28. Aleja róż

267 9 17
                                        

27 lipca 2016

POPADAM W OBŁĘD.

NIE DAM TAK DŁUŻEJ RADY.

~*~

Wpatrujący się we mnie błękit nigdy nie wydawał się paskudniejszy.

Bez grama emocji przeczesywałam swoje sięgające niemal do pośladków włosy. Wykonany starannie makijaż zdołał skryć pozostałości po niedawnym incydencie w opuszczonym butiku, a a biała sukienka w czerwone serduszka oznaki drastycznego schudnięcia.

Wszystko zaczęło się od naszego powrotu do domu z tego nieszczęsnego obiadu w restauracji Sofii i Marco. To wtedy podjęłam jedną z cięższych decyzji dotyczących moich przyjaciół. To wtedy po raz pierwszy postanowiłam nie być egoistką. To wtedy stwierdziłam, że nadszedł czas, kiedy muszę ich od siebie odsunąć.

Postanowiłam zacząć powoli. Z początku normalnie odpisywałam na ich wiadomości, a unikałam jedynie wyjść z wytłumaczeniem, że to środki bezpieczeństwa mnie do tego zmuszają. Z czasem zaczynałam coraz wolniej odpowiadać na przychodzące SMS- y, aż wreszcie nastał dzień, w którym ich nawet nie odczytywałam.

Myślę, że podświadomie już wcześniej wiedzieli, do czego to zmierza. Tak bynajmniej tłumaczyłam sobie to, że zaczęli starać się o naszą relację bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie zliczę, ile razy próbowali się dobić do mieszkania Gabriela, żeby ze mną pomówić, ale wtedy zawsze zostawali odsyłani przez niego z kwitkiem.

Minął równy miesiąc od mojego wyjścia ze szpitala i oficjalnej wyprowadzki do Gabriela. Był on jedyną osobą, z którą faktycznie rozmawiałam bez podejmowania prób odseparowania się. Po prostu wiedziałam, że on w porównaniu do moich przyjaciół potrafiłby się obronić przed ewentualnym atakiem Jamesa i że nawet nasze zerwanie nie odcięłoby go od tej sprawy.

Mieszkanie z nim było... dobre. Codziennie przebudzałam się przed piątą nad ranem, kiedy ten wychodził z pokoju, aby urządzić sobie mały trening w domowej siłowni. Później udawałam, że śpię, gdy ten wracał w celu wzięcia prysznicu. Wszystko starał się od samego początku robić wyjątkowo cicho, aby mnie niepotrzebnie nie zbudzić, ale ja... no cóż. Ja nie potrafiłam zmrużyć oka bez pewności, że mam koło siebie kogoś, kto wybudzi mnie z koszmarów, jakie nawiedzały mnie co noc.

Nasza pierwsza rozmowa zawsze natomiast odbywała się w ten sam sposób. On cmokający mnie w czoło i mówiący, żebym zeszła na dół do jadalni, bo zrobił śniadanie. I chociaż w ostatnim czasie praktycznie nie jadłam przez napady bóli brzucha, to nigdy nie miałam serce mu odmawiać. Tak więc i wtedy dyskutowaliśmy o przyziemnych sprawach, choć tu pasuje bardziej określenie, że to on o nich mówił. Ja zwyczajnie udawałam, że słucham, bo nie miałam na nic siły.

A on to widział. Niejednokrotnie próbował zacząć ze mną rozmowę na temat mojego nagłego odcięcia się od reszty i złego samopoczucia, ale wówczas zbywałam go słowami, że to mój kolejny dołek. Co na nic się zdawało, bo o ile nie zmuszał mnie do spotkań ze znajomymi, tak do lekarza zabierał mnie bardzo chętnie. Prócz regularnych wizyt u psychologa, zdążyłam w ciągu tego miesiąca odwiedzić psychiatrę, który przepisał mi nowe leki, dermatologa i okulistę. U których swoją drogą i wcześniej bywałam nierzadko przez albinizm.

Wracając, zawsze po śniadaniu wychodził do pracy. Nie wiedziałam, gdzie dokładnie pracował, ani czym dokładnie się zajmował, bo zawsze tłumaczył, że przez liczne interesy ojca codziennie robi coś innego. Ja zaś każdy dzień spędzałam w taki sam sposób, czyli tańczyłam w sali, którą Gabriel urządził mi w jednym z niezagospodarowanych pokoi.

Nie mogłam więcej wrócić do tamtej biblioteki czy szukać jakiejkolwiek innej pracy bądź studiów. Wszystko było dla mnie aktualnie zbyt dużym ryzykiem, na które Gabriel się kategorycznie nie zgadzał. Co prawda, nie raz proponował, że znajdzie mi bezpieczną pracę w jakiejś firmie swojego ojca, gdzie zapewnione zostałyby mi wszelkie środki bezpieczeństwa, ale sama odmawiałam. Nie chciałam tego.

MarionetkaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz