Rozdział 35

2.4K 165 68
                                        

Mogą pojawić się błędy!

***

Pewien rozwścieczony Nietoperz krążył po jedynym z niewielu pomieszczeń znajdujących się w Lochach, nie wyglądającym niczym cela w Azkabanie - po swej prywatnej komnacie. A dokładnie prywatnych komnatach, naruszonych przez troje intruzów nie używających mózgów, mimo domniemanego posiadania tego jakże cennego organu.

Jego wszystkie mięśnie były napięte, usta zaciśnięte, tworzące wąską linie. Czarne szaty falujące przy każdym ruchu wydawały się ciąć powietrze.

Natomiast oczy mężczyzny były utkwione w trójce nastolatków stojących przy drzwiach do jego królestwa.

- Bezmyślne bachory! Zdajecie sobie sprawę, co właśnie zrobiliście?! Bezmózdzy idioci! - rzucał w ich stronę obelgami, co i tak było wyrazem jego opanowania, gdyż najchętniej torturowałby ich długie godziny, żeby na końcu ich zabić.

Jednak zdecydowanie nie miał czasu na realizację swojej, jakże pięknej fantazji, dlatego postanowił ograniczyć się jedynie do wyzwisk i morderczego spojrzenia.

- Może i Potter nie grzeszy inteligencją, wysyłając wam list w tej sytuacji, ale nie można wymagać od niego za wiele. To wy powinniście zachować się odpowiedzialnie i nie wybiegać jak poparzeni z Wielkiej Sali! Szczególnie ty, Malfoy - posłał Ślizgonowi znaczące spojrzenie - Zamiast uspokoić te dwie narwane Gryfonki, poleciałeś za nimi, jakby się gdzie paliło. Najwyraźniej twój związek z Granger nie ma na ciebie tak dobrego wpływu, jakby można byłoby przypuszczać - warknął - Przez wasze szczeniackie zachowanie ten stary Trzmiel coś podejrzewa i nie spocznie póki nie dowie co było przyczyną waszego pośpiechu. Wszyscy jesteście siebie warci! Wiedziałem, że związek idioty Pottera i jeszcze większego idioty Riddle'a, źle się skończy - dodał ciszej, jakby mówił do siebie - A za chwilę na świecie pojawi się krzyżówka tych imbecyli. To jak koniec świata. Merlinie broń!

-_-_-_-_-_-_-

W tym samym czasie na pewnej wyspie.

Zielonooki nastolatek leżał na wygodnym hamaku, o który wybłagał Czarnego Pana. Przy przywiązywaniu materiału do dwóch rozłożystych palm, Tom miał ochotę utopić się w kałuży. A raczej utopić pewnego irytującego nastolatka, przez którego pięć razy zmieniał wysokość hamaka, tak żeby w końcu ta zadowalała jego kochanka.

I mimo że miał do dyspozycji różdżkę, narzekanie oraz wygórowane oczekiwania zielonookiego, mało nie doprowadziły Riddle'a do załamania psychicznego. A kiedy w końcu udało mu się sprostać wszystkim jego wymaganiom, w trybie natychmiastowym ulotnił się z zakresu wzroku młodszego, żeby przypadkiem ten nie wymyślił mu kolejnego wspaniałego zadania.

Natomiast Harry, zupełnie nie świadomy myśli starszego, wylegiwał się w cieniu palm, dłonią gładząc swój coraz większy brzuszek.

Tak mogę żyć.

W pewnym momencie kichnął, co według niego było bardzo dziwne. Przecież na tej wyspie było wręcz gorąco, więc nie przeziębienie było tutaj wręcz nie możliwe. Dodatkowo przez ciąże bardzo o siebie dbał, nie chcąc zaszkodzić dziecku.

Czyli jest tylko jedno wyjaśnienie...

Ktoś mnie obgaduje!

- TOM!

Riddle słysząc wzywający krzyk Pottera, jęknął żałośnie i bardziej zakopał się pod kołdrę pod którą leżał. Może sypialnie nie była najlepszą kryjówkę przed zielonookim, ale zawsze była lepszym rozwiązaniem niż przebywanie w pobliżu Harry'ego, szczególnie kiedy jego hormony szaleją.

I WouldOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz