejną kamyczkową drogę oddaloną od drugiej o mniej więcej 3 metry.

- Laur, co ty robisz? - Zapytałam wyraźnie zdziwiona jej zachowaniem. 

Przed chwilą jeszcze spokojna twarz kobiety ze szczęściem wymalowanym na jej buzi teraz przekształciła się w niepokój i paranoję. 

- Nic, znaczy się... Chciałam cię pocałować. - Ostatnie zdanie prawie wykrzyczała. 

- Mogłaś to zrobić również tam. - Podniosłam jedną brew, patrząc na nią krytycznym wzrokiem.

- Właściwie to... Właściwie to nie! - Podniosła palec wskazujący ku górze. - Bo widzisz Camila. - Kontynuowała, a ja od razu wiedziałam, że coś było nie tak. - Stało tam kilka paparazzo i mogliby nas przyłapać, co oznaczałoby zniszczenie naszych karier. 

- Aha. - Burknęłam. Zdawałam sobie sprawę, że brunetka coś ukrywa. Może nie znałam jej długo, ale pewna część mnie mówiła mi, że powie to później. 

- Camz, jesteś zła? - Zielonooka zmarszczyła brwi wykrzywiając twarz w niezrozumieniu. 

- Tak. - Pewnie odpowiedziałam.

- Jak pewnie. Co się stało?

Kłamiesz mi prosto w oczy. 

Pomyślałam.

- Mówiłaś coś o całusie, a ja go nadal nie otrzymałam. - Nim się obejrzałam byłam plecami przyciskana do kory drzewa w objęciach Lauren.

- A no może mówiłam. - Na jej twarzy pojawił się uwodzicielski uśmiech. Chwilę potem nasze usta były złączone w czułym pocałunku.

°*°

- Mogę wstawić nasze zdjęcie? - Spytałam patrząc prosto w jej piękne, zielone niczym szmaragdy oczy. 

- Camzi dobrze wiesz, że nie. - Poprawiła mnie na swoich kolanach. Byłyśmy u niej w domu, w salonie i właśnie kończyłyśmy obiad. - Ludzie mogą mówić różne rzeczy... 

- No tak... Idealny wizerunek... - Prychnęłam bardziej do siebie, ale przez małą odległość pomiędzy mną a kobietą, byłam pewna, że to usłyszała.

- Ile razy muszę ci to mówić? Tu nie chodzi tylko o mnie! Ktoś się dowie i obie kurwa leżymy. Zrozum to. - Sfrustrowana prawie wykrzyczała.

Nastała cisza, a ja właśnie myślałam, jak to ja umiem wszystko zepsuć.

- Przepraszam... - Szepnęłam wtulając się w tors kobiety. - Zachowuję się egoistycznie, przepraszam.

- Tym razem nie zaprzeczę. - Cudny i uroczy dźwięk jej śmiechu wypełnił pokój, w którym się znajdowałyśmy. - To nie twoja wina, trochę za mocno zareagowałam. Zresztą proszę, nie droczmy się. - Jej ręką znalazła się na moim brzuchu lekko go gładząc. 

- Powiedziałabym coś, ale nie chcę się droczyć. - Cicho się zaśmiałam. - Co nie zmienia faktu, że chce wiedzieć co się stało dzisiaj na spacerze. Proszę, nie kłam.

- Ehhh... - Nerwowo wypuściła powietrze ze swoich płuc. - Idąc zauważyłam Austina i... 

- Sinuhe. - Przerwałam jej.

- Tak. - Nieśmiało kiwnęła głową. 

- Cóż... - Szczerze to w tamtej chwili nic nie czułam. Przecież to logiczne, że skoro mieszkają na Manhattanie to prędzej czy później pójdą do Central Parku. 

- Myślałam, że będziesz zła lub smutna lub w szoku... 

- Lauren, owszem jestem zła, ale ile można? Nie raz będę ich pewnie spotykała gdziekolwiek... Ale to nie zmienia faktu, że muszę się go oficjalnie pozbyć z mojego życia i tych popieprzonych papierów... 

- Tego się nie spodziewałam... - Szepnęła. - Wszystko załatwimy, już niedługo będziesz moja, tylko moja. Obiecuję. - Cicho powiedziała i mocniej objęła mnie ramionami. Wtuliłam się w zgięcie w jej szyi. Chwilę później jej usta powoli całowały moją całą głowę, a jej ręka bez pośpiechu przemieszczała się pod moją koszulką czasem lekko drapiąc i sprawiając mi tym przyjemność, powodując tym u mnie ciche pomruki.

°*°

Camren Effect | NIE BĘDZIE KONTYNUACJIOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz