— Jak się czujesz, Livio?
Odetchnąwszy głęboko, spojrzałam na kobietę przed sobą. Życzliwy uśmiech przyozdobił jej sympatyczną twarz, kiedy wlepiała we mnie spojrzenie swoich wszystko widzących oczu. Wiedziałam, że właśnie zaczynało się to, czego nie lubiłam, ale czego jednocześnie potrzebowałam. Co było niezbędne do mojego codziennego funkcjonowania.
— Dobrze. Tak myślę — dodałam szybko, nieznacznie zaciskając palce na krawędzi swojego swetra.
Na terapię uczęszczałam już ponad rok, a stresowałam się każdym kolejnym spotkaniem tak samo. Upierdliwy głosik w mojej głowie powtarzał nieustannie, że przecież tak bardzo nie chcę zawieść pani Kate, a tym byłoby właśnie zrobienie kroku w tył.
Starałam się jednak go z całej swojej siły stłumić. Musiałam zacząć rozumieć, że nie wszystko jest moją winą. Że jak każdy człowiek, tak i ja mogę popełnić błąd lub poczuć się gorzej. A żeby to zaakceptować, musiałam być z nią szczera.
— Znowu o nim myślałam — wyznałam po chwili ciszy. Nie musiałam nawet silić się na powiedzenie jego imienia. Wiedziała, o kim mówię. — I... Nie wiem. Mam wrażenie, że nie umiem po nim ruszyć na przód. Jakby coś mnie blokowało.
— A tym czymś jest on czy wspomnienie o nim? — Uniosła zaintrygowana brew.
Poprawiłam się nerwowo na krześle. Po takim czasie znajomości zdołałam przywyknąć do jej podchwytliwych i wzbudzających masę refleksji pytań. Mimo że nie znosiłam ich jak jasna cholera, gdyż równie mocno nie lubiłam skupiać się na swoich myślach.
— Chyba to i to — wymamrotałam posępnie. Wpatrzona w swoje dłonie próbowałam uporządkować sobie pewne sprawy w głowie na tyle, by móc jej jakoś to logicznie przekazać. — Nie potrafię tego opisać słowami. To jest... To jest po prostu dziwne.
— A jesteś w stanie podać mi jakiś kolor? Barwę, którą masz przed oczami, gdy to czujesz? — zapytała.
Zagryzłam w zastanowieniu wargę. Nigdy wcześniej nie starałam się swoich emocji odebrać w ten sposób.
— W gorszych chwilach czarny — zaczęłam z westchnieniem. — Jakbym nigdy nie spadła na dno, a jedynie próbowała do niego dotrzeć. Jakbym chciała to zakończyć, ale nie mogę przez to, że to nie ma końca. Początku też nie — stwierdziłam, zerknąwszy na nią. Zaraz jednak znowu wróciłam spojrzeniem na swoje ręce, które od dłuższego czasu pozbawione były wszelkich siniaków, zadrapań czy odcisków po paznokciach. — W lepszych za to zielony.
— Zielony? — dopytała spokojnie. Mówiła tak przeraźliwie kojąco, że w jakiś irracjonalny sposób to faktycznie na mnie wpływało. Czułam się bezpieczniej.
— Tak. Kojarzy on mi się ze spokojem i ciszą. Z domem — rzekłam cichym głosem.
To było żałosne, że dalej go kochałam, pomimo stanu do jakiego mnie doprowadził. Wykorzystał mnie w najgorszy możliwy sposób. Z premedytacją rozpoczął naszą znajomość, wiedząc, jak poważnie traktuję związki i inne bliższe relacji. Pozwolił mi siebie pokochać, zaufać i zwyczajnie dopuścić do siebie, by ostatecznie zostawić mnie niczym zepsutą zabawkę. Potłuczoną laleczkę.
Zastanawiało mnie tylko, czy tym właśnie była jego zemsta. Czy świadomość tego, że w Nowym Jorku czeka na niego ślepo zakochana gówniara, której ojciec był głupcem, go safyskacjonowała. Czy czerpał radość z naszych spotkań, w czasie których zwyczajnie mnie mamił swoimi pięknymi słówkami. A jeśli tak, to czy to chwilowe górowanie nad niczego świadomą mną było warte tych kilku miesięcy udawania, że mu również zależy.
CZYTASZ
Marionetka
RomanceSztuka zakończyła się, a wszelkie maski opadły. Nie mogła już kłamać. Nie mogła już okłamywać siebie, że dalej jest piękna. Że niczym ta lalka w pięknej sukience pozbawiona jest wszelakiej skazy. Po burzy, z którą przyszło się Corze zmierzyć, nie p...
