- Och?
Tylko tyle powiedziała Hitomi, gdy zobaczyła Shoto w biurze Endeavora. Zaraz jednak uśmiechnęła się i weszła śmiało do pomieszczenia.
- Co za spotkanie! - poprawiła snajperkę na plecach. - Nie spodziewałam się ciebie tutaj! - zwróciła się do Shoto.
- Wzajemnie. - powiedział spokojnie. - Co tutaj robisz?
- Zapytaj swojego tatę. Nie powiedział ci? - uniosła brew i spojrzała na Endeavora.
Ten z kolei jedynie spojrzał na nią z góry i nic nie powiedział. Wyraźnie ukazywał swoją niechęć. Pani Kikuchi wspominała, że ten człowiek ma lekkiego „fioła na punkcie Darów". Hitomi nie była pewna, o co chodzi, ale teraz widziała, że definitywnie żywił niechęć do Bezdarnych. A przynajmniej do niej. Ciekawe dlaczego...
- Pani Kikuchi wysłała nas w ramach treningu do różnych agencji. - wzruszyła ramionami Hitomi. - Mi przypadła agencja Endeavora. Więc jesteście na mnie skazani przez ten tydzień. - wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Chyba nie myślisz, że będę cię niańczył? - odezwał się w końcu Endeavor.
- Nie, no skąd! - machnęła ręką Hitomi. - Zapewniam Pana, że nie ma takiej potrzeby! Jako prawie dorosła i w miarę samodzielna obywatelka potrafię o siebie zadbać! - wypięła dumnie pierś.
O ile Endeavor wydawał się teraz jeszcze bardziej zniechęcony, na twarzy Shoto pojawił się ledwie zauważalny uśmiech. Hitomi nie pozwoliła po sobie poznać, jak wielką sprawiło jej to satysfakcję.
- Nie rozumiem, po co Kikuchi każe mi się z tobą użerać. - mruknął bohater.
- Mogę być przydatna. - teraz Okada wyjęła usta, udając urażoną. - Profesorka powiedziała, że mam tu poćwiczyć jako snajper.
- Snajper? - spojrzał na nią z góry. - Taka marna istota jak ty ma być snajperem?
- Jest naprawdę dobra. - wtrącił się Shoto. - Przecież widziałeś na Festiwalu.
Endeavor spojrzał na syna, a potem jeszcze raz zmierzył Hitomi wzrokiem. Ta jedynie posłała uśmiech w kierunku Shoto.
- Zbierajcie się. - zarządził w końcu Endeavor. - W końcu macie mieć tutaj praktyki. W takim razie pokażę wam, na czym polega praca bohatera.
Hitomi zerknęła na Shoto, który złapał jej spojrzenie. Nie uśmiechnął się, ale w jego oczach dziewczyna dostrzegła iskierki sympatii. W duchu sobie pogratulowała. To był dobry początek!
~*~
Hitomi czuła na sobie uważne spojrzenie Shoto, gdy zakraplała sobie oczy. Jednak nie mogła się teraz rozproszyć przy tak skomplikowanej operacji. Niewłaściwe zakroplenie oczu należało do listy najbardziej niepożądanych rzeczy przez Hitomi. Był to zabieg, za którym absolutnie nie przepadała, ale miała świadomość, że jest konieczny.
Kropelka płynu spadła na jej gałkę oczną, a ona od razu zamrugała kilkakrotnie, starając się pozbyć uporczywego pieczenia.
- Parszywe ustrojstwo! - syknęła.
- Dlaczego więc tego używasz? - zapytał Todoroki z wyraźnym rozbawieniem w oczach.
- Bo muszę. - jęknęła Hitomi. - Oczy to najważniejsza część ciała dla strzelca. Tak przynajmniej mówi pani Kikuchi. Choć, z drugiej strony, zawsze powtarza, że „idealny strzelec potrafi trafić w cel z zamkniętymi oczami". - starała się naśladować głos profesorki.
- Według mnie jesteś już bardzo dobrym strzelcem. - Shoto przechylił głowę.
- Ale nie idealnym. - westchnęła Okada i odchyliła się na krześle. - A taki właśnie jest mój cel - zostać idealnym strzelcem! Kimś, kto trafi w cel z zamkniętymi oczami!
- Ale mimo wszystko bardzo dbasz o swoje oczy.
- Bo jeszcze daleko mi do ideału. - Hitomi roześmiała się, położyła ręce na stole i oparła podbródek na dłoni. - Wiesz, że ty masz bardzo ładne oczy?
Todoroki teraz spojrzał na nią zaskoczony. Hitomi jednak mówiła to, co myślała. A myślała, że Shoto ma naprawdę ładne oczy.
- Takie dwukolorowe. - dodała z uśmiechem. - Niesamowite.
- Ja... Dziękuję... Chyba... - Todoroki widocznie nie wiedział do końca, jak zareagować.
- Nikt nigdy ci tego nie powiedział? - zapytała Okada.
- Nie.
- To dziwne. Na pewno więcej ludzi tak uważa. - wzruszyła ramionami i znów odchyliła się na krześle.
Todoroki chwilę się jej przyglądał. Jakie oczy miała Hitomi? Zielone, z domieszką szarości. Bardzo o nie dbała. Codziennie je zakraplała i zawsze chroniła. Nawet kupiła okulary przeciwsłoneczne, żeby niejako chronić oczy przed wybuchami, z którymi miała do czynienia. Tak przynajmniej mówiła Hitomi. Shoto jeszcze nie miał z nią wspólnej misji. Endeavor jednak wysyłał Hitomi codziennie na jakieś zadanie. Z reguły było to unieszkodliwianie jakiś grup przestępczych. Hasło „unieszkodliwianie" w ustach Endeavora miało jednak jakąś złowieszczą nutę. Bohater nigdy nie wypuścił na misję swojego syna wraz z Hitomi. Dziewczyna wychodziła sama, uzbrojona w snajperkę, pistolet i parę granatów ogłuszających.
- Okada, czy dzisiaj masz jakąś misję? - zapytał Shoto.
Dziewczyna lekko się skrzywiła i odwróciła wzrok w bok.
- Tak. Mam zająć się grupą, która podobno ma magazyn broni gdzieś niedaleko stąd. A czemu pytasz? - spojrzała na niego pytająco.
- Pomyślałem, że może mógłbym ci pomóc.
Wbiła w niego czujne spojrzenie, które zaraz jednak złagodniało.
- To miłe, ale nie musisz. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Wiem, że nie. Ale chciałbym.
- Uwierz mi, Todoroki. - Hitomi przeciągnęła się na krześle. - Ani ty, ani ja nie chcielibyśmy, żebyś mnie zobaczył na takiej akcji. Niestety, tutaj muszę wyrazić swoje poparcie dla twojego tatuśka, że cię nie wysyła ze mną.
W tym momencie otworzyły się drzwi do pokoju i stanął w nich Endeavor. Nastolatkowie od razu pomyśleli, że przyjdzie im otrzymać solidny opieprz, że obgadują bohatera numer 2. Jednak Endeavor tylko zmierzył ich swoim tradycyjnym spojrzeniem i powiedział:
- Idziecie na tę misję razem. I powiem wam tylko tyle, że macie wrócić z niej żywi.
