23 | Space Needle

139 7 2
                                        

(a/n: zapodajcie sobie na sam początek „Amazing Grace" w wykonaniu Pentatonix <3)

_________________________________________________

Głos prezenterki radiowej przeplótł się z komendą „skręć w prawo", gdy Taehyung opuszczał Wzgórze Królowej Anny. W oddali dostrzegał coraz lepiej centrum miasta, nawet gdy pokonał już strome ulice dzielnicy, gdzie nocowali.

Było przedpołudnie, słońce przebijało się spomiędzy jasnoszarych chmur, a korki zdały się już ustąpić. On sam zdawał się być wyspany po ostatnim wieczorze, który wzbudził w nim wiele emocji. Czuł się rano na siłach, by wziąć kluczyki do wypożyczonego Chevroleta, włączyć nawigację i samemu pojechać w stronę świątyni.

Poprzedniego wieczoru wrócił do mieszkania taksówką, a w pokoju zastał całą trójkę siedzącą w pokoju i rozmawiającą ze sobą. Zauważyli, że był nadzwyczaj spokojny, gdy usiadł obok, dołączając do kolegów. Powiedział im, że bardzo cieszył się ze spotkania z siostrą, i choć nie brakowało wzruszeń, czuł się po nim bardzo dobrze. Dowiedzieli się o jego planach – zabrania siostry ze sobą i wizyty w zborze.

Jechał w skupieniu po prostych drogach Seattle. Oglądał jednak swoje otoczenie. Dostrzegł nagle po swojej prawej stronie symbol miasta, na który mieli widok z mieszkania – tym razem już zdecydowanie bliżej. Pokonywał duże, skomplikowane skrzyżowania. Mijał sklepy, których w Korei nie znano, a do których lubiła chodzić Soo-ah jeszcze gdy mieli kontakt. Nawigacja poprowadziła go w końcu drogą ekspresową, która omijała ścisłe centrum miasta. Wiedział jednak, że jeszcze będzie na to czas. Jeszcze pójdą całą piątką pozwiedzać.

Odbił na skrajny, prawy pas, by móc pokonać ten ostatni etap trasy przed dotarciem na Squire Park. Od razu musiał podjechać pod kolejne, dość strome wzniesienie. O tym też jego siostra opowiadała. Seattle było położone nad wodą, a jednak na wzgórzach. Wiele było w nim punktów z widokiem na zatokę Puget bądź jezioro Waszyngton. Od razu zobaczył, że dotarł do typowej dzielnicy mieszkalnej, zabudowanej blokami, które wraz z oddalaniem się od centrum przeszły w typowe amerykańskie domy. Wtedy też czekał go ostatni skręt, aż jego oczom ukazał się nieduży budynek z brązowym krzyżem na froncie.

Niepewnie wcisnął klamkę głównych drzwi, nie mając pewności czy kościół jest otwarty, czy może przerwie jakieś nabożeństwo. Wszedł tam niemal bezszelestnie. Ale nie był sam. I nie było cicho. Przed prezbiterium grupka sześciu osób ćwiczyła a capella uwielbienne pieśni, zapewne przed nadchodzącymi nabożeństwami.

Nie miał odwagi podejść bliżej nich. Zajął miejsce w przedostatnim rzędzie ławek. Nim zdołał uklęknąć, usiadł i pochylił głowę w dół. A chwilę później sam śpiewał cicho, sam dla siebie, bo znał tę pieśń. Nari ją uwielbiała. Śpiewała ją wielokrotnie, równie emocjonalnie co grupa gospel, z którą znalazł się w jednym miejscu.

„The Lord has promised good to me,
His word my hope secures,
He will my shield and portion be,
As long as life endures.

My chains are gone, I've been set free."

Wiedział, że dziewczyny patrzyły na niego z góry - i tutaj, tysiące kilometrów od domu. W jego oczach to była pieśń o nich – od nich.

Zakończył, kładąc dłoń na wysokości tatuażu i wyśpiewując z siebie ciche, a jakże symboliczne:

„Unending love, amazing grace"

Zespół zdawał się nie zauważyć niespodziewanego gościa, robiąc zaraz krótką przerwę, podczas której przerzucili kartki śpiewnika, a jedna z wokalistek usiadła przy elektronicznym pianinie. Taehyung zwrócił wówczas wzrok na ławkę przed nim, gdzie dostrzegł niewielką Biblię. Zdała mu się pojawić tu dopiero teraz. Rozejrzał się po świątyni, jednak nikogo poza nim i wokalistami nie dostrzegł. Zastanowił się, czyja to książka i po chwili nie wahał się już dłużej przed wzięciem jej do ręki.

Game on #taekookOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz