43. Krew jest nieśmiertelna

217 12 16
                                        

!W rozdziale pojawiają się sceny śmierci, brutalnych tortur i przemocy fizycznej. Jeżeli nie czujesz się na siłach, nie czytaj go!

A tak swoją drogą polecam do rozdziału I Bet on Losing Dogs. W trakcie pisania było mi tak szkoda Livi, że tylko ta piosenka grała mi w głowie.

3 marca 2019

Moja siostra nie żyje. Ruby nie ma.

Mówiłem ojcu, że ci ludzie nie niosą za sobą niczego więcej prócz śmierci, ale mi nie wierzył. Sądził, że jako słabe ogniwo ulegam wpływom innych ludzi chcących zaburzyć naszą pozycję. Uważał ich za dzieci rzucające wyzwanie komuś znacznie silniejszemu.

Im dłużej patrzę na załamanego ojca, tym bardziej przekonuję się w tym, że Kwiaty Śmierci przyjdą po każdego z nas. Nie oszczędzą nikogo.

Pijąc krew naszych wrogów, nie wiedzieliśmy, że wreszcie nastanie dzień, w którym utoniemy we własnej.

~*~

Serce pompowało krew niczym oszalałe, kiedy wsłuchiwałam się w pełną napięcia ciszę.

Do moich uszu nie docierał żaden odgłos. Nikt z dołu ani nie krzyczał, ani nie wszedł na górę sprawdzić, czy wszystko u mnie dobrze. Było tak, jakbym została w domu kompletnie sama.

Dla upewnienia się, że nie zwariowałam, przeczytałam wiadomość od nowa. Strach zgarnął mnie w śmiertelny uścisk, gdy uświadomiłam sobie, że prócz trzech ochroniarzy jesteśmy tutaj kompletnie same. Nie miałyśmy żadnej broni, schronu, czy możliwości ucieczki. Pozostawałyśmy zdane na reguły nowej zabawy czającego się gdzieś na zewnątrz James'a.

Włożywszy na siebie niechlujnie koszulę i sweter, weszłam w konwersację z Gabrielem. Moim zamiarem było poinformowanie go o całym incydencie, jednocześnie zachowując szczątki ostrożności. Prowadzenie z nim rozmowy mogłoby być zbyt ryzykowne.

Zorientowawszy się, że utraciłam zasięg, przeklęłam szpetnie. Co gorsza, wcześniej nie miałam z nim tutaj żadnego problemu, więc wychodziło na to, że James nie tylko odebrał nam światło, ale i możliwość skontaktowania się z kimś z zewnątrz.

Irytacja tą nieszczęsną okolicznością zmalała, gdy usłyszałam za drzwiami dźwięk skrzypiących desek. Ktoś był w moim pokoju.

Ktoś tutaj szedł.

Wstrząśnięta stałam bez ruchu, nawet nie oddychając. Bałam się, że najmniejsze poruszenie się mogłoby skutkować zdradzeniem mojej obecności. Gdzieś w zakamarkach mojego umysłu żyła nadzieja na to, że była to któraś z dziewczyn, ale ta umarła bardzo szybko.

Łza spłynęła po moim policzku w momencie, w którym gałka zaczęła się powoli poruszać. Gdy osoba po drugiej stronie napotkała opór zamkniętych na klucz drzwi, pomyślałam, że może odpuściła.

Zmieniłam zdanie po uświadomieniu sobie, że nie usłyszałam kroków świadczących o czyimś odejściu.

On nadal tu był.

Nie zamierzałam tym razem mu się tak łatwo podkładać. Nauczona doświadczeniem w głowie powtarzałam sobie, że muszę walczyć do końca. Gdybym teraz się poddała i tu została, na pewno prędzej czy później James'owi udałoby się tu wejść. A wątpiłam, żeby tym razem miał popełnić ten sam błąd co rok temu i zostawić mnie z kimś, kto pomógłby mi uciec.

Jeślibym nie uciekła, James prędzej czy później by mnie zabił, a przed tym boleśnie skrzywdził.

Nie mając innego pomysłu, włożyłam telefon w majtki. Tak, było to obrzydliwe i niehigieniczne, lecz nie mogłam przez cały czas trzymać go w rękach, a zostawienie go tutaj było istnym samobójstwem. Musiałam zagryźć zęby i to znieść.

MarionetkaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz