Rozdział 47

730 87 20
                                        

Kotori po raz kolejny była zmuszona uniknąć strzału Hitomi. Jakim cudem ta dziewczyna tak dobrze sobie radziła z tylko jednym okiem? I dlaczego się nie wahała? Czyżby tak bardzo pragnęła śmierci Kotori?
Rzuciła bombę. Hitomi sprawnie jej uniknęła i wystrzeliła linkę na kolejny budynek. Strzeliła z pistoletu, ale Kotori się uchyliła. Schowała się za jednym z domów i otworzyła wirtualną mapę. Od razu zobaczyła, gdzie jest każdy z jej sojuszników.

- Co się stało, Kotori? - krzyknęła Hitomi. Czekała na jednym z dachów. Podejście bliżej było zbyt niebezpieczne. Musi poczekać, aż Kotori wyjdzie. - Gdzie podziała się Parasite, która pokonała mnie dwa razy?

Kotori zacisnęła usta. Klikała w ikonki swoich sojuszników. Wtedy na chwilę pojawiał się obraz tych, z którymi walczyli. A Kotori szukała tylko jednej osoby. W końcu go znalazła. Chimera walczył z kilkoma młodymi bohaterami. W tym z Todorokim. Dziewczyna wyłączyła mapę i chwyciła pewniej karabin. Musi się jakoś stąd wydostać. Ale jakkolwiek chciałaby się wymknąć, Hitomi ją zauważy. Tak czy inaczej, będzie musiała się z nią zmierzyć.

- Co jest, Kotori? - zawołała znów Hitomi. - No wyjdź. - na chwilę zamilkła. Po chwili znów się odezwała: - Właściwie, to czemu ty im pomagasz?

Kotori złapała się za głowę. Nie wiedziała. Już nic nie wiedziała. Pogubiła się w tym wszystkim. Zupełnie jak wtedy, po śmierci rodziców, kiedy nie umiała się odnaleźć w zupełnie nowym życiu.

- Jaki jest twój cel? - pytała dalej Hitomi. - Dlaczego tak długo nam pomagałaś, skoro potem i tak nas zdradziłaś?

- Ja... - Kotori zadrżał głos. - Ja nie wiem... Tak wyszło!

- Miałaś cel. - warknęła Hitomi. - Jaki?

Kotori odetchnęła głęboko. Musi ją jakoś odgonić. Potem zabije Shoto i zniknie. Może nawet nie wróci do Ligi, choć tak naprawdę nie była ona taka zła. Pomyślała o Todze, która czasem zachowywała się jak totalna wariatka, ale jednocześnie kochała i troszczyła się o swoich przyjaciół. Twice, który wcale nie był złym człowiekiem i starał się działać w całości mimo swojej rozdwojonej osobowości. Shigaraki, który chciał jedynie osiągnąć swój cel, bo coś, co wydarzyło się w jego dzieciństwie, zrujnowało jego życie. Kurogiri, który czasem zachowywał się jak ojciec Ligi i na niektóre ich wybryki opadały mu ręce. No i Dabi, który pragnął jedynie, by jego ojca dosięgnęła sprawiedliwość po tym, co zrobił swoim dzieciom.
Czy to naprawdę... Byli źli ludzie? A Kotori? Czy była zła? Czy to desperackie szukanie celu w swoim życiu było złe? Kotori nie wiedziała. I może nigdy się nie dowie. Jedyne, co teraz wiedziała, to że musi stąd uciec.

Zacisnęła zęby, wyjęła swoją ostatnią bombę. Odbezpieczyła ją i rzuciła w stronę Hitomi. Szybko wychyliła się zza budynku i strzeliła w bombę. Natychmiast wybuchła, a Hitomi nie zdążyła jej w pełni uniknąć. Eksplozja odrzuciła ją i dziewczyna wylądowała boleśnie na ziemi. Stęknęła i zaczęła się powoli podnosić. Kotori wykorzystała jej oszołomienie i szybko wyjęła z kieszeni średnich rozmiarów kulę. Nacisnęła guzik na niej, rzuciła ją w stronę Hitomi. Kula się rozłożyła i w końcu naprzeciw brunetki stanął człekokształtny robot. Jego oczy zaświeciły się złowrogo, gdy wymierzył do Hitomi ze swoich robotycznych dłoni. Kotori skonstruowała go całkiem sama.

- Daj mi spokój, Hitomi! - krzyknęła i odwróciła się. - Po prostu przestań wchodzić mi w drogę!

Wystrzeliła linkę i skierowała się w stronę, gdzie był Chimera.
Hitomi podniosła się i odzyskała werwę. Uniknęła pierwszej salwy strzałów robota. Przy drugiej, jeden z pocisków drasnął ją w ramię, rozrywając materiał jej kurtki. Hitomi wiedziała, że Kotori musi być już zmęczona. Walczyły już naprawdę długo, goniły się i ukrywały, ale żadna z nich nie chciała odpuścić.
Hitomi pomyślała, że Shoto porządnie ją opieprzy za to, że tak długo jej nie było. A co dopiero powie jej mama, gdy się dowie, co tutaj się wyrabiało! No szlaban ma jak w banku!

Quirkless - Todoroki Shoto x OCOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz