Rozdział 8

1.1K 98 24
                                        

Hitomi ledwo weszła do szpitalnej sali, a rzuciła zośką w stronę Iidy. Piłeczka trafiła go w głowę, na co chłopak obrócił się i przerwał swoje próby otwarcia okna.

- Jesteś głupi, czy głupi? - Hitomi uśmiechnęła się krzywo i podeszła do Iidy. - Ręce w gipsie, a ty się do okien rzucasz. - podniosła zośkę i otworzyła okno.

- Dziękuję, Okada-kun. - skłonił się lekko Tenya.

Hitomi machnęła ręką i zaczęła podrzucać w ręce zośkę. Do sali weszła pani Kikuchi, uśmiechając się do całej trójki uczniów.

- Jak się miewają nasi młodzi bohaterowie? - zapytała.

- Pani Kikuchi! - uśmiechnął się Midoriya i już miała zamiar wstać.

- Siedź, Mido-chan. - machnęła niedbale ręką kobieta. - Przyszłam tylko wam podziękować.

- Podziękować nam? - Todoroki spojrzał na nią. - Myślałem, że zrobiliśmy coś głupiego.

- Och, to mało powiedziane! - pokiwała głową Ikuko i poprawiła okulary.

Hitomi złapała zośkę na nogę i podrzuciła piłeczkę, która wylądowała na jej dłoni. Podeszła do łóżka Todorokiego i posłała mu radosny uśmiech. A jednak Shoto dostrzegł w tym geście jakąś obawę, troskę. Bardzo przypominało to uśmiech jego siostry, kiedy się o niego martwiła. Todoroki patrzył na Okadę spokojnie, tak by złagodzić jej obawy.

- To, co zrobiliście. - kontynuowała pani Kikuchi. - Było lekkomyślne, głupie i zupełnie niepożądane. A jednak. - westchnęła. - Należą wam się podziękowania. Przynajmniej ja tak uważam. Zachowaliście się jak prawdziwi bohaterowie, stawiając czoła złu. Należą się wam za to podziękowania. Bardzo nam pomogliście. Ale jednocześnie musicie mieć na uwadze fakt, że naraziliście nie tylko siebie, ale też innych. Jeśli choć jeden z was by tam zginął, cała akcja wzięłaby w łeb. - popatrzyła z powagą na każdego z osobna. - Czasami odwrót to najlepsza możliwa opcja.

Hitomi zagryzła wargę i spojrzała na młodych bohaterów. Mogli zginąć. Ta myśl wciąż napawała ją niepokojem.
Sama była przyzwyczajona do takiego ryzyka. Ale to odnosiło się tylko do odpowiedzialności o własne życie. Nigdy nie lubiła, gdy musiała odpowiadać za czyjeś życie. Gdyby ktoś z tej trójki zginął, na pewno czułaby się odpowiedzialna. Zapewne wmawiałaby sobie, że mogła wcześniej pobiec na wysłany jej adres i ich uratować.
Otrząsnęła się z tych myśli. Wszyscy żyli i byli tylko poobijani. Podrzuciła kilka razy zośkę. Znów odezwała się pani Kikuchi:

- Ale dość tych ponurych tematów! - klasnęła w dłonie. - Przyniosłam wam z Hitomi kupę żarcia na szybszą regenerację!

- I nawet nie myślcie, żeby cokolwiek zostawić. - dodała Hitomi, podrzucając z uśmiechem zośkę.

~*~

- Jesteś pewien, że wszystko w porządku z twoją głową? - zapytała Hitomi, unosząc brew.

Todoroki spojrzał na nią spokojnie. Okada wciąż podrzucała piłeczkę, łapiąc ją to na rękę, to na nogę. Mimo, że właśnie szli szpitalnym korytarzem, zośka ani razu nie spadła na ziemię.

- Lekarze powiedzieli, że oprócz siniaków nic mi nie ma. Sądzisz, że coś przegapili? - zapytał całkiem poważnie.

- Nie o to mi chodzi! - Hitomi parsknęła śmiechem. - Och, Todoroki! Tak się tylko mówi, kiedy ktoś zachowuje się inaczej niż zwykle. No bo bądźmy szczerzy, jesteś osobą, której nie podejrzewałabym, że będzie chciała ze mną pójść na przechadzkę.

Była to prawda. Shoto sam z siebie poprosił, żeby Hitomi przeszła się z nim na spacer. Co prawda, jeszcze nie mógł wyjść ze szpitala, ale stwierdził, że chce wyjść z sali. Hitomi oczywiście się zgodziła i tak od dziesięciu minut spacerowali po szpitalu.

- Właściwie, to mam do ciebie pytanie. - powiedziała Hitomi. Złapała zośkę i schowała do kieszeni. - Nie miałam okazji dowiedzieć się szczegółów o tamtej akcji. Pani Kikuchi nie chciała mi nic zdradzić. Co tam się właściwie wydarzyło?

Shoto spojrzał na nią spokojnie. Zawsze go bawiło to, że musi na nią patrzeć w dół. Była taka niziutka, że Shoto mógłby grać rolę jej ojca. W jej oczach znów zobaczył lekki niepokój. Zmartwił ją. I nieważne, jak bardzo starała się to ukryć, on to widział.
Odwrócił wzrok i utkwił go w jakimś punkcie przed sobą. Zaczął opowiadać o tym, co sam zrobił i widział. Potem dodał to, co opowiedzieli mu jego koledzy.

- Rany, gdybym wiedziała, co tam się dzieje, przyszłabym szybciej. - powiedziała Hitomi, gdy Todoroki skończył opowiadać.

- Wszystko dobrze się skończyło. - odparł chłopak. - A jak wyglądało twoje zadanie?

- Razem z panią Kikuchi musiałyśmy się pozbywać tych całych Noumu. - skrzywiła się. - Okropne stwory. Jak można coś takiego stworzyć?

- Niektórzy są zdolni do strasznych rzeczy dla osiągnięcia własnego celu. - Shoto mimowolnie pomyślał o swoim ojcu.

- Ta... - Hitomi przygryzła wargę. - A ten cały Stain... Wiesz, że nawet już powstała jego ideologia?

- Słyszałem o tym. - znów na nią spojrzał. - Co o niej sądzisz?

Okada na chwilę spuściła wzrok. W końcu podniosła zielone oczy na koniec korytarza, jakby nie chciała patrzeć na Shoto.

- To... Skomplikowane. - odezwała się w końcu. - Myślę, że... Sama ideologia nie jest do końca zła. Nie zrozum mnie źle! Absolutnie nie pochwalam tego, co robił Stain! Ale jeśli przyjrzeć się temu bliżej, można dostrzec faktycznie dobry pomysł. - spojrzała na Todorokiego kątem oka. - W końcu na świecie naprawdę mało jest prawdziwych bohaterów.

Te słowa sprawiły, że Shoto poważnie się nad nimi zastanowił. Prawdziwy bohater. Ktoś, kto pomaga bezinteresownie, bez względu na wszystko. Nie obchodzą go honory i korzyści płynące z takiej fuchy.
A jego ojciec? Co z niego był za bohater? Jedynym jego celem było prześcignięcie All Might'a i wychowanie swoich dzieci na takich samych jak on. Shoto był pewien, że Stain nie zawahałby się go zabić. W końcu wykazał już swoją niechęć przy ich wcześniejszym spotkaniu.

- Tak, masz trochę racji. - powiedział.

- Za chwilę wrócicie do szkoły, prawda? - uśmiechnęła się Hitomi.

- Tak.

- Cholercia, a miałam nadzieję, że dłużej sobie popracujemy razem. - roześmiała się.

- Na pewno jeszcze się spotkamy. - Todoroki spojrzał na nią łagodnie.

Bo naprawdę miał nadzieję, że znów się spotkają, pójdą razem na Sobę i rozgromią szeregi jakieś mafii.

- Ale wiesz, żebym wiedziała, że to ty, muszę wiedzieć, jak się nazywasz, prawda? - powiedziała dziewczyna i się zatrzymała.

Todoroki również przystanął. Uniósł brew. Hitomi uśmiechnęła się szeroko i westchnęła.

- Słyszałam, że imię bohatera definiuje to, kim on jest. - przechyliła lekko głowę. - A ty? Kim jesteś, Todoroki?

Chłopak spojrzał w jej zielone oczy. Hitomi miała takie ładne, żywe tęczówki. Zawsze iskrzyła się w nich energia i gotowość do działania.
Jego imię bohatera. Imię, pod którym kryła się jego osoba. To, kim był.
Spojrzał poważnie na Hitomi. Na swoją nową przyjaciółkę.

- Jestem Shoto. - powiedział.

Brunetka wyprostowała się. Jego imię było zarówno jego pseudonimem, jak i prawdziwym imieniem. W takim razie... chyba powinna mu się jakoś zrewanżować.
Z uśmiechem, zadowolona ze swojego nowego przyjaciela odpowiedziała:

- W takim razie możesz mi mówić „Hitomi", Shoto.

Quirkless - Todoroki Shoto x OCOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz