31. Druga świeca

239 13 7
                                        

3 stycznia 2016

Chciałem dziś popełnić samobójstwo.

Popełniłem błąd, kiedy wróciłem wczoraj do domu. Ale oczywiście naćpany nie potrafiłem przyjąć do wiadomości, że ojciec nie jest na tyle głupi, by nie zauważyć mojego zachowania. Tym bardziej kiedy rozpieprzyłem drzwi do własnego pokoju.

Nie zadziało się nic, czego bym się nie spodziewał. Niczym najgorsze ścierwo zaciągnął mnie do swojej podrasowanej piwnicy, w której trzymał swoich dłużników. Bił mnie gołymi rękoma, metalowymi pałkami, gasił na mnie papierosy.

Kiedy swąd palonej skóry był jednym bodźcem, który do mnie docierał, wtedy ten rzucił we mnie liną. Mówił coś, ale tego nie rozumiałem. Nie rozumiałem, bo potrafiłem jedynie koncentrować się na bólu poobijanego ciała, przegryzionego języka i dyskomforcie wywołanym obszczaniem własnych spodni.

Wystarczyło mi tyle, że patrzyłem w jego oczy. Widziałem w nim całą nienawiść, jaką do mnie żywił. Jaką żywił do mnie świat.

Nienawidziłem go. Całym sobą. Tak strasznie chciałem go zabić. Patrzeć, jak umiera z rąk własnego syna, którego katował przez całe życie. Zasługiwał na to. Tylko na to zasługiwał.

Ale kiedy zostawił mnie w tym pokoju z tą przeklętą linią... chciałem się powiesić. Chciałem zapomnieć o sobie i o ludziach z mojego otoczenia. Tak strasznie siebie nienawidziłem. Tego co robiłem i tego, że mi się to podobało.

W ostatniej chwili się wycofałem. Odejdę z tego świata dopiero, kiedy zemszczę się na wszystkich tych, którzy mnie poniżali. Odejdę na własnych zasadach, a nie z woli ojca. Był zbyt dużym śmieciem, żebym rezygnował przez wzgląd na niego.

Zabiję go. Zabiję każdego, kto stanie mi na drodze.

~*~

Moje życie było istną telenowelą.

Z obawy przed wystrzałem nie poruszyłam się ani o cal. Z szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się w Gabriela, którego uwaga była w stu procentach skupiona na stojącym za mną Haydenie.

Jakiego musiałam mieć pecha, żeby dać się złapać człowiekowi, u którego sobie nagrabiłam te dwa lata temu?

Nie no, żartowałam. Z moim bujnym życiem to nie było wcale takie złe. Raczej określiłabym to mianem łagodnej niespodzianki w mej nieokrzesanej codzienności. Zdecydowanie bardziej pasowało do mnie to, że aktualnie znajdowałam się w objęciach człowieka żywiącego do mnie żal, spokrewnionego z dziewczyną, której Gabriel mógł zniszczyć życie, który nieświadomie został nakarmiony ludzkim mięsiem, i który aktualnie trzymał przy mojej skroni broń.

Tak, to lepiej wpasowywało się w standardy mojej egzystencji.

— Teraz nie jesteś taki wygadany — mruknął, jeżdżąc lufą po moim policzku. Hayden wbrew pozorom nie brzmiał na wściekłego lub rządnego zemsty za to, co Gabriel urządził na balu. Raczej wydawał się być zadowolony. — Nic nie powiesz?

— Czekam na to, aż zmądrzejesz i ją puścisz — odparł Gabriel. — A lepiej dla ciebie, abyś zrobił to jak najszybciej.

— Masz niesamowity kompleks wyższości i rozstawiania innych po kątach — zaśmiał się rozbawiony, potrząsając moim ciałem. — Jakbyś jeszcze nie zauważył, to ja mam teraz asa w rękawie. Radzę ci więc nie szczekać, bo bardzo szybko możesz zacząć skrobać resztki jej mózgu ze ściany.

Zatrzęsłam się, kiedy nieoczekiwanie wstrząsnął mną dreszcz. Nieustannie wpatrywałam się w Gabriela z niemą prośbą o to, żeby zrobił cokolwiek, co mogłoby mnie uwolnić.

MarionetkaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz