Kiedy wyszłam spod prysznica, odczuwając swego rodzaju ulgę jak przy każdym poprzednim razie, gdy ciepła woda zmywała z mojego ciała napięcie, w moim pokoju czekała na mnie mama. Na stoliku nocnym stał kubek, a nad nim unosiła się para. Pomieszczenie wypełniał aromatyczny zapach gorącej czekolady, którą pijałyśmy zazwyczaj w okresie zimowym. Niemal nigdy w lato.
Zadarłam kącik ust ku górze w oznace podziękowania. Opadłam na łóżko obok niej. Materac ugiął się pod moim ciężarem, a ja zaczesałam kosmyk włosów za ucho i sięgnęłam po naczynie. W pierwszym kontakcie, gdy nie chwyciłam za ucho, sparzyłam się. Syknęłam cicho, przykładając palec do ust. Podniosłam kubek za drugim razem, zaciągając się wonią jego zawartości.
- Dziękuję. - szepnęłam, zdmuchując parę znad porcelany i ostrożnie upijając łyk napoju. Przyjemne ciepło rozeszło się po moim ciele, kojąc nerwy. Przymknęłam powieki, rozkoszując się tym uczuciem.
- Opowiesz mi co się stało? - zagadnęła bez zbędnego przeciągania, poprawiając sweter na ramionach. Nie podjęłam z nią kontaktu wzrokowego. Wzruszyłam lekko ramionami, odstawiając naczynie na udo.
- Nadużyłam jego zaufania, a dopiero co udało mi się je uzyskać. - odparłam. - Postąpiłam źle, a teraz będę ponosić tego konsekwencje.
- Nie dowiem się żadnych szczegółów, prawda?
Pokręciłam kategorycznie głową.
- To wiązałoby się z jeszcze większym brakiem lojalności z mojej strony. - powiedziałam pewni, a mój głos po raz pierwszy od godzin popołudniowych nie zadrżał.
- Rozumiem, ale chciałabym ci pomóc.
Zadarłam głowę do góry. Widziałam zmęczenie w szarawym odcieniu jej skóry i pogłębiających się zmarszczkach na twarzy. Jej oczy szkliły się z wyczerpania, ale wcale nie tego fizycznego. Była przybita sytuacją, w której się znalazłam choć nie miała o niej pojęcia. Rozczytywałam z jej spojrzenia chęć wsparcia i równoczesny brak wiedzy na temat sposobu jego udzielenia. Przez pięć lat pochłaniała ją praca, mająca zapewnić nam życie. Ubogie i skromne, ale życie. Nie była w stanie myśleć o kwestiach pobocznych. Nigdy nie wiedziała, że któraś z nas płacze. Nie miała pojęcia o prześmiewczych zwrotach kierowanych w moją stronę. Nie wiedziała o żadnym z tych dni, w których Ariel rozpłakała się w szkole, bo nie była w stanie odpowiedzieć na pytania dotyczące rodziców. Niemal żadnego nie znała. Nie zwracała uwagi na brak życia towarzyskiego, który mi doskwierał. Nie widziała pierwszych przejawów zainteresowania baletem jakie wykazywała Ariel.
Zaczęła dowiadywać się tego wszystkiego całkiem niedawno. Dopiero teraz dotarło do mnie, że być może był to punkt zwrotny, od którego rozpoczęła się poprawa. Małymi, ledwie dostrzegalnymi krokami, zbliżała się do nas i sięgała po lepsze samopoczucie. Nie były to kroki tak spektakularne i tak wielkie jak te, które stawiała w ostatnich dniach. Ale były istotne. Zawodnicy skaczący w dal również najpierw stawiają kilkanaście mniejszych, nabierając rozpędu, by końcowo wykonać jeden docelowy, na który każdy zwraca uwagę. U mamy było podobnie.
- Doceniam to, ale nie chcę być zaprzątała sobie mną głowę. Jestem w stanie poradzić sobie sama. - szepnęłam, skupiając się na cieple, jakie odczuwałam pod palcami. Słyszałam jej ciche westchnięcie, a później położyła szorstką dłoń na mojej, odrywając ją od porcelanowego kubka.
Widziałam w jej ruchach zawahanie, jakby nie była przekonana w jaki sposób należy postąpić. A mnie wystarczał fakt, że się starała. Że po raz pierwszy od pięciu lat wykazuje skłonności do bycia oparciem. Wzruszenie ścisnęło mnie za gardło. Zacisnęłam palce na jej dłoni.
CZYTASZ
Oren
Novela JuvenilEloise Whitlaw miała zaledwie dwanaście lat, kiedy po tragicznej śmierci ojca, życie zażądało od niej bycia dorosłą. Odpowiedzialność za młodszą siostrę, obskurne mieszkanko i pogrążającą się w depresji mamą spoczęło na jej barkach. Przez pięć lat w...
