5. Gorzki smak prawdy

277 11 26
                                        

Siedząc na jednym z foteli w teatrze, wpatrywałam się w lekko pobladłą twarz Boba. Nasze zaplanowane przez niego spotkanie miało odbyć się dokładnie pięć minut temu. I mimo że on sam przyszedł przed czasem, a cały zespół milczał jak zaklęty, nie odezwał się. Podkrążonymi od zmęczenia oczami skanował nasze postacie, jakby samym spojrzeniem próbował nam coś przekazać.

Zdawszy sobie sprawę ze złudności tych nadziei, odchrząknął.

— Wiem, że to, co się wydarzyło, nie jest wam obojętne. Co więcej, obojętne być nie powinno. Najprawdopodobniej obraz Miriam i cała ta przeklęta sytuacja na zawsze zachowają się wam w głowach. I uwierzcie, że chociaż was nie lubię jak diabli, to to rozumiem — zaczął z westchnieniem. — Na rzecz śledztwa i ze względu na szacunek dla zmarłej zamykamy teatr na przynajmniej tydzień. Po tym czasie chcę was tu mieć rozpromienionych i rześkich, jasne? W domach możecie płakać, krzyczeć, nie jeść i przeklinać los, ale tutaj zapominacie o tym. O tym, kim jesteście i jak wygląda wasze życie. O tym, co czujecie — wzrokiem przeleciał wszystkie twarze, by ostatecznie nie zatrzymać się na nikim szczególnym. — Mam także nadzieję, że powiedzieliście policji wszystko to, co wzbudziło wasze wątpliwości. Jak narazie nie wiadomo, jak ma się śledztwo, ale bądźmy dobrej myśli — wszyscy niemrawo przytaknęliśmy. — No, a teraz do domów. Nie chcę was tu widzieć w przeciągu najbliższych siedmiu dni.

Nikt z zespołu nie zwlekał ani chwili. Po zabraniu najpotrzebniejszych rzeczy z naszych szafek wyszliśmy z budynku. Widziałam kątem oka, jak moi znajomi dzielą się na grupki, by w najbliższym gronie porozmawiać o ostatnim wydarzeniu. Śmierć Miriam była ciosem jak i zarazem znakiem ostrzegawczym. Oni w porównaniu do mnie nie wiedzieli, że sprawca może uderzyć ponownie.

W chwilach takich jak ta pragnęłam zniknąć.

— Jak się czujesz? — Elliot założył swoje ramię na moje barki, kiedy wspólnie wyszliśmy z teatru.

— Jest okej — skłamałam, nie chcąc wzbudzać w nim niepotrzebnej troski. Czasami zdarzały mi się takie dni, kiedy w moich oczach nic nie miało sensu. A biorąc pod uwagę, ile wydarzyło się w ostatnim czasie, przestałam powoli wierzyć, iż coś takiego jak sens istniało.

— To dobrze — pokiwał głową, patrząc na coś przed sobą. — Mam nadzieję, że po rozmowie z nim też będzie okej.

Nie wiedząc, o co mu chodzi, spojrzałam w tym samym kierunku co on. I przysięgam, że omal nogi się pode mną nie ugięły, kiedy dostrzegłam stojącego przy czarnym samochodzie Gabriela.

Wyglądał... Tak samo jak zawsze. Z rozpiętym czarnym płaszczem, który dawał idealny pogląd na jego białą koszulę i założony na nią ciemny sweter bez rękawów. Z garniturowymi spodniami, które w połączeniu z czarnym, skórzanym paskiem optycznie wydłużały mu już i tak niewyobrażalnie wysokie nogi. I nawet jeżeli opis ten pasował idealnie do jakiegoś uroczego chłopca, który kreował się na takiego, co piątkowe wieczory spędza nad książkami, tak jego liczne tatuaże i zmierzwione włosy całkowicie psuły ten efekt. Był... no po prostu był.

Szary dym przysłonił delikatnie surową twarz i dwukolorowe oczy spoglądające na mnie zza szkiełek okularów. Po jego postawie ciężko było mi stwierdzić, w jakim nastroju do mnie przyjechał. Nie wydawał się być zły, ale też ciężko było mi go opisać jako zadowolonego bądź rozluźnionego. Nie był spięty, ale i nie rozluźniony. Pewny siebie czy nieśmiały.

Chodząca sprzeczność i nicość, czyli idealny opis Gabriela Keira Mitchella.

Fiu, fiu. Faktycznie jest gorący — wpatrzony w niego Elliot nachylił się w moją stronę. — Aż sam bym mu obciągnął.

MarionetkaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz