Gabriel był wściekły.
A przynamniej tak myślałam, gdyż z jego miny nie dało się absolutnie nic wyczytać.
Oczami jak gdyby nigdy nic prześledził krwawą wiadomość. Bez krzty zaniepokojenia, strachu bądź złości pokonał dzielący nas dystans, by stanąć tuż koło mnie. Ani razu przy tym nie spojrzał na moją osobę. Po prostu wpatrywał się w widok przed sobą, jakby to w nim czaiły się wszelkie odpowiedzi na trapiące go pytania.
Byłam tak przerażona, że najzwyczajniej w świecie nie byłam w stanie przekazać mu jakiejkolwiek rzetelnej informacji. Oboje bezczynnie wpatrywaliśmy się w wiadomość Jamesa, nie dowierzając, że kiedy my sobie tu chodziliśmy jak gdyby nigdy nic, on mógł znajdować kilka metrów za nami.
Drgnęłam niespokojnie, widząc kątem oka, jak Gabriel przysuwa mi pod nos swój telefon z włączonym czatem.
Nieznany: Złapałem ją
Przymknęłam powieki, pojmując, że w tej grze graczem nie zostałam tylko ja.
— Czyja to krew? — wyszeptałam wstrząśnięta.
— Nie wiem — odparł, chowając swój telefon do kieszeni spodni. — Ale nie możemy tu dłużej zostać.
Poczułam, jak ziemia osuwa mi się spod stóp, kiedy jego szorstka dłoń chwyciła moją. Prędko pociągnął mnie w stronę ciemnego korytarza, abyśmy jak najszybciej wydostali się z tego przeklętego oceanarium. A mnie wręcz mdliło na myśl, że James może na nas w tym momencie patrzeć z jakiegoś ciemniejszego rogu pomieszczenia. W tej chwili byliśmy dla niego łatwym celem, z którym nie musiałby walczyć. Wystarczyło uderzyć w odpowiedniej dla tego chwili.
Ale nie to było jego celem. Przynamniej nie teraz.
— Zabił kogoś? — pytałam przerażona, kiedy ten prowadził nas ku wyjściu. Robił to tak szybko, że musiałam praktycznie za nim biec. — Gabriel, a co jeśli on kogoś nie zabił, a tylko zranił? Co jeśli ktoś potrzebuje teraz pomocy?
— Niech więc się modli, żeby ktoś inny go znalazł — mruknął niewzruszony tą wizją.
Już chciałam go za to porządnie zrugać, ale wtem się gwałtownie zatrzymał. Na tyle gwałtownie, że rozpędzona nie zdołałam się zatrzymać i głową zetknęłam się z jego wyjątkowo twardymi plecami. A jako że należałam do oferm pierwszej kategorii, nikogo nie zdziwiło, że po sekundzie wylądowałam na tyłku.
Zła potarłam jedną dłonią czoło, a drugą tyłek. Swoje śmiercionośne spojrzenie wbijałam w dalej stojącego niczym słup Gabriela, który najwidoczniej musiał coś zauważyć.
Zdezorientowana spojrzałam przed siebie, chcąc dowiedzieć się, co go tak zaalarmowało. A kiedy to zrobiłam, każdy włos stanął mi dęba.
Na końcu długiego korytarza ktoś stał. Ubrany w szerokie czarne ubrania i z kapturem na głowie niemal wtapiał się w ciemność za sobą. Z tej odległości i w tych warunkach nie mogliśmy ujrzeć jego twarzy, lecz w niczym nam to nie przeszkadzało, by poczuć na sobie jego przeszywające spojrzenie.
Nie patrzył na nas długo. Po zaledwie sekundzie postać udała się w głąb jakiegoś korytarza, znikając nam tym samym z oczu. Tak długo wgapiałam się w miejsce, w którym widziałam ją po raz ostatni, iż nie zarejestrowałam momentu, w którym Gabriel ruszył za nią.
Z opóźnieniem podniosłam się z podłogi, starając się ich dogonić. Byłam cholernie przerażona wizją potencjalnej konfrontacji, ale jednocześnie nie odważyłam się zaprotestować przed gonieniem nieznajomego. Wiedziałam, że Gabriel by nie odpuścił, a sama zbyt mocno obawiałam się zostania tu samej.
CZYTASZ
Marionetka
Storie d'amoreSztuka zakończyła się, a wszelkie maski opadły. Nie mogła już kłamać. Nie mogła już okłamywać siebie, że dalej jest piękna. Że niczym ta lalka w pięknej sukience pozbawiona jest wszelakiej skazy. Po burzy, z którą przyszło się Corze zmierzyć, nie p...
