XL. Wybacz mi, Księżycu.

2.4K 75 89
                                        

Patrzyłam na Skylara, który przez cały ten czas trzymał głowę nisko, ukrytą pod kapturem. Ani na sekundę nie pozwolił, abym dojrzała jego oczu. Co bym w nich znalazła? Strach? Prośbę? Błaganie? Jednak w tamtej chwili chyba byłam mu za to wdzięczna. Nie byłam pewna czy zniosę jego wzrok.

Wraz z prześlizgnięciem się mojego spojrzenia na osobę na fotelu, czułam jak moje serce się kruszy. Głowa zwieszona nisko, przykryta czarnym workiem. Nie miał związanych nóg, ani skrępowanych rąk, a mimo to, nie próbował wstać. Nie próbował uciekać. Nie próbował walczyć. Po prostu tkwił na tym pieprzonym fotelu, nijak reagując na wybór, który miałam dokonać. Nie byłam nawet pewna czy w ogóle oddycha. Chciałam z nim porozmawiać. Zapytać dlaczego na to wszystko pozwolił. Dlaczego się poddał. Ale dobrze wiedziałam, że nie uzyskam odpowiedzi. To jego duma usadziła go na tym fotelu i przykryła twarz czarnym materiałem.

I wtedy to do mnie dotarło. Uderzyło w moją głowę jak z procy. Każde słowo, które kiedykolwiek do mnie powiedział, które barwiła nuta obietnicy. Dopiero w momencie, kiedy sobie uświadomiłam, że Ares naprawdę się poddał, zrozumiałam, że miałam nadzieję. Pierwszy raz od kilku lat, mimo, że strzegłam siebie przed tym jak tylko umiałam najlepiej. Ja naprawdę wierzyłam w jego złożone obietnice i miałam nadzieję, że to się spełni. Nie miałam pojęcia jak do tego doprowadziłam. Nie wiedziałam, czy to przez niego i perfekcyjnie opanowaną sztukę dobierania słów i mącenia ludziom w głowie. Nie wiedziałam ale stało się. Złamał mnie.

Moje ramiona opadły bezwiednie wzdłuż ciała, a powietrze uleciało ze mnie niczym z pękniętego balona. Byłam pewna, że każdy w pomieszczeniu mógł odczytać z mojej twarzy jak bardzo upokorzona i upodlona się czułam. Mimo, że od groźby Caspiana nie odezwałam się ani słowem.

Marcus wciąż stał krok przede mną, nieruchomy jak posąg. W mojej głowie oprócz szumu krwi słyszałam łkanie. Nie miałam odwagi spojrzeć za siebie i dowiedzieć się czy to Gigi czy Nora. Carter stojący za mną tak bardzo drżał, że czułam to na własnej skórze. Liczyłam w głowie sekundy do jego wybuchu, który powaliłby wszystko stojące na jego drodze, w tym mnie. Metaliczny posmak krwi rozpłynął się w moich ustach, kiedy przerwałam zębami polik. Wzdrygnęłam się. Jeśli nic zaraz nie wymyślę, jeśli nic zaraz nie zrobimy, wszystko w zasięgu wzroku spłynie krwią. Ale w głowie miałam pustkę. Nie mieliśmy broni, przynajmniej takiej o której bym wiedziała. Ale byłam przekonana, że Caspian już na samym wejściu zorientowałby się, że chłopaki przynieśli coś ze sobą i wiedziałam, żeby do tego nie dopuścił. Po za tym, w salonie roiło się od ludzi Caspiana. W tym jednym pomieszczeniu było ich przynajmniej z dziesięciu, kryjących się pod ścianą w cieniu. Czułam, że to nie wszyscy. Wiedziałam, że w całym domu rozstawił więcej swoich podwładnych, chociażby dlatego, że deski nad moją głową co jakiś czas jęczały pod czyimś ciężarem.

Nie mieliśmy żadnych szans wyjść z tego domu wszyscy.

Westchnęłam, odnajdując wzrok Caspiana. Mężczyzna wciąż stał pomiędzy Skylarem a Aresem, ze znużoną miną polerując pistolet o jeden z połów swojego czarnego płaszcza. Wyczuwając moje spojrzenie, uniósł głowę.

-A jeśli Ci przyrzeknę, że go dla Ciebie odnajdę? -wyszeptałam, orientując się jak sucho mam w ustach przez milczenie. -Będę dla Ciebie pracować. Pójdę do Kordelii. Mogę ją nawet błagać na kolanach, żeby mi go oddała. -głos mi się załamał, gdy wypowiedziałam imię matki. -Po prostu... oddaj mi brata i... -ogromna gula stanęła w moim gardle. Mężczyzna przekrzywił głowę czekając na moje dalsze słowa. -i ich przyjaciela. -wymamrotałam, dłonią wskazując na Marcusa.

Zapadła głęboka cisza, tak jakby każdy stojący za mną przestał na moment oddychać. Byłam świadoma moich słów, tak samo jak tego, że Ares je wyraźnie usłyszał. Moje serce tłukło o żebra, kiedy czekałam na odpowiedź Caspiana.

Third moonOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz