24 | Everett

110 9 0
                                        

W ułamku sekundy cała piątka znalazła się przed Jeonggukiem, który omal nie wypuścił z ręki telefonu. Jego oddech zdał się przyspieszyć dwukrotnie, a twarz zbladła o kilka odcieni. Nie słyszeli, co Sunmi powiedziała. Zwłaszcza Taehyung i Beomgyu przerazili się tym, co mógł usłyszeć. Taras widokowy zdawał się nagle skurczyć, ścieśnić ich piątkę ze sobą na małej przestrzeni. Jeongguk nie miał pojęcia jak zareagować. Nie pomagał mu drżący, łamiący się głos dziewczyny szefa.

- Jak? – wydusił wreszcie z siebie. – Jezu, czekaj, co się tam stało? Gdzie jesteście?

- W szpitalu... - płakała. – Wy tylko jeszcze nie wiecie... On mi kazał do... jak upadł powiedział, że mam koniecznie do ciebie zadzwonić...

- Czekaj, uspokój się – poprosił ją jak najspokojniej, choć wiedział że było to niemożliwe. – Kiedy to się zdarzyło? Co się dzieje w tym szpitalu?

Spojrzał przelotnie na wszystkich swoich towarzyszy, spośród których ci znający szefa domyślali się, co mogło się stać. Jeongguk kurczowo chwytał barierkę za sobą, czując że nogi powoli odmawiały mu posłuszeństwa. Starał się nie okazywać swojego stresu dziewczynie, a pokazywał go wyłącznie tym, którzy byli przy nim. Poczekał chwilę aż Sunmi udało się ustabilizować swój głos. Wciąż jednak, co zrozumiałe, nieustannie płakała. Z każdym zdaniem powracała do punktu wyjścia.

- Byliśmy rano... na spacerze z Jeonsoo. I wtedy... trafili go w brzuch... to trzy godziny temu. Ma operację, ale mi... nic nie mówią. Nie widziałam żadnego lekarza. To już tak... długo... Gguk, to nie... ja się boję... on nie może... my mamy małe dziecko...

Każde zdanie, każda nowa informacja sprawiała, że czuł się jeszcze bardziej zaniepokojony. Ale nie mógł pokazać tego dziewczynie, która była z pewnością najbardziej załamana tym zdarzeniem. Powiedział sobie w myślach, że musi dodać jej siły. Wyznać to, co sam uważał.

- Sunmi. Proszę. Posłuchaj... Namjoon bardzo was kocha. Tak? On na pewno walczy, żeby was nie zostawić. Wiem, że tak jest... A wy? Wam nic się nie stało?

- Nam nie. To był tylko... jeden pocisk.

Tylko w myślach wypowiedział z ulgą „Dobrze, że nie trafił w wózek."

- Proszę... zadzwoń do mnie jak już będziesz coś wiedziała. Nie pójdziemy spać dopóki się nie odezwiesz. On na pewno się obudzi. Nie zrobi wam tego. Wierz w to... Nie jesteś tam sama?

- Moja siostra jest... ze mną... Jeonsoo jest u moich rodziców... Tak, zadzwonię.

Wtedy wreszcie, gdy pożegnał się z dziewczyną, mógł przestać ukrywać swoje emocje w środku. Część grupy czekała, domyślając się jedynie prawdy, na informacje od Jeongguka. Lecz dopiero po chwili to Beomgyu dał radę odezwać się pierwszy. To oni dwaj znali szefa najlepiej z tej piątki.

- Co się...

- Ktoś postrzelił Namjoona – odpowiedział błyskawicznie. – Kurwa mać. Nie.

Wszystko było już dla nich jasne, a to sprawiło, że całe miejsce zdała się im spowić pusta, bezdenna cisza, w której nie było nawet słychać płytkich oddechów, czy niespokojnego przełknięcia śliny.

- To co teraz... - odezwał się tym razem, niepewnie, Taehyung.

- Wiem tyle, co wy. Sunmi jest w szpitalu i czeka. Żadnej informacji o operacji. My też musimy czekać.

Nienawidził czekania. Szczególnie, gdy na szali było życie jednej z najważniejszych dla niego osób. Już niegdyś stracił jednego ze swoich dwóch ojców. Fatalnie przeżył odejście Eunwoo. Nie wyobrażał sobie, żeby to kiedykolwiek miało się powtórzyć. Nie umiałby tak żyć. Nie wierzył, o religiach wiedział tylko w teorii – a teraz zrobił wyjątek. Nie stałoby się tak, gdyby on i Taehyung nie poznali się bliżej.

Game on #taekookOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz