54. Trzynaście kroków w ciemność

5K 557 240
                                    

Ból promieniuje od szczęki aż do skroni, gdzie łączy się z kolejnym ciosem. Tym razem uderzenie zwala mnie z nóg i gdzieś pod czaszką wzmaga ostre pulsowanie.

- Szpiegujemy, ha?

Podnoszę głowę, trzymając się za bolącą szczękę.

- No to pokaż, co potrafisz. - Mężczyzna szybkimi ruchami odpina guziki marynarki i jeszcze szybciej ją zdejmuje. - No już. Nie chcę jakiejś posłusznej bestyjki, która da się zerżnąć, zanim mrugnę okiem. Jeszcze Polka mi się trafiła. - Śmieje się, rzucając marynarkę na stolik. Czarny materiał przykrywa tablet. - To twój pierwszy wieczór, ha? Masz nadzieję, że ci się upiecze. - Poluzowuje krawat. - Powiedzieli, że jesteś buntowniczką. Śmiało, pokaż pazurki.

Poprawia okulary i z uśmiechem patrzy, jak podnoszę się z podłogi. Nogi plączą mi się o tę cholerną suknię.

- Pokaż swoje sztuczki. Wrzeszcz, gryź, kop, stawiaj opór. Co tylko chcesz. - Wyciąga do mnie dłonie i gestem zachęca, bym podeszła bliżej. Na chudych palcach błyskają pierścienie.

Nie podchodzę, ale on nie zamierza czekać. Łapie mnie za włosy i szarpie ku sobie. Mój niekontrolowany wrzask wyzwala w nim okrzyk zadowolenia.

- Ha! Nieprzyjemnie, co? Dla ciebie nie ma być przyjemnie.

- Poczekaj. - Łapię go za ręce i próbuję od siebie odciągnąć. - Mam dla ciebie propozycję. Lepszą niż to...

Puszcza moje włosy, ale ściska za rękę, żebym nie mogła się odsunąć.

- Potrzebuję pomocy... nie, potrzebuję przysługi. W zamian dostaniesz pienią... 

Nie kończę, bo mocno chwyta mnie za brodę. 

- Chcesz mnie przekupić? Nie tędy droga. Nie ma u mnie przysług. - Wpatruje mi się w oczy, z żądzą, rozkoszą, nienawiścią. - Dasz się zerżnąć po dobroci?

- Nie.

Moja zdecydowana odpowiedź spotyka się z uśmiechem. Wściekłość narasta we mnie z każdą sekundą. Jest silny. Wiele mu nie zrobię gołymi rękami. Muszę znaleźć coś ciężkiego. Muszę się bronić.

Wyrywam mu się i rzucam w stronę regałów. Szpilki i suknia spowalniają moje ruchy, ale udaje mi się dopaść półki na wysokości moich oczu. Ściągam figurkę jednej z trzech mądrych małp. Jest cięższa, niż myślałam. To dobrze.

Odwracam się, ściskając ją mocno, gotowa zadać cios, ale wtedy on popycha mnie na regał. Jakieś przedmioty z łoskotem spadają na ziemię. Coś uderza mnie w ramię, a kawałek dalej rozlega się trzask tłuczonego szkła.

Mężczyzna nie czeka ani chwili. Zbliża się, a kiedy chcę go uderzyć, wytrąca mi figurkę. Małpka zasłaniająca oczy ląduje na podłodze ze dwa metry ode mnie. Co teraz?

Teraz mocne, na chwilę odcinające świadomość uderzenie w szczękę. Tym razem nie otwartą dłonią, ale pięścią. Metaliczny posmak w ustach nie pozostawia wątpliwości, że jeden z pierścieni rozciął mi wargę. Ale zęby chyba są całe...

Próbuję uniknąć kolejnego ciosu, jednak jestem zamroczona, a plamy przed oczami nie chcą ustąpić. Dostaję kolejny raz, w brzuch. Kiedy opadam na ziemię, kalecząc dłoń na rozbitym szkle, czuję kopnięcie w żebra.

- Rozczarowujesz mnie - wycedza facet z niezadowoleniem. Kuca przy mnie i odsuwa na bok moje włosy. Dotyka miejsca, w którym miałam czip. Boleśnie je przyciska, a potem parska. - Wcale nie jesteś szpiegiem, ha? Powiedzieli tak, żeby więcej zarobić.

Czuję, że się odsuwa. Odchodzi kilka kroków, a ja biorę parę głębszych wdechów. Nie myśl o tym, jak to boli. Zbierz się do kupy. Musisz się bronić. Musisz. Się. Bronić.

Sadystka ✔Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz