Przez prawie sześć lat z rzędu każdy dzień spędzony przez Hyemin w domu opieki upływał jej według tego samego schematu. Pobudka, śniadanie, chwila wolnego, zajęcia, obiad, znów czas wolny, podwieczorek i kolacja. Na rutynę jednak nie narzekała; wraz z pogłębianiem się choroby zdarzało się jej nawet nie być świadomą, co zrobiła poprzedniego dnia.
Były jednak takie chwile, które zapamiętywała na dłużej. Niemal wszystkie chwile, gdy była odwiedzana przez swojego najmłodszego syna i jego rodzinę. Wciąż znała swoje „wnuczki" i uważała je za swoje skarby. Wiedziała, że nie ma ich już na tym świecie, co odbijało się na jej samopoczuciu. Pielęgniarki czy nawet inni podopieczni zauważyli, że pani Kang od wielu dni była bardzo smutna. Wieczorami potrafiła przez długi czas płakać zanim jeszcze zasnęła.
Poczuła się wreszcie minimalnie weselsza, gdy ostatnio odwiedził ją Taehyung. Widziała go już wiele razy. Kogoś jej przypominał. Domyślała się, że miała teraz już tylko niego.
Kolejny już dzień nad Daegu świeciło słońce, a w powietrzu nie było czuć jesieni. Wkrótce po śniadaniu Taehyung postanowił znów przyjechać do mamy. Od dawna nie byli wspólnie na spacerze. Postanowił odwiedzić mamę, gdy rano zadzwonił do pielęgniarki, a ta potwierdziła, że Hyemin czuła się dziś dobrze.
Spacerując po niedużym dziedzińcu z mamą, która trzymała go za zgięty łokieć, przypominał sobie wszystkie te chwile, gdy robili to razem z dziewczynami. Zawsze bardzo się cieszyła z ich wizyt i wspólnych spacerów. Była zachwycona, gdy przyjechali do niej razem z Gomi, trzy tygodnie po jego adopcji. Sam piesek od razu zaprzyjaźnił się ze swoją „babcią".
Taehyung rozmawiał z nią, a w zasadzie mówił sam do siebie. Mówił, jak się czuł i wszystko to, co wiedzieli już jego przyjaciele, znajomi. Mama też miała prawo to wiedzieć. Musiała. Od samego początku zawsze przejmowała się Taehyungiem. Pocieszała go, gdy był smutny, broniła go przed swoim mężem i zawsze dawała mu znać o swojej miłości. Chciała by, mimo wszystko, miał możliwie dobre dzieciństwo. Już w dorosłym życiu, jako niezależny od rodziców dorosły człowiek, Taehyung wiedział, że będzie musiał przez lata jak najbardziej się jej za to odwdzięczać.
- Mamo... Chcesz zaraz pojechać ze mną na cmentarz, do dziewczyn?
Hyemin nie odpowiedziała mu od razu, ale odwróciła wzrok w jego stronę. Taehyung był pewny, że chociaż ostatnio powiedział jej o wyjeździe na Sabang-san, to najpewniej już tego nie pamiętała. Nie spodziewał się jednak, że w odpowiedzi usłyszy od niej być może najbardziej niespodziewane, najbardziej wstrząsające go słowa.
- Taehyung...? synku.
Wstrzymał oddech. Nie umiał zapanować nad miliardem myśli i emocji, które objęły teraz jego głowę. Mama ostatnio wypowiedziała jego imię może cztery lata wcześniej. Taehyung później zniknął z jej pamięci. Teraz, słysząc swoje imię razem z „synku", widząc ten przebłysk pamięci u mamy, szybko przytulił ją do siebie. Kilka pojedynczych łez przerodziło się w pełen szloch. Nie zapanował nad emocjami.
- Mama... Tak bardzo cię... kocham. Dziękuję...
Mama odwzajemniła jego uścisk. Zapomniał już wtedy, o co ją tak naprawdę spytał. Po tym jak całe jego życie legło w gruzach, teraz cały świat powoli stawał po jego stronie.
Tego samego ranka, część jego obecnego świata jakim byli poznani niedawno członkowie Chongchal-pa, świętowała pierwszy przełom w śledztwie. W studiu JHT Jeongguk także niezmiernie cieszył się z tego powodu.
***
Grób na Sabang-san przykryty był jeszcze częścią kwiatów z pogrzebu. Taehyung zapalił szybko kilka świeczek, które kupił tego ranka, by od razu wrócić do mamy, która na niego czekała obok. Kobieta stała tam bez przerwy wpatrzona w trzy zdjęcia. Znała te twarze. Taehyung widział, że wszystko doskonale rozumiała. A jednak nie płakała. Może godziła się powoli z losem, tak jak on.
CZYTASZ
Game on #taekook
FanfictionKim Taehyung ma właściwie wszystko. Ma ogromny talent, uwielbiają go tysiące fanów, zarabia wielkie pieniądze, jest kapitanem drużyny Daegu FC, a z sezonu na sezon gra coraz lepiej i pnie się w górę w rankingach. Każdego dnia w domu czeka na niego p...
