- Okada Hitomi. - rzucił zdyszany Shoto do pani z recepcji. - Gdzie ona jest?
Kobieta zmrużyła oczy i rzuciła spojrzenie osobom z klasy 1-A, które stały za nim. Jej wzrok zaraz złagodniał.
- To Pan. - rozpoznała go. - Na drugim piętrze, koniec korytarza. Jest po operacji, jeszcze w narkozie.
Kiwnął jej z podziękowaniem głową i popędził po schodach w górę, nie czekając na innych. Jego myśli wirowały teraz wokół tego, co usłyszał zaraz po zakończeniu egzaminu. Hitomi była ciężko ranna i leżała w szpitalu. Profesor Aizawa od razu się tam skierował, a klasa A, zaraz po odwiezieniu ich przez autokar, postanowiła odwiedzić przyjaciółkę.
Shoto cały wręcz się trząsł. Z wściekłości, z bezsilności, z frustracji - wszystkie najgorsze emocje kotłowały się w nim i wręcz wyciekały.
Znalazł się na właściwym piętrze i pobiegł w kierunku końca korytarza. Musiał ją zobaczyć. Musiał się przekonać, że ona naprawdę żyje.
Zatrzymał się. Pod salą, na jednym z krzeseł, siedziała pani Kikuchi. Przed nią kucał Daizō, mówiąc coś spokojnym, choć niezbyt radosnym głosem. Kobieta ukrywała twarz w dłoniach, co już podpowiedziało Shoto, że nie jest dobrze. Chłopak podszedł bliżej i Daizō go zauważył. Podniósł się i skinął głową.
- Pan Aizawa poszedł na policję. - poinformował chłopak.
Todoroki dopadł do szyby, przez którą widać było łóżko szpitalne.
Hitomi leżała nieruchomo, otoczona wszelkimi kroplówkami i monitorami. Tym, co jednak przykuło uwagę Shoto, był bandaż na głowie Hitomi. Zasłaniający jej oczy.
Odwrócił się do profesorki, która teraz patrzyła na niego oczami czerwonymi od płaczu. Patrzyła to na szybę, to na niego, nic nie mówiąc. Może nie chciała nic mówić, a może nie była w stanie. Dołączyła do nich reszta klasy A. Każdy od razu zajrzał przez szybę na salę. Todoroki podszedł do pani Kikuchi i spojrzał na nią gniewnie.
- Dlaczego nic nie zrobiliście? - zapytał.
Pani Kikuchi pokręciła głową i przyłożyła dłoń do czoła.
- Dlaczego wysłaliście ją całkiem samą?! - Shoto dawał upust swojemu rozgoryczeniu. - Nie upewniliście się, że to bezpieczne! Jak mogliście tak to zaniedbać?!
- Nic nie rozumiesz! - przerwał mu Daizō, trzęsąc się nie wiadomo, czy ze strachu, czy z szoku. - Nic nie wskazywało na to, że to pułapka! Nie mogliśmy wiedzieć!
- Mogliście! - Todoroki aż kipiał. - To wasza wina!
- Todoroki! - Midoriya chwycił go za ramię. - Nas też tam nie było!
Te słowa uderzyły go tak, jakby ktoś mu wymierzył policzek. Ich też tam nie było. Jego też tam nie było. Nie mógł o to obwiniać innych.
Odetchnął głęboko i spuścił głowę.
- Przepraszam. - powiedział.
Daizō pokiwał głową i splótł dłonie za plecami, usilnie starając się nie rozpłakać.
- Nie rozumiecie... - wyszeptała Ikuko. - To wszystko... To moja wina... Dlaczego nie zauważyłam... - zagryzła wargę. - Nie wiedziałam... Boże...
- O co chodzi? - zapytał spokojnie Shoto.
Jednak profesorka nie odpowiedziała. Znów ukryła twarz w dłoniach i załkała. Todorokiemu zrobiło się przykro. Przecież to właśnie ta osoba wychowała Hitomi. Nie było mowy o tym, by nie zrobiła wszystkiego, co w jej mocy, by Okada bezpiecznie załatwiła misję. To był wypadek, któremu nikt nie mógł zapobiec.
Chłopak kucnął przy kobiecie i położył jej dłoń na ramieniu, by jakoś dodać jej otuchy.
- To... Był wypadek. - powiedział.
- Nie rozumiesz. - odezwał się Daizō. Głos mu drżał i rzucał nerwowe spojrzenia po wszystkich uczniach. - My... Odkryliśmy tożsamość Parasite.
Shoto się wyprostował. Wszyscy spojrzeli zaskoczeni na Daizō. Blondyn nerwowo skubał palce, wciąż walcząc z chęcią rozpłakania się. Shoto wcale mu się nie dziwił. To przecież było jeszcze dziecko.
- Dopiero teraz wiemy, kim jest. Zdemaskowała się podczas walki z Hitomi. - wyjaśnił chłopak.
- Ona? - zapytał Todoroki. - Parasite jest kobietą?
- Tak. - Daizō pokiwał głową. - I... I my już wiemy... I Hitomi też... I... I... - łzy same pociekły z jego oczu.
- Spokojnie. - Midoriya podszedł do blondyna.
Shoto położył mu dłoń na ramieniu. Daizō wziął głęboki wdech. Zacisnął pięści i w końcu odważył się powiedzieć, co odkryli.
- Parasite... - pociągnął nosem. - To tak naprawdę Kotori.
~*~
Ale ciemno... pomyślała Hitomi. Jak w grobie...
...
Kurwa!
Od razu poruszyła ręką, by zbadać przestrzeń wokół siebie, ale nie natrafiła na żadną ziemię ani ścianę. Za to poczuła dotkliwy ból głowy.
No, czyli żyję, pomyślała. I nie jestem w trumnie.
- Obudziłaś się. - usłyszała spokojny, męski głos.
Głosy słyszę... ta myśl sprawiła, że nie wiedziała, czy to dobrze, czy źle.
- Spokojnie, jesteś w szpitalu. - kontynuował głos. - Jestem lekarzem i kontroluję twój stan. Możesz mówić?
Hitomi chciała odpowiedzieć, że jak najbardziej, ale gdy otworzyła usta, z jej gardła wyrwało się tylko jakieś niewyraźne chrypienie.
- Rozumiem. - Hitomi usłyszała jak lekarz coś pisze. - Z czasem minie. Będziesz miała jeszcze jedną operację, a potem musimy coś zrobić z twoim okiem.
Moim okiem?! Hitomi od razu zaczęła badać dłońmi swoją twarz. Co jest nie tak z moim okiem?! I którym okiem?!
- Spokojnie, nie dotykaj. - lekarz chwycił jej dłonie i odjął je od twarzy.
Hitomi jednak zdążyła już wyczuć bandaż, który zasłaniał jej widok. Jak źle wyglądała jej twarz? I dlaczego tak bardzo bolała ją prawa strona głowy?
Ból się nasilił i zaczął pulsować. Okada jęknęła i popukała palcem w bolącą część.
- Boli? - domyślił się lekarz. - Nie dziwię się. Jednak po następnej operacji nie powinno być to już takie uciążliwe. Robimy co w naszej mocy, by się wyleczyć, ale... - westchnął ciężko. - Są rzeczy, których nie jesteśmy w stanie naprawić. Wykraczają poza nasze możliwości.
Hitomi bała się, co może teraz usłyszeć. W jej głowie pojawił się obraz Kotori mierzącej do niej ze snajperki. Jej pozycja, strzał - wszystko było takie idealne! Zupełnie niepodobne do Kotori. Hitomi nie wątpiła, że Nakagawa miała jakieś ustrojstwo do lepszego namierzania.
Lekarz znów westchnął. Okada zaczęła się modlić w duchu, by to nie było to, o czym myślała.
- Hitomi. - odezwał się poważnie lekarz. - Straciłaś prawe oko.
Dziewczyna pomyślała, że leżenie w łóżku w tej sytuacji ma swoje dobre strony. Przynajmniej mogła zemdleć nie narażając się na żaden uraz podczas upadku.
