24. Próba myśli

213 8 2
                                        

31 stycznia 2014

Dziś wypada sylwester. Za jakieś dwie godziny powinienem z zadowoleniem wznieść toast za rozpoczynający się nowy rok, który, wedle moich życzeń, miał być nowym rozdziałem w moim życiu. Szansą na namysł, co zrobiłem nie tak w poprzednim.

Już dwa miesiące wcześniej wiedziałem, że ten wieczór spędzę na bankiecie organizowanym przez jakiegoś kolegę taty z Arabii Saudyjskiej. Niezbyt lubię takie miejsca, bo nigdy nie umiem odnaleźć się w tym zajebiście fałszywym środowisku, gdzie każdy każdego by zabił dla własnych korzyści. Nie nadaje się do tego typu rzeczy jak taki Gabriel, który na takich wydarzeniach figuruje jako przykład idealnego synalka miliardera. Mam dość tych porównań mojego ojca do niego.

Chciałem poprawić sobie humor na grobie mamy. Tata nieczęsto nas tam puszcza, pomimo że sam conajmniej raz dziennie tam przychodzi i spędza z kilkadziesiąt minut. Jak byłem mały, to niezbyt szczególnie mnie to interesowało. Ale im lat mi przybywało, tym więcej zacząłem widzieć.

Tata częściej pozwala Ruby do niej chodzić niż mi. Najprawdopodobniej jest tak dlatego, że mała jest dosłownie kopią mamy. Mają takie same ciemne oczy i chyba to sprawia, że ojciec jest dla niej zupełnie inny. Że to na mnie kieruje całą swoją nienawiść.

Miałem jednak nadzieję, że dziś pozwoli mi chociaż na zapalenie głupiego znicza, ale nie. Jak zwykle zaczął swoje kazania, że nie jestem babą i nie mam prawa się rozklejać jak życiowa niedojda.

Z reguły nie stawiam się tacie, wiedząc, jakie mogą mnie za to spotkać konsekwencje. Dziś jednak zależało mi na tym wyjściu, o czym ten doskonale wiedział, ale i tak musiało wyjść na jego. Byłem taki zły, że wbrew zdrowemu rozsądkowi zacząłem się z nim kłócić.

Nie skończyło się to dla mnie dobrze. NIGDY SIĘ NIE KOŃCZY!!!!

Tata jest właśnie na bankiecie, a Ruby została uśpiona przez opiekunki. Tylko ja jeden siedzę sam w pokoju. Chociaż może to i lepiej. Przynajmniej nie muszę się dusić w tym pieprzonym garniturze za kilka tysięcy dolarów. Nienawidzę ich.

Szkoda tylko, że ceną za zostanie w domu są połamane żebra, przez które ledwo oddycham. Robi mi się coraz słabiej, a nie mam siły na zawołanie chociażby lokaja.

Ale to nic. Już od dawna chciałem umrzeć. Może jest to szansa od Boga na spotkanie mamy????

~*~

Halloween. Jedno z bardziej znanych świąt na świecie, którego genezy należało szukać w celtyckim obrzędzie Samhaim. I chociaż teraz większość ludzi nie dawała wiary w czas zbliżenia się świata umarłych z żywymi, to celebracja trwała i po dziś dzień jako niewinna okazja do napicia się i zabawienia bez wyrzutów sumienia.

Tego dnia, szczególnie w Stanach, na każdym kroku dało się dostrzec przerażające dekoracje, dzieciaki przebrane za swoje ulubione potwory czy ludzi rozdających na prawo i lewo cukierki. Kluby przepełnione były mężczyznami urządzającymi sobie coroczne wyścigi na najbardziej kreatywne przebranie, a dziewczęta podkreślały swoje atuty tak, jak nie wypadało tego robić w inne dni. Aura Halloween była niesamowita, wręcz uzależniająca.

Sama także byłam olbrzymią fanką tego święta, którego najfajniejszą część uważałam za pokazanie się w kostiumie swym znajomym. Tak było i tym razem.

Uśmiechnięta patrzyłam na Oscara i Olivera, którzy głośno rechocząc, wręcz zginali się w pół. Bezskutecznie bronili się przed upadkiem na chodnik wzajemnym podpieraniem się, ale ich stan całkowicie pozbawił ich umiejętności stabilnego stania. Myślałam, że zaraz powykręcają się z tego śmiechu.

MarionetkaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz