(a/n: No nie powiem, było mi trochę ciężko przy pisaniu... Ale się udało, uff! Więc czas poznać Namjoona i trochę szczegółów z życia JK! W drugim najdłuższym dotychczas rozdziale.)
_________________________________________________
Taehyung zbudził się wczesnym rankiem do bardzo znajomego widoku. Przestronnej sypialni, ozdobionej na ścianach wieloma zdjęciami, wyposażonej minimalistycznymi, jasnymi drewnianymi meblami. Wszystko stało tu na swoim miejscu i nie wzbudziło w nim niepokoju. Do czasu.
Do czasu, gdy zobaczył, że na swojej połowie łóżka siedziała Nari.
Taehyungowi odebrało mowę. Nie wiedział, co było rzeczywistością. Czy jego żona naprawdę tu było. Czy to przez wypity alkohol dopadły go halucynacje.
- K-kochanie? – wyszeptał do kobiety, która zaraz spojrzała na niego z uśmiechem. Jak gdyby nigdy nic, wstała z łóżka i udała się w stronę wyjścia z sypialni. – Gdzie idziesz? – zapytał Taehyung, który od razu ruszył za żoną na ciemny korytarz.
- Do dziewczyn – odpowiedziała. – Chcesz je spotkać?
Chciał, bez najmniejszej wątpliwości. Przestał trzeźwo myśleć. Zapomniał, że to niemożliwe, aby byli tu znowu razem, żeby jego trzy miłości nagle znów się pojawiły.
Zeszli piętro niżej, do salonu, gdzie na kanapie w salonie ujrzał ich córki. Wyglądały dokładnie tak jak jeszcze niedawno. Tak jak zapamiętał je na zawsze.
- Tata? – powiedziały jednocześnie na widok Taehyunga stojącego w drzwiach za Nari. Zamiast jednak podejść w jego stronę, dziewczynki pobiegły w stronę drzwi do ogrodu. Za nimi od razu podążyła Nari.
W ogrodzie ujrzał też Gomi, którego Jiwon wzięła na ręce. Znów byli razem, znów byli pełną rodziną. Nie mógł uwierzyć, że znów wszystko wróciło do normy. Że nie był już sam.
Aż niebo nad nimi nie ściemniało. Zniknął ich ogród, który otoczyła czerń. Nie było już trawy, kwiatów ani bramki. Dziewczynki biegły dalej, w stronę ciemności, toteż ich tata ruszył za nimi w pogoń. Nie rozumiał, dlaczego do niego nie podeszły.
- Czekajcie! – krzyknął.
Nie zdążył ich dogonić. Dwie ciemne postacie chwyciły nagle obie dziewczynki i uciekły z nimi w przeciwne strony. Był w stanie krzyknąć tylko „Nie! Zostawcie..." aż sam nie mógł już biec. Zatrzymała go nagle dziwna bariera, niewidoczny element, który blokował mu drogę. Widział tylko jak Jiwon, Yeonghee i ich piesek znikają w ciemności, krzycząc, wołając swojego tatę. Który bił pięściami w szybę, nie mogąc jej rozbić. Krzyczał, błagał dziwne postaci, żeby oddały mu dzieci i psa. Nadaremno.
Odwrócił się zapłakany w stronę żony, która stała za nim z niezwykłym spokojem. Jakby nie była przed chwilą świadkiem porwania ich dzieci. Zrobił pierwszy krok w jej stronę.
- Nari... Ktoś je porwał. Dlaczego ty...
- Nie, Taehyung. Nie uratujesz ich.
Nie rozumiał, dlaczego żona tak do niego mówiła ani dlaczego się nie przejęła. Co właściwie działo się wokół nich? Dlaczego byli otoczeni ciemnością? Nie mógł stracić dziś znów żony. Zrobił w jej stronę pierwszy krok, już wyciągnął rękę, by chwycić jej dłoń w swoją...
Strzał.
Ujrzał tylko kolejną ciemną postać z pistoletem, gdy jego żona runęła na ziemię. Nieznajomy od razu uciekł co sił w nogach. Taehyung rzucił się na ziemię w stronę Nari, która leżała tam z powiększającą się czerwoną plamą na wysokości serca. Wciąż miała otwarte oczy, wciąż oddychała. Chciał ją ratować, zadzwonić po pomoc, ale był w nicości. Nie miał niczego, nie miał telefonu. Ich dom zniknął.
CZYTASZ
Game on #taekook
FanfictionKim Taehyung ma właściwie wszystko. Ma ogromny talent, uwielbiają go tysiące fanów, zarabia wielkie pieniądze, jest kapitanem drużyny Daegu FC, a z sezonu na sezon gra coraz lepiej i pnie się w górę w rankingach. Każdego dnia w domu czeka na niego p...
