Hitomi oddała kilka kolejnych strzałów. W jej stronę po raz kolejny poleciała bomba. Odskoczyła i schowała się za drzewem, by skryć się przed serią strzałów swojego przeciwnika. Przeklęła pod nosem. Myślała, że to zwykły obserwator i szybko się nim zajmie, ale tajemnicza postać dała jej już porządnie popalić. Kto to był? Skąd się wziął? Jaki jest jego Dar? A może on też nie ma Daru?
Hitomi otrząsnęła się z myśli. Nie miała na to czasu! Musiała się go pozbyć! Wyskoczyła zza drzewa i oddała kolejne strzały. Postać poruszała się szybko i zwinnie, unikając pocisków. Hitomi syknęła zdenerwowana i postanowiła się zbliżyć. Ryzykowne, ale atak z odległości nie działał.
Odskoczyła od kolejnej bomby i sama rzuciła jeden granat oślepiający. Postać zasłoniła ręką oczy, a Hitomi w końcu udało się zbliżyć. Uderzyła ją karabinem w głowę. Zakapturzona postać upadła i Okada już chciała ją pozbawić przytomności, kiedy nieznajomy szybko wyjął pistolet i strzelił w karabin. Hitomi krzyknęła z bólu. Z jej lewej dłoni trysnęła krew, a karabin upadł na ziemię. Jednak Hitomi nie mogła teraz się rozczulać. Postać wstała, ale Hitomi zaraz podcięła jej nogi i przygniotła ją do ziemi.
- Powinnam cię była ustrzelić zaraz, kiedy cię zobaczyłam. - warknęła Hitomi.
Postać się szarpała, nie pozwalając Hitomi na zdjęcie jej kaptura lub maski. Nagle chwyciła Hitomi za nadgarstek. Niestety, była to ta postrzelona ręka. Ból przeszył ją od samej dłoni aż po ramię i dziewczyna rozluźniła chwyt. Nieznajomy to wykorzystał i zrzucił z siebie Hitomi. Ledwo przygniótł ją do ziemi, wymierzył jej cios w szczękę. Okada stęknęła, gdy policzek zaczął pulsować. A to jeszcze nie był koniec. Nieznajomy strzelił jej w nogę, by nie mogła wstać, a potem, kiedy Hitomi jeszcze raz spróbowała się wyswobodzić, wymierzył jej kolejne kilka ciosów. Okada poczuła jak z nosa cieknie jej krew, a potem zdała sobie sprawę, że musi mieć też rozcięty łuk brwiowy. Jej przeciwnik przestał dopiero, gdy Hitomi przestała się stawiać. Dziewczyna zupełnie nie miała już siły się ruszyć. Po prostu leżała, kaszląc krwią i zastanawiając się, czy to właśnie tak będzie wyglądał jej koniec. Pomyślała tylko, że szkoda jej kurtki, która pewnie jest cała zakrwawiona. Ciekawe, czy to dopierze...
- Bezdarni nie powinni się mieszać w sprawy bohaterów. - odezwał się męski, zniekształcony głos. - Niby po co pomagać tym fałszywkom? Zwykli oszuści. Pogódź się z tym. Nie warto.
Postać wstała i odwróciła się. Hitomi charknęła i splunęła. Jej okulary świeciły na czerwono. Niebezpieczeństwo. Jakby już sama tego nie wiedziała. Ledwo dysząc, wyciągnęła prawą dłoń w kierunku tajemniczej postaci. Pod rękawem kurtki była metalowa bransoleta. Hitomi, drżąc, nacisnęła palcem na środek bransolety i malutki nadajnik wystrzelił w kierunku nieznajomego. Przyczepił się do skraju długiego płaszcza. Nawet się nie zorientował. Po prostu odbiegł i wkrótce Hitomi straciła go z oczu.
Poczuła się wyzuta z wszelkich sił. Nie miała siły krzyczeć, wstać albo nawet spróbować. Była bezsilna. Pomyślała, że gdyby miała Dar na pewno byłoby jej łatwiej. W oczach zebrały jej się łzy. Żałowała, że nie powiedziała o niczym Todorokiemu. Gdyby wiedział, to może by jej szukał. A teraz? Nie miała szans. Zgnije tutaj, leżąc jak kłoda ze zmasakrowaną twarzą. Nie miała nawet siły zacisnąć ust, gdy łzy spłynęły po jej policzkach. I kto zajmie się teraz Gryzakiem?
Pomocy... pomyślała. Niech ktoś mi pomoże... Shoto.... Proszę... Pomocy...
- Pomocy... - wyszeptała.
Kiedy już zamykała oczy, zobaczyła jeszcze jakieś dziwne światło. Jakby ktoś dawał sygnał, że tu jest. A potem zemdlała.
~*~
Uwagę Todorokiego przykuła jasno świecąca flara. Jakby ktoś dawał znak. Zaraz poleciała jeszcze jedna. Nagle Shoto się rozejrzał i zdał sobie z czegoś sprawę. Nie zwrócił wcześniej uwagi na drącego się wniebogłosy Gryzaka, który szarpał się i gryzł jak opętany, gdy pakowano go do samochodu wraz z Tigerem, który był za niego odpowiedzialny. Był tak przejęty sprawą Bakugou i Ligi Złoczyńców, że zupełnie nie zwrócił na to uwagi! Jak mógł? Jak mógł?!
- Nie ma Hitomi. - odezwał się.
Profesor Aizawa spojrzał na niego najpierw spokojnie, ale w jednej chwili zaczął gorączkowo się rozglądać.
- Jak to jej nie ma? - zapytał.
- Nie wróciła? - zapytała z niepokojem Mandalay. - Myślałam, że przyszła do ciebie.
- Nie. - Aizawa jeszcze raz dokładnie się rozejrzał.
Todoroki również. Spojrzał na karetkę, która odjeżdżała z Midoriyą, nieprzytomnych uczniów i aresztowanych złoczyńców. Ale nigdzie nie było niziutkiej Hitomi z karabinem.
Flara. Ona musiała coś znaczyć...
- Nie jest dobrze. - odezwała się Mandalay. - Nie odpowiada na moją Telepatię.
- Ja ją znajdę. - odezwał się Todoroki.
- Todoroki, przecież... - Aizawa chciał zaoponować.
- Znajdę ją. - powtórzył Shoto z determinacją w głosie. - Chyba wiem, gdzie jej szukać.
I nie czekając na zgodę nauczyciela pobiegł w kierunku wypuszczonej flary. Biegł, czasem używając lodu, by przyspieszyć. Jak mogli o niej zapomnieć? Na Boga, jak ON mógł o niej zapomnieć? O przyjaciółce, która uczyła go współpracy. O dziewczynie, która nazwała swojego psa „Gryzak". O Bezdarnej Hitomi, która potrafiła walczyć jak nikt inny. Co z niego za przyjaciel, skoro dopuścił się czegoś takiego?
Był już blisko. Pamiętał dokładnie, skąd wystrzeliła flara. Gdzieś ze wzgórza. Tam, gdzie co chwila słyszał wybuchy i strzały. Tam, gdzie musiała być Hitomi.
- Hitomi! - zawołał.
Shoto nie poznawał samego siebie. Nie potrafił się uspokoić. Czuł, jak marzną mu palce od ciągłego używania lodu. Szybko rozgrzał je swoim ogniem. Nie mógł teraz zwolnić. Biegł dalej i nagle...
Zatrzymał się. Ciężko dyszał od wysiłku i przez chwilę stał w bezruchu. Wokół trawa jeszcze się paliła, a niektóre drzewa były pozbawione koron. Ale to nie one przyciągnęły uwagę Todorokiego.
To była Hitomi, która leżała na plecach. I dużo czegoś czerwonego było wokół niej.
- Hitomi...
Nic. Żadnej reakcji. Nawet nie drgnęła. Shoto podszedł do niej sztywno.
- Hitomi!
Upadł przy niej na kolana. Trudno było ją rozpoznać, bo była cała we krwi. Złapał ją za lewą dłoń i spostrzegł ranę po pocisku. Na nodze również. Poczuł jak zaczynają go piec oczy. Przyłożył drżące palce do jej szyi. Kiedy wyczuł puls, odetchnął z ulgą. Gdy się przysłuchał, usłyszał jej oddech. Słaby, chrypiący. Shoto odgarnął brązowe włosy, które przylepiły jej się do twarzy. Wsunął jedną rękę pod jej nogi, a drugą pod plecy. Ostrożnie ją podniósł, tak by jej nie skrzywdzić. Była całkowicie bezwładna. Shoto zacisnął zęby. Jak mógł na coś takiego pozwolić? Co z niego za bohater? Co za przyjaciel?
Zaczął biec z Hitomi na rękach w stronę obozu.
- Przepraszam, Hitomi. - powiedział. - Przepraszam, że nie przyszedłem. Przepraszam, że o tobie zapomniałem. To już nigdy więcej się nie powtórzy. Obiecuję. Tylko nie umieraj... Proszę!
Nawet nie wiedział, kiedy z jego oczu popłynęły łzy. Kiedy on ostatnio płakał?
Kiedy dotarł do obozu, od razu dopadł do niego profesor Aizawa. Gdy zobaczył, w jakim stanie jest Hitomi, kazał ją od razu zawieść do szpitala. Ratowników pożegnał słowami:
- Jeśli zginie, naślę na was coś gorszego niż szatan.
Miał na myśli oczywiście panią Kikuchi. Sam pobiegł jeszcze poszukać jakichkolwiek śladów tajemniczego obserwatora.
Todoroki, zaraz po opatrzeniu jego ran, poszedł do szpitala i długo nie chciał stamtąd wychodzić, czuwając pod salą, w której leżała wciąż nieprzytomna Hitomi. Dopiero, gdy Tiger przyszedł z Gryzakiem, by oddać pieska w ręce przyjaciela Hitomi, Todoroki był zmuszony pójść do domu.
Tego dnia dotarło do niego, jak wyglada przyjaźń.
