- Hitomi... - wydyszał Shoto.
- Hm? - na jej ustach zagrał figlarny uśmieszek.
- Czy ty... Nie masz innych zajęć? - Todoroki zacisnął zęby i otarł pot z czoła.
- Ależ skąd! - dziewczyna nie zmieniła pozycji. - Mam chwilę wolnego, więc muszę to dobrze wykorzystać...
- Wpatrując się w moją klatkę piersiową? - lód, który otoczył beczkę Todorokiego, sprawnie ominął Hitomi.
Dziewczyna jedynie wyszczerzyła zęby w uśmiechu, nie odrywając wzroku od magnetyzujących mięśni Shoto. Takie widoki nie zdarzają się codziennie! Hitomi postanowiła więc wykorzystać chwilę wolnego na własne przyjemności.
Tym sposobem siedziała po turecku na ziemi i z błyszczącymi oczyma wpatrywała się w każdy pracujący mięsień swojego przyjaciela, jakby starała się zapamiętać każdy możliwy szczegół tych cudów. Ach, jakiego ona miała gorącego przyjaciela!
- Co w tym złego? - wzruszyła ramionami. - Jestem dziewczyną i też mam swoje potrzeby.
Todoroki stworzył falę ognia, roztapiając lód. Znów jego Dar ominął Hitomi. Ta nawet nie drgnęła. Shoto zacisnął usta. Czyli ona aż tak mu ufała? Nie bała się, że nieopatrznie ją zamrozi lub oparzy? Czy ona wiedziała, co to strach? Myśl, że mógłby jej nieumyślnie zrobić krzywdę napawała go niepokojem. A jednak nie kazał jej odejść. W takiej sytuacji, gdy musiał dodatkowo kontrolować swoją moc, by nikogo nie skrzywdzić, bardziej się skupiał i dodatkową ćwiczył swoją kontrolę. Nie wątpił, że Hitomi również o tym wiedziała i to był jeden z powodów, dla których tu siedziała. By mu pomóc.
- Spokojna twoja głowa, Shoto. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Przecież nic mi nie będzie.
- Nie mniej jednak, to niebezpieczne. - spojrzał na nią uważnie.
- Byłam w bardziej niebezpiecznych sytuacjach i jeszcze żyję. - machnęła ręką.
- Na przykład? - Todoroki dostrzegł swoją szansę na dowiedzenie się więcej o swojej przyjaciółce.
Hitomi się zastanowiła. Ile takich sytuacji było? Ogrom. Wybrała jedną z nich. Dość dawną.
- Kiedyś dostaliśmy zadanie, by odbić zakładnika od jakiegoś gangstera. - wzruszyła ramionami, ale uśmiech zszedł z jej twarzy. - Nie mieliśmy zbyt wiele informacji i dlatego cała akcja prawie spaliła na panewce. Okazało się, że zakładnika pilnowało z dziesięciu chłopa. W dodatku przywiązali do niego bombę, więc jeden błąd i... - wzięła wdech. - I po całej akcji. Musiałam więc pozbyć się wszystkich i rozbroić bombę. Tak też zrobiłam. Uwolniłam zakładnika i on uciekł. - przed oczami stanął jej obraz, którego nie lubiła sobie przypominać. Strach i obawa w oczach uratowanej osoby. „Nie zabijesz mnie, prawda?". Odwieczne pytanie tych, którzy byli świadkami jej działań. - Ja też miałam, ale... Ale... - i znów jej umysł zalały wspomnienia tej akcji. - Coś poszło nie tak. Jeden z nich... Z tych gangsterów... Wyszedł z ukrycia i... Zaatakował mnie. - wzdrygnęła się. - Pobił mnie dość porządnie i gdyby nie komunikator, pewnie bym tam sczezła. Leżałam w szpitalu z połamanymi kośćmi i uszkodzonym żołądkiem.
Na chwilę mignęła jej przed oczami scena, kiedy leżała w kałuży własnej krwi. Sama, obolała i ledwie żywa. A wokół niej nieruchome, śpiące ciała. I tylko jedno martwe. Jej oprawca oberwał w środek czoła. Szybka, bezbolesna śmierć.
- Okropne. - Todoroki na chwilę przerwał swój trening. - Jak on mógł coś takiego zrobić?
Hitomi przekrzywiła głowę. Zamrugała kilka razy, jakby starała się pozbyć nieprzyjemnego obrazu sprzed oczu.
